sobota, 12 marca 2016

11. Can't remember to forget you...

     Zaciskając szczękę jeszcze przez moment patrzyłem na malującą mi się przed oczami scenę, a gdy ów obraz w niewyjaśniony sposób począł wywierać nieprzyjemny ucisk gdzieś na wysokości klatki piersiowej, mrugając kilkakrotnie odwróciłem się na pięcie i pospiesznie, choć bez celu i kierunku, ruszyłem przed siebie.
Coś w sytuacji, której świadkiem zupełnie przypadkiem się stałem, z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów, w przedziwny sposób mnie...ubodło.
(...)
  Przygryzając wargę, stłumiłam w sobie cichy jęk jaki w imię rozkoszy niemal opuścił moje wargi, gdy dłonie bruneta delikatnie zacisnęły się na wysokości moich pośladków, a moje nogi bezwiednie oplotły jego wąskie biodra.

  - Ashton, dobrze wiesz...
Zaczęłam jednak nim zdążyłam wyrazić na głos jakąkolwiek z zaprzątających moje myśli obaw, uciszyły mnie jego ciepłe wargi, które teraz z uczuciem naparły na moje spragnione usta.

 - Ciiii....wiem.
 Szepnął bezgłośnie, nawet nie rozłączając naszych ust i jedynie pogłębiając nasz pocałunek.
Czułam jak całe moje wnętrze zamiera by, po chwili dać się pochłonąć niepoprawnemu pragnieniu bliskości,  bliskości tego, którego przed laty zostawiłam bez słowa,
bliskości tego, któremu pozwoliłam wkroczyć w moją teraźniejszość bez zbędnych, ani nawet tych przydatnych pytań...
                                                       *      *      *

 I jeśli czas da się cofnąć, tej nocy brunet, w istocie cofnął go do lipcowej nocy, dwa lata temu. Do pierwszej i jednej z lepszych nocy w moim życiu.
Nocy, którą...choć nie każda dziewczyna i kobieta się do tego przyznaje,
każda mimowolnie zachowuje w pamięci...na długo...

 ...Wspomnienie...

 - Są...takie piękne.
Westchnęłam, opierając głowę na obojczyku chłopaka i z rozmarzeniem wpatrując się w rozświetlające granat nocnego nieba gwiazdy, które dzisiejszego wieczoru zdawały się błyszczeć jasno, niczym najczystsza próba srebra.

  - A jednak wciąż nie mogą konkurować z tobą...
Mruknął, składając parę drobnych muśnięć wpierw pośród burzy moich hebanowych włosów, a następnie na delikatnej skórze tuż za prawym uchem, wywołując tym samym falę przyjemnych dreszczy, które teraz poczęły miarowo zalewać drżące w niedoświadczonym dotychczas pieszczotą ciało.
 Intuicyjnie odchylając głowę pozwoliłam by, ciepłe wargi chłopaka zaznaczyły swój szlak także na skórze szyi i obojczyków, a następnie powróciły do spragnionych owego dotyku, rozchylonych warg.- Nie musimy tego...

Doszedł mnie pełen troski głos Ashtona, który teraz zawisnąwszy tuż nade mną spojrzał uważnie,głęboko w moje przymknięte oczy.

 - Chcę...byśmy spróbowali...
Wymruczałam, czując jak na te słowa moje policzki zalewa szkarłat piekącego rumieńca, który jednak udało mi się skryć w gęstniejącym granacie wieczornej pory...
                                                     
                                                        *      *      *
 Czułam jak obcy, a jednak tak nieprzyzwoicie przyjemny ból ustępuje, a na jego miejsce wchodzi doprowadzające mnie niemal do szaleństwa uczucie ścisku, gdzieś na wysokości podbrzusza, stłumione przez kolejne, silniejsze tym razem pchnięcia.
A potem obezwładniające gorąco, zalewające w pośpiechu każdy skrawek ciała, wywabiające z gardła jeszcze jeden, niezrozumiały jęk i w końcu, w swej sile uginające,
 naprężone w ekstazie ciało...

 Nie otwierając oczu pozwoliłam by, brunet przyciskając mnie do siebie szczelnie okrył nas kocem i pieszczotliwie musnął rozpalony do czerwoności policzek.

 - Kocham cię, maleńka...
Szepnął jedynie z lekka odrywając wargi od skóry mojej głowy i silniej przygarniając mnie do siebie.

 - A ja ciebie.
Odparłam, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi i pozwalając by, na wargi wdarł się szeroki, promienny uśmiech...

...Koniec wspomnienia...
(...)
  Wzdychając głęboko, pociągnąłem jeszcze jednego łyka z opróżnionej w połowie butelki, w której towarzystwie spędzałem wieczór.
Siedząc na chłodnych schodach przed domem, patrząc w gwiazdy  i myśląc...
...O niej...

 Czego właściwie oczekiwałem ?

Czego mógłbym oczekiwać od dziewczyny, na którą zdarzyło mi się wpaść zaledwie kilka razy, z resztą przez przypadek...

Jakie nadzieje, mógłbym wiązać z piękną istotą, której imię tak naprawdę znałem zaledwie...
...kilka dni ?

Spoglądając prawdzie w oczy, odpowiedź nasuwała się sama.
Pieprzona, kąśliwa prawda była bowiem taka, iż nie miałem, nie mam i mieć nie będę  okazji, ani możliwości rościć sobie co do niej jakichkolwiek praw...
Bo, przecież nawet się nie znamy...

 Z przytłaczającego wodospadu, ponurych przemyśleń wnet wyrwał mnie przyciszony głos Nate'a tuż za moimi plecami.

