poniedziałek, 15 sierpnia 2016

21. All of the stars...


  Każdy z nas skrywa za plecami cienie i blaski przeszłości,
każdy z nas czasami ucieka się do kłamstw myśląc, że tak jest łatwiej,
każdy robi to ze względu na drugiego człowieka, ze złudnego przekonania o ochronie bliskich, a przecież wszyscy wręcz nazbyt doskonale wiemy, że to kłamstwo jest tym co ciągnie nas ku dołowi...

 - Jestem z ciebie dumny, księżniczko...

 Szepczę, delikatnie obejmując ramieniem jej drżące ramiona i składając pojedynczy, samotny pocałunek w brunatnej gęstwinie jej związanych pasm.
 Ona jednak jest zbyt daleko by, dostrzec moją bliskość, zbyt rozdarta bym jednym, niezbyt stanowczym uściskiem zebrał ją w całość..
Zbyt nieuchwytna bym mógł tak po prostu trzymać ją w ramionach i dlatego też chwilę później jej drobne ciało opuszcza zakątek moich ramion,a  jedynym co dostrzegam jest podążający za jej plecami długi, brunatny ogon.

- Sky...

 Wołam, momentalnie ruszając w ślad za nią w sam środek zniecierpliwionego tłumu podróżnych. - Zaczekaj! Słyszysz? Czekaj!

 Nastolatka pozostaje jednak głucha na moje wołania i dane mi jest usłyszeć jej głos dopiero wtedy, gdy przetrącona przez spieszących na spóźniony samolot mężczyzn w czerni, bezwiednie wpada na powrót w moje ramiona. Wykorzystując moment obracam ją ku sobie i podłapując jej spojrzenie, ściszam głos tak by, słyszała go tylko ona.

- Co się dzieje?

- Nie mogę tu zostać, nie chcę...

  Mamrocze i choć ukrywa to tak doskonale nie trudno jest mi dostrzec iż jej ciałem wstrząsa rozpacz w najczystszej postaci.

- Ale...

- Zostaw mnie.

 Żąda, zmieniając wnet ton, na ostry i nieprzystępny, a zanim nadążam zareagować wyrywa się z mojego uścisku by, po chwili na dobre zniknąć z moich oczu.
 I choć tak duża część mnie chce pobiec w jej ślady, a serce szepcze by, nie zostawiać jej teraz samej sobie, pozwalam jej odejść...
(...)

  Zamykając zaślepione kryształowymi łzami oczy przemierzam biegiem kolejne przecznice nowojorskiej dzielnicy, której jednak nie kojarzę. Mijając po drodze poszarzałe postacie i rozmyte budynki biegnę tak długo aż nogi odmawiają posłuszeństwa, aż umęczone ciało pada bezwładnie na najbliższą ławkę, a z piersi wyrywa się niepohamowany niczym szloch...

...Wspomnienie...

 - Sky...otwórz, kochanie. To tylko ja...

 Zza zamkniętych drzwi dochodzi mnie cichy, kojący głos mamy, jednak nawet on nie jest w stanie mnie uspokoić.
 Wstrząsa mną kolejny spazm szlochu, jednym szybkim ruchem wykonuję więc kolejne precyzyjne cięcie na posiniaczonej skórze nadgarstka i z bolesnym westchnieniem przyglądam się cieniutkiej, czerwonej stróżce powoli spływającej z rany wprost na moją białą spódniczkę.

 Zawsze jest tak samo, zawsze kiedy tata każe mi być grzeczną dziewczynką, wieczory spędzam zamknięta w moim pokoju lub łazience. Widok mojej krwi mnie uspakaja, jest jak usprawiedliwienie dla taty bo, przecież tak trzeba.
 Tata zawsze powtarza, że każda córeczka tatusia pozwala mu się dotykać tak jak on robi to mnie, brzydzi mnie to, ale on powtarza, że obrzydzenie minie, że jeszcze mi się to spodoba...

 A ja zawsze staram się mu wierzyć bo, przecież rodzice nie kłamią, prawda?

 Z każdą kolejną raną, moje myśli coraz silniej oddalają mnie od rzeczywistości by, w końcu ogarnęło mnie to przyjemne uczucie odrętwienia, które poprzedza ten dziwny stan, podobny do snu, omdlenie.

 Tym razem jest podobnie, choć nie do końca tak samo.
Przedtem zawsze zasypiałam w ciszy, dziś zanim jeszcze opadną powieki do moich uszu dociera huk i  rozpaczliwy krzyk mamy, ostatkami sił rzucam jej ostatnie zamglone spojrzenie, a potem tak jak zawsze zanurzam się w wyzutej z bólu, myśli i cierpienia nicości...

...Koniec wspomnienia...

  Napełniając ściśnięte płuca kolejną, niewielką porcją powietrza kładę się na plecach, na chłodnej, drewnianej powierzchni ławki i zanurzam spojrzenie w powoli szarzejącym płótnie nieba, mimowolnie przypominając sobie słowa Bruna, o gwiazdach.

 Jeśli to prawda, jedynym czego teraz pragnę jest to, by móc oddać wszelkie smutki jakie w sobie noszę jednej z nich, tej najjaśniejszej,
tej mojej...
 Nie jest mi to jednak dane bowiem niebo, nie zaznaczyło się jeszcze żadną z nich, toteż w niemym oczekiwaniu w zachwycie podziwiam ową powódź złota, jaka teraz rozlewa się miarowo, pochłaniając kolejno każdy z niewielkich obłoczków.

