piątek, 8 kwietnia 2016

13. One and only...


  Połykając kolejną, niewielką pasltykę wychyliłam pospiesznie następny kieliszek i zaciskając usta z trudem przełknęłam spory haust cierpkiej, drażniącej gardło wódki.

 - Nienawidzę cię.
Burknęłam ochryple, ciskając pozytywny test ciążowy w najdalszy kąt pokoju, tak jakby jego zdewastowanie miało jakikolwiek wpływ na istotę poczętą pod moim sercem.

 Co innego nowo otwarte, kartonowe opakowanie zabójczo skutecznych, jak opisała je młoda farmaceutka  jednej z pobliskich aptek, tabletek.
Na tę myśl moje wargi mimowolnie rozciągnęły się w nienawistnym uśmiechu, który podobnie jak wszelkie pozostałe emocje ugasiłam, w łapczywym hauście alkoholu. Nim jednak odstawiłam szkło z powrotem na blat stojącego przede mną stolika, jedno ze skrzydeł pobielanych drzwi pokoju otworzyło się, a do pomieszczenia ku mojemu zaskoczeniu wszedł Ashton...
Przez moment żadne z nas nie odezwało się ani słowem, on przyglądał mi się uważnie, ja natomiast z największą dokładnością śledziłam rysy jego twarzy.

 -  Dlaczego...Dlaczego nic nie powiedziałaś ?
 Zagadnął cicho popatrując przemiennie na mnie oraz nienaruszony test, który teraz nerwowo obracał między palcami.

 - A co by, to miało zmienić ?
Dał byś mi pieniądze na aborcję ?!
A może od razu kupił byś mi zapas tabletek ?!
 Warknęłam chłodno, mimowolnie nań naskakując.

 Najwidoczniej zaskoczony tak impulsywną reakcją z mojej strony brunet przez krótką chwilę w odrętwieniu przewiercał mnie spojrzeniem, lecz gdy tylko ów zawieszenie minęło jednym, szybkim ruchem doskoczył do mnie i nim zdążyłam przejrzeć jego zamiary, wyrwał mi z rąk zarówno kieliszek jak i opróżnioną do połowy butelkę.

 - Co ty, do cholery, wyprawiasz ?!
 Wrzasnął wyraźnie podenerwowany, przez co mimowolnie skuliłam się w sobie, zupełnie tak jakby owe słowa cofnęły nas do czasów pierwszych imprez i szczeniackich wybryków, które mimo wszelkich starań zawsze kończyły się w ten sam sposób : nieprzyjemną wymianą zdań, zakazem wychodzenia z domu i w końcu eksmisją do pokoju z poleceniem zastanowienia się nad sobą.

 - Pozbywam się problemu.
Wysyczałam z wściekłością, momentalnie podnosząc się na równe nogi i tym samym wyrównując różnicę wysokości.

 - Nie masz prawa.
 Odparował ostro, a ja nie spodziewając się takiego obrotu sprawy jedynie rozchyliłam nieznacznie wargi i z niedowierzaniem poczęłam śledzić wszelkie emocje jakie zapanowały teraz na jego pobladłych policzkach.

 - Ja nie chcę tego dziecka !
Ani teraz ani nigdy, a już na pewno nie z tobą.

 - Trzeba było, o tym pomyśleć zanim...

 - Zanim co ?  ,, Zanim jak ostatnia dziwka wskoczyłam ci do łóżka ", to chciałeś
powiedzieć ?
 Wyrzuciłam na jednym wdechu, a jego milczenie dosadnie utwierdziło mnie w przekonaniu, o tym jak bezbłędnie odczytałam jego myśli. - Wynoś się.
 Burknęłam, raz za razem podejmując rozpaczliwe próby zapanowania nad oblewającymi moje ciało falami dreszczy i stanowczo wypychając go z pokoju, a następnie z domu by, finalnie bez cienia skruchy zatrzasnąć mu drzwi przed samym nosem.

 I choć protesty chłopaka nie ustały, niepomna na jego słowa jedynie bezsilnie zsunęłam się po ich chłodnej nawierzchni, pozwalając by, i tym razem moimi zszarganymi nerwami zawładnęła głęboka i szeroka po każdy horyzont rozpacz.
(...)

 Podciągając rękawy eleganckiej, czarnej marynarki przejechałem dłonią po starannie ułożonej fryzurze i wzdychając cicho pchnąłem palcami szklane, obrotowe wrota jednego ze szklanych drapaczy chmur, takiego samego jak te, które rodzice i dziadkowie pokazywali dzieciom i wnukom snując opowieści, o jednych z setek wakacji, na które niegdyś się wybrali.

