piątek, 17 czerwca 2016

19. Dancing above the abbys...

     Jeszcze przez moment cała nasza trójka tkwiła w niepewnym milczeniu, przecinanym jedynie przez chrapliwy oddech dziewczyny. W końcu jednak nadszedł czas kiedy to jedno z nas musiało się odezwać, a wymieniwszy serię krótkich spojrzeń ze stojącym u mego boku  Nate'em wnet dotarło do mnie, że tym kimś miałem być ja...

 Postąpiwszy więc krok ku roztrzęsionej Skylar rozchyliłem wargi, niemal panicznie szukając stosownych słów, lecz gdy żadne z nich nie nadeszły, z niemą radością przyjąłem zjawisko, w którym ciężkie powietrze jakie zaległo pomiędzy nami zapełnił wnet jej cichy, niepewny głos.:

 - Czy mogę...czy...mogę cię o coś prosić, Bruno?

 Zapytała nieśmiało, na co ja niemal automatycznie skinąłem głową z aprobatą.
Widząc moją reakcję jej usta ułożył wnet subtelny, pełen ulgi uśmieszek, na którego widok moje serce wywinęło w piersi kilka niesfornych koziołków.- Ja...- zaczęła, lecz nim pochwyciłem jej spojrzenie, zdawała się podjąć decyzję, o kapitulacji, pospiesznym odwrocie Chcąc dodać jej otuchy delikatnie położyłem rękę na szczupłym ramieniu, przez co całe jej ciało przeszył jak gdyby prąd magnetyczny. -...muszę stąd zniknąć...

 Dokończyła szeptem, a wlepiwszy we mnie przeszywające spojrzenie, spięła wszystkie mięśnie z niepokojem oczekując mojej reakcji. Nie rozumiałem dlaczego musiała zniknąć, ani też dlaczego przyszła z tym akurat do mnie lecz nim zdołałem wykrzesać z siebie serię owych dociekliwych pytań moja głowa kiwała się od góry, w dół w wyraźnym geście aprobaty. Nie zdołałem jednak dostrzec jej reakcji bowiem w tej samej chwili moje ciało zostało brutalnie zaciągnięte w głąb domu, przez parę stalowych ramion.

 Zaskoczony tak gwałtowną reakcją ze strony przyjaciela przez moment jedynie wpatrywałem się w wyraźne rysy jego twarzy by, następnie  zagaić bezgłośnie.

 - Co ty, do cholery wyprawiasz?

-  Co ja wyprawiam?- Oburzył się tamten raz jeszcze szarpiąc za kołnierz mojej koszuli.-Niema mowy, ona nie może tu zostać, słyszysz?

 Syknął blondyn, krzyżując ręce na piersi i popatrując ukradkiem to na mnie, to na dziewczynę przyczajoną w najdalszym rogu korytarza.

- Ale.

 Zacząłem pospiesznie, jednak Nate definitywnie mnie ignorując, bezwzględnie uciął całą dalszą pogawędkę...

- Nie.

- Daj spokój, nic się przecież nie stanie jeśli przez jakiś czas pomieszka z nami.

 Bąknąłem spokojnym, z lekka znudzonym głosem by, dać mu do zrozumienia iż prośba Skylar, jest dla mnie czymś zupełnie naturalnym.
 Choć po prawdzie oboje w głębi siebie walczyliśmy z wszechogarniającym zdziwieniem, z tą drobną różnicą iż ja w przeciwieństwie do niebieskookiego starałem się zachowywać pozory stoickiego spokoju, którego w istocie doszukiwałem się w sobie z niemałym trudem...

 - Czy ty siebie słyszysz?! Chcesz wpuścić jakąś zupełnie obcą dziewczynę...

- Ona nie jest żadną obcą dziewczyną.

  Wciąłem się niekulturalnie, pospiesznie popatrując w tył, upewniając się iż brunetka znajduje się nazbyt daleko by, móc ewentualnie usłyszeć naszą rozmowę.

- Czyżby?