 Aż w końcu nadchodzi zmrok.
Płótno zasnuwa się granatem, jednak wciąż jest jedynie opustoszałą otchłanią ciemni.
Pozostaję więc cierpliwa,
Bez wytchnienia wpatrzona w milczący nieboskłon, odnajdując weń z ulgą, niezrozumiałe pocieszenie, ukojenie, którego nigdy nie doznałam pośród ludzi...

 A wtedy pojawia się pierwsza, srebrzysta gwiazda.
Nie jestem więc sama.
Jednak wciąż otacza nas milczenie.
 Żalę się w jej blask, nie używając jednak słów, ona natomiast słucha.
Uważnie i cierpliwie, nie przerywając mi.
(...)

 Oddychając głęboko powoli wkraczam w jedną z zacienionych parkowych alejek i kryjąc się w cieniu rozłożystego dębu z nikłym uśmiechem przyglądam się parze nastolatków szepczących sobie słodkie słówka przy nastrojowym akompaniamencie świerszczy.

 I wnet zalewa mnie fala zazdrości,
zazdrości o to jak beztroscy być mogą, kiedy ja codziennie walczę z nieustannie narastającym strumieniem zmartwień,
zazdrości o to iż mają siebie nawzajem.
 Mają kogoś kto podtrzyma ich ramiona, kiedy droga okaże się zbyt kręta...

 Nim jednak na dobre poddaję się owym rozmyślaniom ona odwraca głowę i patrzy mi prosto w oczy.
Nie powinno mnie tu być...

 Naciągam więc na głowę kaptur granatowej bluzy i wciskając pięści głęboko w jej kieszenie powracam do niespiesznego marszu i gorączkowych przemyśleń gdzie podziewa się teraz krucha brunetka. A wraz z ową myślą moim oczom ukazuje się obraz tak rozbieżny iż w pierwszej chwili zamieram w bezruchu podziwiając jego osobliwe piękno.

 I choć dzieli nas odległość równa dziesięciu większym krokom, bez trudu rozpoznaję w nikłym świetle gwiazd jej smukłą sylwetkę, dostrzegam także blask jej głębokich ślepi.

 Nie podchodzę jednak od razu w obawie iż spłoszę ją swoją obecnością, zaburzę ideę jej samotności.
Toteż przez kolejne sekundy, może nawet minuty jedynie stoję tam bez ruchu, owładnięty bezwarunkowym oczarowaniem.
 W końcu to ona porusza się niespokojnie, odwraca na bok, a nikłe światło jakie pada na jej lico wnet łączy w jedność nasze spojrzenia.
(...)
  Choć nie odrywam wzroku od nieba, wyraźnie czuję iż nie jesteśmy już same, a odwracając głowę moim oczom ukazuje się ciemna, smukła sylwetka Mulata.
Zastygam więc w bezruchu zastanawiając się wnikliwie czy chcę by, wszedł w mój krąg.

Nim jednak podejmuję tę decyzję, on robi to za mnie.

 W kilku krokach zmniejszając dzielącą nas odległość, bez słowa podchodząc do ławki i nie odrywając wzroku od mojej twarzy klękając u jej podnóża i po prostu splatając nasze palce.

 Nie chcę płakać.
Nie chcę by, widział jak jestem słaba, dlatego jedynie zaciskam szczękę i ponownie powracam spojrzeniem ku mnożącym się stopniowo gwiazdozbiorom.

 On jednak nie potrzebuje moich słów by, rozumieć.

 - Ktoś powiedział mi kiedyś, że tym co nas wzbogaca jest ból. Nigdy tak naprawdę w to nie wierzyłem, ale po tylu latach, w końcu zrozumiałem jak prawdziwe jest to stwierdzenie. Ból nas wzbogaca, Skylar. Nie obwiniaj się więc za swoje słabości bo, oboje dobrze wiemy, że jesteś silna...

 Szepcze, a kiedy odwracam się ku niemu delikatnie dotyka mojej klatki w miejscu gdzie bije wzburzone jego obecnością serce i dodaje.:

- ...tutaj, jesteś najsilniejszą osobą jaką kiedykolwiek poznałem.

- Silne osoby nie upadają.

 Protestuję, mimowolnie dotykając palcami jego dłoni spoczywającej delikatnie na moim sercu.
 Kiedy tylko to wypowiadam na jego ustach wita słaby, smutny uśmiech, który jednak ukrywa przed moim spojrzeniem.

- Upadają, Sky.
Częściej niż możesz sobie to wyobrazić. Ale zawsze się podnoszą i właśnie tam tkwi ich siła.

- A co jeśli i jej zabraknie?

Szepczę, a słysząc to pytanie brązowooki delikatnie obraca moją twarz ku sobie i muskając palcami szkarłatnej skóry na wychłodzonym policzku, szepcze.

- Wtedy jest ktoś kto stoi za ich plecami.

 I choć cała nasza rozmowa nie wychodzi poza brzegi dokładnej konsternacji, wnet dokładnie pojmuję cały sens własnej siły...
_______________

 Dobry wieczór, kochani!

 Jak mija Wam druga połowa wakacji?
Co porabiacie?

 Przepraszam za tak długą nieobecność jednak moje życie hmm...prywatne ogromni się sypnęło i potrzebowałam czasu by, się pozbierać, ale już jestem.

 Co sądzicie o rozdziale?
Nie należy co prawda do najdłuższych jednak jest w nim zawarty kolejny, dość istotny szczegół z życia Sky.
Podzielcie się swoimi opiniami i wrażeniami, do zobaczenia niebawem ( bliżej niż za miesiąc ;)), a ja lecę czytać Waszą twórczość!
Pozdrawiam gorąco, z o dziwo słonecznej Anglii. :)
:*
<3