 Tak jak się spodziewałem owe wrota prowadziły wprost do obszernego holu zwieńczonego wianuszkiem niezliczonych korytarzy i dziesiątek ponumerowanych drzwi,  z gustownie rozplanowaną i dopasowaną do wnętrza w każdym tego słowa znaczeniu recepcją, za którą zgodnie z powszechnymi standardami stała wysoka, młodziutka szatynka, której głównym zadaniem od zawsze i na zawsze miało pozostać wydawanie tych mniej i bardziej potrzebnych informacji oraz jak to często bywa w monumentalnych korporacjach, dobrze płatna rola prywatnej towarzyszki ,,zabaw" wysoko postawionych kierowników, czy szefów wydziałów. W każdym bądź razie wszystkich tych mężczyzn, którzy nie grzeszyli wiernością do swych żon, lecz wypchanym funtami portfelem, na który jak to zwykli powiadać w swym zamkniętym gronie ,, poleci każda młoda dupa z aspiracjami nierównającymi się jej wykształceniu".
 Wyzbywając się owych przemyśleń i przybierając na usta kulturalny uśmieszek podszedłem do kontuaru i odchrząkując znacząco, zapytałem.:

 - Gdzie mogę znaleźć pannę Savanah...
Zacząłem pewnym siebie głosem, lecz gdy doszło do nadmienienia nazwisk, zdałem sobie wnet sprawę iż czarująca blondynka w istocie  nigdy ową informacją mnie nie uraczyła.

 Widząc moje zmieszanie zielonooka Miranda- jak głosiła niewielka plakietka umieszczona tuż pod lewym obojczykiem dziewczyny, obdarzyła mnie zaraźliwie pogodnym uśmiechem i zerkając na jedną z wielu porozrzucanych na biurku kartek, odparła.:

- Panna Maguire, pokój numer trzydzieści dziewięć,  schodami w górę następnie korytarzem w prawo, przedostatnie drzwi po lewej.
 Oznajmiła dobrotliwie, a uśmiechając się ponownie wróciła do swojej pracy, albo spijania kolejnej z rzędu kawy.
Tego nie byłem pewien bowiem wzrok młodej kobiety pozostawał  we mnie utkwiony dopóki, dopóty nie zniknąłem na klatce schodowej.
                                                             *      *      *
   Maszerując zgodnie z dokładnymi wskazówkami recepcjonistki już pięć minut później stanąłem przed wspomnianymi drzwiami z zaznaczonym w postaci pozłacanych, metalowych cyfr, numerem trzydzieści dziewięć, a zapukawszy w nie trzykrotnie odczekałem chwilę, na to jedno słowo będące wyraźnym zaproszeniem do środka.

 - Więc jednak przyszedłeś.
Zagadnęła z wyraźnym samozadowoleniem, iż mimo wszystko jej niezaprzeczalnemu urokowi uległ kolejny nic nieświadomy chłopak.

 - Jednak tak.
Przyznałem, nie ściągając z twarzy fałszywie pogodnej maski, a złożywszy na jej dłoni delikatny pocałunek, idąc za jej przykładem usiadłem na fotelu ,po drugiej stronie jej biurka.

 - Zdaje się., że wciąż nie znam twojego imienia.
Zauważyła, nie przestając czarować mnie swym zniewalającym spojrzeniem.

 Cholera, ona naprawdę miała coś z samego diabła...

 - Mhhm, tak. Faktycznie. Jestem Peter.
Przedstawiłem się krótko, odwzajemniając jej uśmiech.

 - W porządku. Skoro przeszliśmy już przez wstęp, pozwól że uchylę ci skrawka naszego, przyszłego interesu.
Oznajmiła, a ja rozsiadając się wygodniej na skórzanym fotelu, zamieniłem się w słuch...
(...)

 Wygładzając palcami nieskazitelnie czarny materiał kusej, dopasowanej miniówki przerzuciłam włosy na prawe ramię i oddychając głęboko nacisnęłam na klamkę drzwi, prowadzących do biura McKhana.

 - Skylar, Słońce...
Przywitał mnie od progu przesłodzonym głosem, a moje mięśnie automatycznie naprężyły się boleśnie. Jednak nie pokazałam tego po sobie, zaciskając usta jedynie postąpiłam kilka kroków do przodu i zakładając ręce na piersi, burknęłam.

 - Chciałeś mnie widzieć, więc jestem.
Warknęłam oschle, wbijając wzrok w przebiegły uśmiech jaki malował się teraz na pełnych wargach mężczyzny.