 Burknął oskarżycielsko, skupiając w moich oczach cały chłód swych przenikliwych, błękitnych źrenic.- W porządku, w takim razie co takiego, o niej wiesz? Jak ma na imię? A może uraczyła cię także swoim nazwiskiem, hmm?

- No, w zasadzie to...

 Mruknąłem speszony, wnet zdając sobie sprawę jak niewielki jest zasób wiedzy, który wraz z wyidealizowanym portretem, skrył się gdzieś w mojej głowie, gdzieś w szufladzie zaszyfrowanej niczym innym, lecz imieniem nastolatki.

- Tak, jak myślałem.

 Podsumował surowo Nate, na co jedynie skinąłem głową twierdząco.

- Wciąż jednak uważam, że mógłbym jej pomóc.

Oznajmiłem stanowczo, na co brwi przyjaciela przywitały się wzajemnie gdzieś na samym środku zmarszczonego czoła.

- ,,Uważasz".
Prychnął pogardliwie.- I co?
Znowu z tej swojej jebanej dobroduszności wpakujesz się w jakieś bagno?

- Przestań.

 Warknąłem ostro, instynktownie wyczuwając do czego zmierzają wszelkie gorzkie słowa jakimi teraz raczył mnie chłopak, słysząc ton mojego głosu niebieskooki jakby skapitulował, a uniósłszy ręce nad głowę, dodał.:

 -  Dobrze.Rób jak uważasz...

 Rzucił ostro, a odwróciwszy się na pięcie w kilku krokach pokonał przedpokój, lecz nim zacisnął palce na chłodnej klamce frontowych drzwi, powietrze po raz kolejny zadrżało pod ciężarem jego słów.- Tylko pamiętaj na przyszłość, że cię ostrzegałem...- przestrzegł życzliwie, a trącając nastolatkę ramieniem wyszedł z domu, zatrzaskując za sobą drzwi.
(...)

 I wnet nastała cisza, tak cicha i nieprzenikniona iż nawet dreszcz jaki teraz naznaczył moje ramiona zdawał się posiadać tonację równą do tej jaką szczyci się dzwon u wieży kościelnej, a choć trwała ledwie przez strzępki minut, gdy w końcu odeszła było zupełnie tak jak gdyby gościła w moich płucach przez długie, długie lata świetlne...

 - Nie powinnaś była wysłuchiwać jego słów...on...Nate po prostu...jest moim przyjacielem i chce mnie w jakiś sposób ustrzec przed...

 Szepnął brązowooki, bezpowrotnie przerywając nić jaką poczęło oplatać nas milczenie.

 - Nie tłumacz go, Bruno.

 Przerwałam mu głosem wyzutym z wszelkich emocji, a obróciwszy się na pięcie niespiesznie, dość chwiejnie wręcz, ruszyłam ku uchylonym drzwiom pokoju chłopaka by, delikatnie zamykając za sobą drzwi móc ułożyć się na zaścielonym świeżą, pachnącą narzutą łożu, zamknąć oczy i zrozumieć wnet, że znalazłam się w miejscu gdzie być mnie nie powinno...

                                                                 *     *      *

 Przeczesując palcami długie, hebanowe kosmyki zbłąkane gdzieś przy rozgrzanym, purpurowym policzku po raz ostatni przelotnie zerknęłam na swoje odbicie, a posyłając dziewczynie w lustrze przepełniony smutkiem uśmiech wolnym, posuwistym krokiem weszłam na oświetlony powoli budzącym się do życia Słońcem korytarz by, zgarniając z niewielkiej szafki w rogu wszelkie należące do mnie rzeczy, a z wieszaka cienką kurtkę.
 By, zakreśliwszy na skrawku czystego papieru krótkie: "dziękuję" równie bezgłośnie ruszyć ku prowadzącym do wyjścia drzwiom i finalnie zastać w nich pochmurne oblicze dobrze zbudowanego blondyna, o oczach tak intensywnych jak gdyby w jednym spojrzeniu prześwietlały człowieka na wylot, w każdym znaczeniu tego wyrażenia...

