poniedziałek, 30 maja 2016

18.Milion dolar baby...

   Ból nadszedł jeszcze przed tym gdy oczy ponownie spojrzały na świat.
I narastał, narastał z każdym świszczącym oddechem, z pojedynczym ruchem dotychczas unieruchomionych nerwów oraz płytkim, urywanym wydechem.
 I nim rozwarły się powieki zza kurtyny rzęs po bladym policzku spłynęło kilka chłodnych łez.

 - W końcu!
Usłyszałam nad sobą zachrypnięty męski głos, a następnie czyjaś ręka z pogardą szarpnęła moje  ramię ku górze, zmuszając tym samym bym wstała na równe nogi.

 Starając się utrzymać w pozycji pionowej, jęknęłam cicho, a gdy ciałem zachwiało osłabienie nieprzytomnie oparłam biodro, o kant biurka.

- Wyspałaś się, księżniczko? Mam nadzieję...
Warknął McKhan delikatnie ciągnąc mnie ku sobie.- ...bo, klient już na ciebie czeka. Dobrze ci radzę, nie zawiedź mnie. Ten facet to najgrubsza ryba w stawie, wiesz co to znaczy?

Wymruczał wprost do mojego ucha.
Nie rejestrując wielu z wypowiedzianych przezeń słów jedynie pokiwałam głową przecząco.

- To oznacza, iż musi być zadowolony. Sama rozumiesz, moja kieszeń sama nie zapełni się zielonymi, a tak się składa, że bardzo by, się przydały...

 - Ale...dlaczego ja?
Jęknęłam, ocierając z kącika oka osiadłą weń łzę i rzucając mu pełne boleści spojrzenie.

- Ponieważ jesteś warta więcej niż reszta tych szmat, młodziutka, zgrabna....
Objaśnił, a na dźwięk owych słów moje serce zaprzestało pracy.

- Chcesz powiedzieć, że...czy ty...chcesz mną handlować?!
Krzyknęłam przerażona, a mój głos uniósł się wnet o dwie oktawy przez co mężczyzna skrzywił się na moment.

 - Cóż... Nie do końca.

- Nie do końca? To co, kurwa w połowie?
 Warknęłam, czując jak ostry ból jaki dotychczas obejmował moje skronie wlewa się niespiesznie i do pozostałych komór  w drżącym z napięcia ciele.

 - Uspokój się, słońce To tylko...drobna przysługa, pożyczka.
Odparł mężczyzna wyciągając ku mnie swoją otwartą dłoń. Nim jednak zdołał mnie dotknąć, zrozpaczona, zniesmaczona i przerażona odskoczyłam w tył, z impetem wpadając na obrotowy fotel dotychczas przyczajony gdzieś za lewym kantem biurka.

 - Nie masz cholernego prawa.
Wysyczałam, przez zaciśnięte zęby na co usta Jasona rozciągnęły się w pełnym rozbawienia uśmieszku.

 - Ależ oczywiście, że mam...
Oznajmił i nim zdążyłam się zorientować z gładkiego blatu, posłała mi uśmiech moja własnoręcznie złożona na zadrukowanym papierze, pochyła parafka.

 Zamrugałam pospiesznie po czym kilkukrotnie rozchylałam i zaciskałam wargi, nie potrafiąc znaleźć w sobie choćby najkrótszych słów.

- ...sama widzisz...
Skwitował brązowooki i nim zdążyłam się odsunąć nachylił się nad biurkiem po czym niemal z pieszczotą pogładził palcami mój wilgotny policzek.- A teraz dobrze ci radzę, kociaku, wytrzyj oczka, pozbieraj swoje zabawki i idź poprawić makijaż. Nie możesz przecież przynieść wstydu tatusiowi.

 Wymruczał, a ja niczym zahipnotyzowana podniosłam się na równe nogi i poprawiwszy włosy tak by, zakryły łzy, wymaszerowałam z pomieszczenia wprost na opustoszały korytarz.

