piątek, 25 marca 2016

12. Devil wears Prada...

   
  Chodzi przecież,  o samą zasadę,
  nie o tworzenie wokół siebie złudnej otoczki ideału czy udawanie, że owym ideałem jest się w istocie lecz, o przyznanie się do słabości, które miewa każdy z nas...

 Z sercem tłukącym się w piersi jakoby, miało się zeń wyrwać lada moment, zacisnąłem w dłoni szesnaście banknotów, każdy o wartości równych stu funtów, nie więcej i nie mniej i rzucając pospieszne spojrzenie ku przymkniętym drzwiom od pokoju Nate'a narzuciłem na ramiona  czarną, skórzaną kurtkę, a wsunąwszy telefon do tylnej kieszeni jeansów wyszedłem z domu.
Bez konkretnego celu, czy nawet przyczyny.
Tak po prostu, 
byle dalej od tych cholernych czterech ścian,  byle dalej od obrazu Skylar...

 Krocząc niespiesznie pośród milczących w swym monumentalnym przepychu, wymalowanych na biało willi, mimowolnie począłem snuć domysły jak wygląda życie tych wszystkich obrzydliwie bogatych nowojorczyków, l przeszło mi wnet przez myśl,  iż musi być ono kompletnie bezstresowym procesem, może nawet wieczną sielanką.
 Nie chodziło, o to że im tego zazdrościłem.
Bowiem nigdy do takich ludzi nie należałem.
Po prostu od czasu do czasu  zastanawiałem się, jak wyglądałby, mój żywot gdybym miał przy duszy kilka groszy..  Zwyczajowo jednak tak szybko jak rozpocząłem, ów rozmyślania tak też szybko je  zakończyłem gdy tylko
moim oczom  ukazał się okazały gmach jedynego w całym stanie Nowy Jork, wiecznie pełnego, tętniącego życiem kasyna.

 Przygryzając wargę uśmiechnąłem się pod nosem, a poprawiwszy poły hebanowego materiału pewnym korkiem podszedłem do obstawiających przeszklone wrota ochroniarzy by, po chwili zaciągając się głęboko przyjemnie podgryzającym gardło, papierosowym dymem przystanąć przy jednym z kątów stołu do Blackjack'a. 

 I gdy przyglądałem się jak jeden z graczy rzuca na stół zwycięską, dwudziestą pierwszą kartę do moich uszu doszedł zniżony,  zmysłowy głos, a już w następnej chwili moje zmysły omotał świeży zapach jej perfum. Mimowolnie przymykając powieki pozwoliłem by, chude ramiona kobiety obróciły mnie ku sobie, a gdy tylko je rozchyliłem moim oczom ukazało się najpiękniejsze z licznych wcieleń diabła.
 Przyglądając się jej idealnie dopieszczonej cerze i seksownie przygryzionej wardze poczułem jak po moich ramionach przelewa się wnet fala gorących dreszczy.

 - Z miłą chęcią.
Wymamrotałem niczym zamroczony i nim zdążyłem chociażby mrugnąć krupier rzucił na stół przetasowane, lśniące karty.

 - Stawiam pięćset. Na dobry początek.
Odparła brązowooka, a zatapiając mnie w swym nieskończenie intrygującym, niebezpiecznie przebiegłym spojrzeniu, jakby od niechcenia rzuciła na stół wcześniej wspomnianą sumę.
 Tak jak przypuszczałem stawka rosła szybko by, niebawem zatrzymać się na niebotycznie wysokim jak na moją kieszeń pułapie niemal dwudziestu tysięcy...
 I gdy w końcu się ocknąłem byłem już na dnie.

- Pas.
Wychrypiałem spoglądając znad własnej talii wprost w te jej niesamowite ślepia...
 Tym samym wpisując się własnym piórem na długą listę, pokonanych przez nią, zagorzałych hazardzistów...
                                                                
                                                                  *      *      *
 - Jesteś ryzykantem. Lubię to.
Wyszeptała przysiadając na hokerze tuż przed oszklonym kontuarem bogato wyposażonego baru i jednym skinieniem przywołując do siebie ubraną na czarno, niewysoką barmankę.- Czego się  napijesz ?