 - Wychodzisz?

 Zagaił przybysz, z konsternacją wpatrując się w ciemny materiał kurtki jaką od dłuższej chwili nieprzerwanie  dzierżyłam w z lekka rozedrganej dłoni.

 - Właśnie tak.

 Przytaknęłam chłodno, chcąc go wyminąć.

 - Jasne, poczekaj...

 Westchnął w jednej chwili odgradzając mnie od wszelkiej drogi ewentualnej ucieczki.- Słuchaj, Skylar...-
zaczął, a na dźwięk swojego imienia wypowiedzianego z jego ust, na moje ramiona wdarł się wnet przenikliwy, nieznośnie chłodny dreszcz.-...ja...nic do ciebie nie mam, w zasadzie nawet cię nie znam, ale...chcę żebyś wiedziała, że...robię to by, go chronić...po prostu nie chcę by, po raz kolejny przechodził przez coś na co zdecydowanie nie zasłużył i dlatego...

- W porządku, Nate, wiem do czego dążysz i chyba nawet się z tobą zgadzam...Chcę tylko byś przyswoił sobie, zapamiętał i zrozumiał, że w taki sposób na pewno nie zdołasz mu pomóc, co najwyżej zaszkodzisz...

 Szepnęłam, a posyłając mu ostatnie, uważne spojrzenie przekroczyłam próg domu, z myślą iż dla wszystkich  lepiej będzie jeśli już nigdy tu nie wrócę...
                                 
          *     *      *     

 Przełykając z trudem, drżącymi palcami nacisnęłam na klamkę ekskluzywnie wyposażonego, wypucowanego sportowego samochodu, a nachylając się nieznacznie pospiesznie zasiadłam na fotelu pasażera, pozwalając by, do moich nozdrzy niepodzielnie wdarła się woń wody kolońskiej, którą choć pachniała naprawdę dobrze zdążyłam już znienawidzić...

 - Dzień dobry, panienko.

 Mruknął szarmancko mężczyzna za kierownicą i nim zdążyłabym się nazbyt oddalić (na tyle, na ile pozwoliło by, mi na to nie przesadnie obszerne wnętrze samochodu) jego chłodne wargi naznaczyły mój policzek przelotnym muśnięciem, które jednak niepostrzeżenie zeń starłam, kiedy tylko nadarzyła się ku temu okazja...
 Luke Dramah, jeszcze przez moment przyglądał mi się uważnie, a kiedy zdawał się znaleźć to czego tak wytrwale poszukiwał uśmiechnął się z zadowoleniem i budząc do życia pojemny silnik auta, który teraz za sprawą kluczyka w stacyjce warknął drapieżnie niespiesznie wytoczył się z bocznej uliczki na powoli wzrastającą w użytkowników obwodnicę prowadzącą niemal dookoła Nowego Jorku.

- Zawsze jesteś taka małomówna, Słońce?

  Spróbował ponownie nawiązać jakiś kontakt na co posyłając mu pełne niechęci spojrzenie burknęłam dobitnie.:

- Zawsze, jeśli jedynym potencjalnym rozmówcą jest człowiek, którego nie znam i szczerze powiedziawszy nie mam zamiaru poznawać,ani w bliższej ani tej dalszej przyszłości.

 Skwitowałam chłodno,  na co usta mężczyzny wykrzywił wyraźny grymas niezadowolenia, który jednak zastąpił ciepłym, lecz mimo wszystko przygaszonym uśmiechem.

 - Cóż, w porządku. Najwyraźniej potrzebujesz trochę czasu, rozumiem.

 Westchnął cierpliwie, na co ponownie jedynie przewróciłam oczami z niekrytym poirytowaniem, czego on jednak nie zarejestrował, a nawet jeśli, to z największą dokładnością ukrył wszelkie świadczące ku temu znaki.