                                                       *      *      *

   Zmrużywszy oczy raz jeszcze przejechałam opuszką po opuchniętym, zarumienionym policzku po czym westchnąwszy głęboko ujęłam w palce puchaty pędzel do pudru i kilkakrotnie musnęłam nim niedoskonały skrawek twarzy sycząc przy tym z nieprzyjemnego bólu. A odsunąwszy się nieznacznie krytycznym spojrzeniem zmierzyłam efekty swej jakże mozolnej pracy, po czym kwalifikując ją do kasty z tytułem: ,,przyzwoicie' zajęłam się nakładaniem poprawek na czarne obwódki jakie rozmazany tusz wymalował dookoła oczu.

 - McKhan kazał przekazać byś...
Usłyszałam za plecami niepewny głos Ari - zaledwie siedemnastoletniej dziewczyny, szatynki, która jak sama stwierdziła trafiła tu ,,tylko na moment i tylko dla łatwych pieniędzy". A ten moment, o ile dobrze kalkuluję osiągnął teraz pułap pięciu miesięcy...- mój Boże...

 Szepnęła nastolatka, zakrywając usta chudymi dłońmi i z przerażeniem zapatrując się na określony punkt gdzieś w obrębie mojej twarzy.

- Co...dlaczego?
Jęknęła przerażona, na co moje usta rozciągnęły się w melancholijnym uśmiechu.

 - To nic takiego.
Mruknęłam, czując dziwne zażenowanie faktem, iż nie udało mi się tego ukryć tak dobrze jakbym tego chciała.

 - Czy mogę...
Zaczęła, lecz głos najwidoczniej odmówił jej dalszej współpracy...

 - Jedyne co możesz zrobić to pomóc mi z uporaniem się z tym makijażem. Tak żeby nie było ani śladu.
Westchnęłam głęboko, załamując ręce.

 Nie chciałam by, to widziała.
Sama z trudem utrzymywałam swoje zmartwienia, a i z jej nie było mi łatwiej...
 Słysząc moje słowa szatynka jedynie skinęła głową, a pocierając delikatnie zaznaczone oczy, ruszyła w moją stronę by, po chwili nachylając się nade mną stanąć w walce, o zamaskowanie mojej krzywdy...

 Nie byłam w stanie powiedzieć ile trwały nasze wojenne poczynania, wiedziałam tylko iż gdy nastolatka w końcu się ode mnie odsunęła, obracając mnie na powrót ku gładkiej tafli lustra przed moimi oczami stanęła zupełnie inna dziewczyna.
Nieznajoma.
Nie tamta wyzywająca, którą zwykłam widywać co noc, ale i nie ta skryta, którą byłam gdy wschodziło słońce.
Nieznajoma.
Inna, zupełnie nowa ja....

- Ari...to niesamowite.
Wydukałam, z zachwytem popatrując na idealne kreski tuż pod kakaowym okiem i wywinięte rzęsy, ponętnie wachlujące nad górną jego linią.

 - To nic takiego...
Wymamrotała dziewczyna, przewracając oczami gdy tylko nasze spojrzenia wpadły na swój ślad.

 - Nie przesadzaj... Jesteś niezrównana...
 Pochwaliłam raz jeszcze, a wtedy stało się coś czego nigdy bym się nie spodziewała.

 Nim zdążyłam zareagować, szczupła nastolatka padła w moje ramiona i zaniosła się cichym, rozrywającym serce szlochem.

 - Ja nie chcę tu być...
 Szepnęła szatynka, obejmując mnie ramionami.- ...nigdy nie chciałam, chciałam skończyć szkołę. zawsze marzyłam też by, prowadzić swój własny salon kosmetyczny, ale ona...ona zawsze musiała stawiać na swoim, ojciec był ślepy bo, się zakochał, ona natomiast nigdy go nie kochała. Zawsze liczyły się dla niej tylko pieniądze...Nie mogłam dłużej na to patrzeć i pewnego dnia spakowałam się i uciekłam... Byłam samotna...a on pojawił się tak nagle i zaoferował pomoc...Był jak ojciec...lepszy ojciec, do czasu...