 - Daj sobie spokój. Jeśli chcesz mnie jeszcze pogrążyć to świetnie ci to idzie, ale...
 Zacząłem, obruszając się nonszalancją  jaką blondynka zdawała się emanować jednak nim zdołałem dopowiedzieć ostatnie słowa kąśliwego komentarza ta zaśmiała się cichutko  i podsuwając mi pod nos kryształowy kieliszek pełen kusząco chłodnego trunku, dodała.:

 - A więc się nie pomyliłam...

 - Że co ?
Zapytałem, odwracając się do niej twarzą i w oczekiwaniu na jej dalsze słowa poczynając dokładnie śledzić idealnie grube, złociste pasma jej włosów.

 - Zdaje się, że mam dla ciebie propozycję, która istotnie mogłaby, cię zainteresować...ale może najpierw...- przerwała na moment, a wyciągnąwszy ku mnie delikatną, gładką dłoń dodała.: Jestem Savanah, a ty...jesteś największym szczęściarzem w tym kasynie.

 - Nie wydaje mi się.
 Burknąłem zaskoczony, mimowolnie składając na jej drobnej dłoni delikatny pocałunek

 Gdybym tylko wiedział, że to właśnie w najczystszym pięknie egzystuje także  zło o najwyższej próbie...
                                                          
(...)

 Jeszcze tylko moment...
Dziesięć minut...
Pięć...

 Nic z tego...

 Wzdychając cicho pospiesznie wyskoczyłam spod nagrzanej pierzyny i z prędkością światła wpadłam do zasnutej cieniem poranka łazienki by, po chwili padając na kolana po raz kolejny zwrócić wszystko to co zawierało się jeszcze w zaciśniętym mdłościami żołądku

 Oparłszy się , o dopasowaną do pomieszczenia, kwadratową umywalkę w przyjemnym dla oka, piaskowym odcieniu przyjrzałam się dokładnie dziewczynie po drugiej stronie lustra i pocierając oczy westchnęłam niepocieszona.

Nieprzespane noce wyraźnie dały mi się we znaki, zostawiając pod matowymi ślepiami  przeraźliwe cienie, a częste wizyty w łazience z powodów,  o których nieprzyzwoicie jest wspominać wyżłobiły w policzkach nie dodające raczej uroku, sine dołki.
Słowem wyglądałam tak jak się czułam,
niczym na pograniczu życia i śmierci...
A zdając sobie sprawę z czym wiązać się może ów kiepska,  ogólna kondycja przemywając twarz strumieniem chłodnej wody ruszyłam na powrót do swojego pokoju,  gdzie przekopując skrupulatnie każdą z zaskakująco pojemnych w stosunku do wielkości szafek, minimalistycznie zdobionej komody pochwyciłam w dłonie niewielki, granatowy kalendarzyk. I wertując go pospiesznie, szukałam wzrokiem tej jednej, zbawiennej daty, daty która w tym momencie zdawała się ważyć na całym moim dalszym życiu.

 -  Cholera.
Mruknęłam podenerwowana, mimowolnie przeczesując palcami swe ciemne, długie włosy.

 Matka natura wyraźnie zapomniała tym razem, o swym comiesięcznym, krwawym podarku,  to natomiast nigdy nie zwiastowało niczego dobrego.
        Niewiele myśląc związałam nierozczesane włosy w koński ogon, wskoczyłam w pierwsze lepsze jeansy i koszulkę z długim rękawem by, po chwili zaciskając pięści głęboko w kieszeniach jasnej bluzy żwawym krokiem przemierzać wciąż jeszcze otulone poranną ciszą ulice.
                                                                 *      *      *