 Przełykając więc z cicha zapatrzyłam się w punkt, gdzieś daleko za przednią szybą samochodu, gdzieś gdzie tak bardzo chciałam się teraz znaleźć....

 I trwając tak na pograniczu jawy i snu, pozwoliłam by, mężczyzna przy akompaniamencie cichych pomruków silnika oraz kołyszącego do snu szmeru kół na szutrowej drodze dojazdowej, zaprowadził nas na dziedziniec eleganckiego hotelu, gdzieś z dala od miasta...
(...)

 [zabieg użyty tylko ze względu na poniższy fragment opowiadania]

 - Nie musisz się mnie wstydzić, Sky.

 Odparłem łagodnie kiedy obejmując smukłą talię nastolatki skierowałem nas ku głównemu wejściu do jednego z kilku wysoko notowanych hoteli, w których zdarzało mi się nocować, podczas dłuższych wyjazdów służbowych.

 - Nie możesz oczekiwać ode mnie niczego więcej, nawet cię dobrze nie znam.

 Warknęła chłodno, co jednak wprowadziło na moje wargi cień rozbawienia.
Podobał mi się jej charakter, a fakt iż była tak niedostępna tylko utwierdzał mnie w przekonaniu jak dobrą transakcją była ta, którą dokonałem z Jasonem.

- I nie oczekuję. Chcę po prostu byś przestała się denerwować bo, do prawdy nie masz ku temu powodów.

 Zapewniłem spokojnie, napawając się miękkością jej hebanowych kosmyków, które teraz z niezadowoleniem przełożyła na prawe ramię. Ona jednak pozostawała tak samo spięta i z każdą chwilą wydawało mi się niemal iż usilnie umyka myślami gdzieś daleko stąd, byle dalej ode mnie...

                                                                                *      *      *

  - Po co to robisz?

 Zaatakowała gwałtownie kiedy tylko kelner odebrał od nas zamówienia i elegancko oprawione karty dań. Hamując więc rozbawienie delikatnie pochyliłem się nad stołem,a chwyciwszy w swoje duże dłonie, jej o wiele mniejsze, wyjaśniłem.:

 - Cóż, widzisz, śliczna w życiu większości mężczyzn przychodzi taki czas kiedy postanawiamy coś zmienić, niektórzy wyjeżdżają za granicę, inni wybierają się na rejsy dookoła świata, a ja...

- A ty, płacisz grube pieniądze za marną dziwkę, tak to faktycznie ciekawy sposób na dalsze życie.

 Burknęła ostro, na co jedynie wzruszyłem ramionami.- Jesteś żałosny...

- Możliwe, ale mimo wszystko powinnaś mi być wdzięczna.

- Doprawdy? Niby za co?

- Mogę odmienić twoje życie, Słońce.

 Mruknąłem, pieszczotliwie gładząc jej wyziębiony policzek.

- Skoro tak bardzo chcesz zabawić się w dobrego wujka, to trzeba było pomóc tamtej siedemnastolatce, Arianie.

 Sapnęła niechętnie, a na wspomnienie tego imienia na moje ramiona natychmiast wystąpiło kilka chłodnych kropel...

- Ariana...

Mruknąłem niewyraźnie, a słysząc to migdałowe źrenice dziewczyny poczęły skrupulatnie przewiercać mnie od środka. - Moja malutka Ari...

 Dodałem ciszej, czując wnet jak na wspomnienie imienia córki,
serce przyspiesza swój rytm...
_________________________

 Witam, Kochani! 

 I z góry ogromnie PRZEPRASZAM, lecz ostatnimi czasy pochłonęły mnie kolejne egzaminy, jednakże już jestem...

 Co więc sądzicie, o powyższym rozdziale?
 Ktoś z Was dopatrywał się może jakiegoś związku między tą dwójką?

 Piszcie proszę, co Wam w łebkach świta i jak tam wrażenia co do przyszłego świadectwa. :)

 Pozdrawiam gorąco, życzę milutkiego weekendu i już niebawem zapraszam na następny, już 20 rozdział!

<3