 Mamrotała, a jej słone łzy nieprzerwanie obmywały ciemny materiał mojej zwiewnej, czarnej bluzki. Objąwszy ją ciaśniej, wtuliłam twarz w gęstwinę jej prostych, kasztanowych pasm, pozostawiając na nich kilka drobnych pocałunków.

- Ciiii...spokojnie maleńka....Posłuchaj mnie...
Szepnęłam, łapiąc ją za chude ramiona i delikatnie od siebie odsuwając, tak, by móc spojrzeć w jej duże, orzechowe źrenice.- Wyciągnę cię stąd, słyszysz? Wyciągnę...

 Powiedziałam niemal szeptem, wnet zdając sobie sprawę iż zrobię wszystko by, tylko dotrzymać tej obietnicy...
                                                  *      *      *

 - A oto i nasza Skylar...

 Oznajmił rozradowany głos Jasona gdy tylko wychyliłam się zza ciężkich, drewnianych drzwi.- Długo kazałaś na siebie czekać, perełko.

Mruknął McKhan, momentalnie znajdując się tuż u mojego boku.

 - Nie czekalibyście tak długo, gdybyś nie był takim sukinsynem...
Burknęłam oschle, na co ten delikatnie klepnął mnie w pośladek co jednak zignorowałam, skupiając całą swoją uwagę na zadbanym, Mulacie tuż po trzydziestce. Na oko.

- Luke, to właśnie Sky, ozdoba wśród moich dziewczynek, Skylar, oto mój przyjaciel, Luke Dramah, o którym ci wspominałem...

 Ku mojemu zaskoczeniu trzydziestolatek momentalnie podniósł się na równe nogi i pochwyciwszy moją dłoń w swoją, dwukrotnie większą złożył nań drobny pocałunek i uśmiechnąwszy się szarmancko, rzekł.:

- Mów mi po prostu Luke, panienko.
 Oznajmił chrapliwie, a mi przyszło do głowy, iż gdyby nie sytuacja w jakiej przyszło nam się zapoznać, mogłabym nawet uznać iż niejaki Luke Dramah, to doprawdy czarujący facet.

Ale z oczywistych powodów wcale tego nie zrobiłam...

 - Dobrze więc, skoro przeszliśmy już przez część wstępną proponowałbym ubicie targu, jakieś propozycje, Dramah?

 Zahuczał głos McKhana, momentalnie wyrywając mnie ze szklanej bańki w jakiej zamknął mnie przenikliwy, przerażający wręcz wzrok szklisto-niebieskich źrenic szatyna.

- Ah, tak...Cóż, więc...Co powiesz na trzydzieści pięć tysięcy na dzień, Jason?

- Mało.

- W porządku, więc może chociaż pięćdziesiąt cię przekona?

 Było to uczucie dziwne, zupełnie tak jak gdyby wszystko to działo się gdzieś poza mną, gdzieś daleko, jak gdyby było jedynie filmem, do bólu realistycznym, lecz wciąż tylko filmem.
Oto bowiem stałam się żywym przedmiotem zaciętej licytacji...
                                                         
                                                            *      *      *

 - Na więcej się nie zgodzę.
Zagroził Luke popatrując przemiennie to na mnie to na mojego ,,sprzedawcę".

 - Daj jeszcze sto, a będzie twoja...
Zachęcił tamten, na co oczy potencjalnego nabywcy przekręciły się teatralnie.

- Dziewięćset pięćdziesiąt.
Rzucił mężczyzna ze szklanymi oczami, a wargi McKhana uniósł wnet delikatny, przebiegły uśmieszek.

- Milion, a Grey będzie twoja.

- Dziewięćset sześćdziesiąt i ani centa więcej.
Burknął Luke, lecz negocjującemu najwyraźniej nie wystarczyła owa, kusząca oferta.

- Milion i ani centa mniej...
Upierał się zażarcie by, w końcu dojść do swojego.

- Niech będzie i milion.
Warknął tamten z rozdrażnieniem przeczesując swe kruczoczarne sitowie.