 Przełykając z trudem, nacisnęłam delikatnie na klamkę podstarzałych, przeszklonych drzwi i gdy tylko przekroczyłam próg niewielkiej, rodzinnej apteki momentalnie uderzył mnie charakterystyczny zapach medykamentów i czegoś co sprawiło, iż mój żołądek skłonny był do wszczęcia kolejnego, opłakanego w skutkach buntu.
Zaciskając więc usta szybkim krokiem podeszła m do otwartego okienka przy ladzie i racząc starszą kobiecinę uprzejmym uśmiech em,  powiedziałam.:

 - Poproszę...- zaczęłam, ale gdy tylko starałam się wypowiedzieć te słowa mój głos bezpowrotnie zamierał gdzieś na wysokości krtani.
Odchrząkując więc krótko, dla dodania sobie animuszu,  zaczęłam ponownie.:

 -  Poproszę test ciążowy.
Wymamrotałam zażenowana, a zastanawiając się jeszcze przez moment, dodałam. :  Albo najlepiej dwa.

 Wsuwając zakupy do kieszeni okrycia pożegnałam się krótko i pospiesznie wyszłam na powoli zaludniający się chodnik, krocząc pewnie usilnie walczyłam z nieprzyjemnym uczuciem jakoby, wszyscy ci doskonale obcy mi ludzie równie dobrze wiedzieli po co odwiedziłam, żadko uczęszczaną, a jednak pomimo licznej konkurencji wciąż jako tako prosperującą aptekę.
Dlatego też chcąc uciec przed wszystkimi tymi spojrzeniami, przyspieszyłam kroku by, już chwilę później zamykając się w łazience i przysiadając na szafce zaraz obok zlewu zagłębić się w lekturze wszelkich przypisów jakie producent zamieścił na niewielkim produkcie.

Układając oba wykonane już testy na rancie  umywalki przełknęłam głośno i czekając w napięciu na wynik  wykończona zsunęłam się po chłodnych, ciemnych drzwiach, modląc się by, i tym razem
 kobieca intuicja zawiodła...
_______________________________
 
   Przepraszam...
Nie będę jednak przytaczać żadnego mdłego powodu, bowiem jest on niepotrzebny. Jedynie ogromnie przepraszam...

Co Wy na to ?
 Jakie wrażenie wywiera na Was Savanah??

Podzielcie się przemyśleniami, a na następny rozdział zapraszam już po świętach !

Ps. Smacznego jajka i bogatego zająca !
<3




4 komentarze:

  1. Savanah hmm.... Ciekawa jesten jestem beda z nia klopoty. A co do Skylar to z kolei ciekawa jestem wynikow testow (cos tak czuje, ze jednak nie bedzie, ale skoro tak czuje to moze mnie zaskoczysz, kto wie) I oczywiscie ja takze tobie zycze Wesolych Swiat i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. No cóż, zauważyłam, że nie zostawiłam po sobie śladu w postaci koemntarza, więc teraz to nadrabiam. Muszę przyznać, że dzieje się i to dużo. No cóż nie podoba mi się Savanah, ale zobaczymy co dla nas szykujesz. Oczywiście też strasnie ciekawią mnie wyniki testów Skylar. Także czekam i Pozdrawiam :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ej! Jesteś genialna. Twój styl pisania jest wyjątkowy... strasznie mi się podoba.
    To napięcie... musiałaś skończyć w takim momencie? 0,0 czy ona będzie w ciąży? Niecierpliwie czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  4. Ojejku, jak dawno mnie tu nie było :// Tak się wciągnęłam, że w mgnieniu oka wszystko nadrobiłam :D Genialnie piszesz i za to cię kocham <3

    Savanah to takie egzotyczne imię :D Podoba mi się, lecz jego właścicielka nie za bardzo XD Wyczuwam tu jakąś akcję jak i kłopoty :D Co to będzie, co to będzie? Zobaczymy :D
    Co do Sky to serio musiałaś skończyć w tym momencie? Chyba wszystko wskazuje na to, że jest w ciąży :o
    No nie moge wytrzymać tego napięcia XD Czekam na next kochana :* <3

    OdpowiedzUsuń