 - Dawno cię nie widziałem, zacząłem tęsknić ślicznotko...
Szepnął, stając o krok za mną, a przebiegając palcami wzdłuż moich bioder, dodał.: Ohh, gdy tak na ciebie patrzę w tej spódniczce...- przerwał na moment, a złożywszy kilka delikatnych muśnięć tuż nad spiętymi ramionami, dokończył.:...brałbym cię nawet na tym biurku...
Wychrypiał, a ja przełykając głośno postąpiłam krok do przodu, usilnie pragnąc odciąć się od jego dotyku.

 - Przestań.
Syknęłam, przez zaciśnięte zęby, a odwróciwszy się do niego twarzą rzuciłam mu wyczekujące spojrzenie.

 - Jak sobie życzysz...
Burknął, niezadowolony bijącym ode mnie chłodem i zaciskając na moment wargi przyjrzał mi się uważniej, jakby szukał znaku świadczącego, iż wiem jaki jest powód naszego spotkania. - A więc on wrócił ?

 - Co takiego ?
Zapytałam, zaskoczona choć doskonale wiedziałam, o kim jest mowa.

 - Nie udawaj głupiej. Hall wrócił...
Warknął najwidoczniej powoli tracąc cierpliwość.

- I co z tego ?
Odparowałam czując jak udziela mi się także jego frustracja.

- Nie życzę sobie by, się do ciebie zbliżał.
Oznajmił ostro, a ja nie mogąc uwierzyć własnym uszom jedynie rozchyliłam delikatnie wargi, czując jak ów argument odbiera mi jakąkolwiek zdolność wysławienia się.

 - Do twojej wiadomości nigdy nie będę twoją własnością i radzę byś to w końcu zapamiętał. NIGDY !
 Wrzasnęłam nie starając się nawet, o zachowanie jakichkolwiek zahamowań.

 Słysząc to, brunet pchnął mnie na ścianę, a zaciskając pięści na moich uniesionych nad głową nadgarstkach, spojrzał mi głęboko w oczy i mruknął.:

 - Pozwól, że teraz to ja dam ci jedną, jedyną radę wartą zapamiętania : zawsze byłaś i na zawsze już będziesz dziwką, nikim więcej jak dziwką.Moją dziwką.
Warknął,  korzystając z momentu w którym poluźnił uścisk, odepchnęłam się
od ściany, a wymykając się spod jego bolesnego  dotyku szybkim krokiem ruszyłam ku drzwiom.

 Nim jednak zdołałam do nich dobrnąć zatrzymał mnie jego chłodny, prześmiewczy głos.

- A ponieważ dbam, o swoją własność, pozwolę wam się jeszcze raz pożegnać.
 Oświadczył ironicznie, a po moim ciele przebiegło kilka mrożących krew dreszczy...

 Oto bowiem w niedługim czasie miałam się przekonać jak adekwatnie do swoich słów postępuje ten, którego własnością uczyniłam się
przed laty...
_____________

  Witam, witam Kochani !
 Jak się macie po Wielkanocy ?
 Kto już nie może patrzeć na słodycze ? :D

 Bardzo Was przepraszam, że w ostatnim czasie nic się nie pojawiło.
Jednak tym razem mogę to z pełną powagą zrzucić na kogoś...
Co oczywiście nie zmienia faktu, iż ogromnie przepraszam...

 Piszcie proszę, co sądzicie o tym rozdziale i dajcie znać czy macie ochotę na
weekend z tym opowiadaniem !
<3
:*

3 komentarze:

  1. Nareszcie wrocilas :) Czekalam, czekalam i czekalam i sie doczekac nie moglam a tu nagle nowy odcinek! Yeah! A co do odcinka to jak zwykle mi sie podobal. Jednak mnie zaskoczylas z pozytywnym wynikiem testu ;) a co do McKhana to on jest oblesny i tak go nie lubie, ze glowa mala :) A weekend z opowiadaniem to bardzo dobry pomysl. 3 razy tak przechodzisz dalej hahahaha :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż rozdział znów zaskakujący i bardzo miło mi się go czytało. Jestem strasznie ciekawa co będzie dalej. Jest tu tyle wątków w tym opowidaniu, że nie sposób się od niego oderwać. Piszesz płynnie, ciekawie no i wygląd jest bardzo estetyczny i zadbany. Naprawdę kocham twoje opowiadanie. Także czekam na nastąpny i zapraszam do siebie :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejku, jejku, jejku! MEGA.
    Ale mnie zaskoczyłaś. McKhan - Zabić ;-; Ale potwór. Jaki facet się tak zachowuje? Okrutne.

    OdpowiedzUsuń