- Wiedziałem, że się skusisz, Dramah...
Odparł z zadowoleniem, a uścisnąwszy swemu klientowi dłoń, powrócił do mojej osoby.

-  A więc się żegnamy, kruszynko.
Mruknął wsuwając palec pod mój podbródek i zmuszając mnie do spojrzenia sobie w oczy.

- Nienawidzę cię.
Warknęłam, usilnie zagryzając drżącą wargę.

- Ja również będę za tobą tęsknił.
Odparował, puszczając ton mojego głosu mimo  uszu.

 Z trudem hamując łzy wyswobodziłam się z jego objęć, a rzuciwszy ukradkowe spojrzenie popatrującemu na mnie szklistookiemu mężczyźnie wybiegłam na zaciemniony korytarz klubu i nie bacząc na przechadzające się po nim dziewczyny ruszyłam biegiem ku drzwiom ewakuacyjnym.
Nim jednak udało mi się do nich dobrnąć dobiegł mnie niski, chrapliwy głos.:

- Będę u ciebie pod domem, jutro, o dziesiątej. Bądź gotowa...

Słysząc to jedynie zacisnęłam na moment powieki, po chwili szeroko je rozchylając...

 Chcąc wierzyć iż to wszystko nie dzieje się naprawdę, że to tylko koszmar...
Jeden z wielu...
(...)

 Przekręciwszy klucz w zamku wszedłem do zacisznego wnętrza skąpo oświetlonego domu, a wyzbywając się kurtki i butów niespiesznie ruszyłem ku kuchni, skąd napełniwszy szklankę wodą udałem się do ostatecznego celu mojej podróży.- Jasnego narożnika, na którym teraz rozsiadłem się wyczerpany, tuż obok zapatrzonego w migocący ekran telewizora blondyna.

 - Ciężki dzień?
 Zagaił przyjaciel, dopiero po chwili odrywając wzrok od punktu w jaki wgapiał się od dobrych kilku minut.

 - Cholernie.
Westchnąłem bezsilnie i już miałem zmienić temat, gdy wnet całe pomieszczenie przeszył ostry dźwięk dzwonka do drzwi.

 Zdezorientowany zerknąłem na Nate'a, który teraz obdarzył mnie tak samo zagadkowym spojrzeniem.

- Ummmm...ja otworzę.
 Odparł tamten i nim zdążyłem zaingerować już niemal łapał za klamkę od drzwi.

 Kuszony zaciekawieniem przyciszyłem telewizor, w idealnym wprost momencie by, usłyszeć jej cichy głos.

- Przeszkadzam?
Wyszeptała słabo i nim któreś z nich zdążyło nabrać powietrza stanąłem u boku blondyna, a na jej widok moje oczy rozszerzyły się kilkakrotnie...

- Co się...
Zacząłem lecz nim zdołałem dokończyć, ta poprosiła krótko.

- Ratuj mnie, Bruno.
Ratuj...
________

 Witam!
I ogromnie przepraszam za to drobne spóźnienie...
Kolejne.

 Co wy na to?
Spodziewaliście się po McKhan'ie czegoś podobnego?

 Piszcie śmiało i wracajcie już w niedzielę!
<3

3 komentarze:

  1. Nie spodziewalam sie takiego obrotu sytuacji. I dobrze. Lubie jak oprocz milosci z idolem (ktora mam nadzieje kiedys bedzie) dzieje sie cos innego, a nawet i tak powaznego. Ciekawi mnie rozwoj sytuacji, wiec z niecierpliwoscia bede czekala na kolejny odcinek. Do zobaczenia :*

    OdpowiedzUsuń
  2. McKhan to wredna świnia, mam ochotę go udusić. Natomiast koniec bardzo mnie zaskoczył i już nie mogę się doczekać następnego. Także pozdrawiam 😍👌

    OdpowiedzUsuń
  3. No wow, ale był dym, jak mnie nie było :o. Nie no, Ty to masz talent!!! Nic tylko brać przykład. Czekam na Ciebie u siebie, i chciałabym, byś wiedziała, że u Ciebie zawsze jestem na bieżąco.
    :*

    OdpowiedzUsuń