 - Wszystko w porządku, stary ?

- Sam nie wiem...widziałem dzisiaj...Skylar, wiesz tę dziewczynę z klubu.

- Mhhm...co u niej ? Zdaje się, że nieźle się dogadujecie.
Szturchnął mnie porozumiewawczo w bok,a  spoglądając w jego stronę zauważyłem jak jego niebieskie ślepia błyskają zawadiacko.

- Właśnie : ,,zdaje się".
Burknąłem niepocieszony, mimowolnie przywołując w pamięci obraz brunetki w objęciach innego.

 Czekając, aż przyjaciel pociągnie rozmowę pociągnąłem z szyjki butelki jeszcze jednego, niewielkiego łyka i z wyczekiwaniem zerknąłem na zamyślona twarz blondyna, który najwyraźniej wyczuwając na sobie moje spojrzenie również przyjrzał mi się uważniej.

 - Więc...ma kogoś ?
Zaczął delikatnie, najwidoczniej zastanawiając się nad każdym z słów jakie chciał wypowiedzieć.

 - Na to wygląda...
Mruknąłem przybity, a chowając twarz w dłoniach, dodałem zgaszony.: Dlaczego wszystko, co robię albo wszystko co wiąże się z kimś na kim mi zależy, musi mieć jakąś pieprzona plakietkę ?!
Wiesz, czasami zastanawiam się czy...

 - Słuchaj...tak się zdarza, z resztą dobrze,że teraz, a nie kiedy...no wiesz...

 - Kiedy bym wyszedł na kompletnego idiotę tak jak przed Nicole, to chciałeś powiedzieć ?
Warknąłem ostro, mimowolnie nań naskakując.

 - Nic takiego nie chciałem powiedzieć...
Po prostu nie chcę byś przez kolejną, młodą suczkę przechodził przez to w co wpędziła cię Nicole.
 Sprostował pospiesznie, a kładąc mi dłoń na łopatce, dodał.: Po prostu, o niej zapomnij. Tak jakby nigdy jej nie było.
Odparł pewnie, a na potwierdzenie swoich słów wzruszył tylko ramionami.

 - Łatwo ci mówić...
Szepnąłem sam do siebie, a spoglądając ku niemu poznałem po jego spojrzeniu, iż doskonale zrozumiał...
(...)
    Czując jak wpadające przez uchylone okno promienie porannego słońca delikatnie osiadają na moich policzkach, uśmiechnęłam się szeroko i westchnąwszy cicho przeciągnęłam się porządnie by, rozchyliwszy powieki przetrzeć jeszcze zaspane oczy , rozejrzeć się po zalanym złotem jutrzenki pokoju.i uświadomić sobie to, co tak naprawdę miało miejsce minionej nocy...

 - Nie...
Jęknęłam niewyraźnie, a wyswabadzając się z objęć bruneta, pospiesznie wyskoczyłam z łóżka, ubrałam się i nie dbając, o to jak wygląda moja fryzura, czy makijaż wyszłam na powoli budzącą się do życia ulicę. Rozejrzawszy się dookoła, dołożyłam starań by, przypomnieć sobie jakim sposobem przywiódł mnie tutaj wczorajszy wieczór, a gdy któraś z rzędu próba nie przyniosła żadnych skutków, popędzana wyrzutami sumienia ruszyłam biegiem przed siebie...
                                                     
                                                         *      *      *
 Oddychając głęboko, z całych sił pchnęłam drzwi niewielkiej kafejki, w której z przyzwyczajenia i zamiłowania do nieporównywalnie najlepszej na świecie, a na pewno w całym Nowym Jorku- Latte bywałam każdego ranka, by po odstaniu swego w nieskończenie długiej kolejce móc rozkoszować się słodkim smakiem ukochanej używki...
 Zajmując miejsce tuż za rosłym szatynem w skrojonym na miarę garniturze, mimowolnie omiotłam wzrokiem wnętrze lokalu, a żołądek niemal podszedł mi do gardła, gdy moje oczy tak jak uprzednio zatonęły w najgłębszym, najbardziej pochłaniającym morzu kawy jakie kiedykolwiek przyszło mi oglądać...

 - Bruno...
Szepnęłam, występując z kolejki i zmierzając ku ustawionemu w rogu stolikowi, przy którym wpatrzony wprost we mnie siedział nie kto inny jak Mulat. - Czy...mogę ?

 Zawahałam się przez moment, zaciskając palce na chłodnym metalu z jakiego wykonane było oparcie eleganckiego krzesła i spoglądając niepewnie we wpatrzone we mnie źrenice.
 Nie doczekałam się jednak odpowiedzi,a jedynie delikatne wzruszenie jego ramion dało mi przyzwolenie na usadowienie się przy niewielkim, eleganckim stoliku.
 Przez moment żadne z nas się nie odzywała, ja ściskając w dłoni tekturowy kubek wypełniony parującym napojem wpatrywałam się w niego, on natomiast zaciskając wargi uporczywie wpatrywał się w okno, gdzieś za moimi plecami.
W zasadzie nie wiedziałam nawet co miałam mu do powiedzenia i czy w ogóle...
Nie miałam się z  czego tłumaczyć...
A jednak nie potrafiłam znieść myśli, że wczoraj wieczorem był w parku, że widział całe to zajście...

  Cisza panująca pomiędzy nami powoli stawała się trudna do zniesienia i widziałam, że nie tylko mnie ciężko jest wysiedzieć, mimo to nie miałam również odwagi tak po prostu wstać i odejść. Tak jakbym obawiała się, iż jeśli teraz wyjdę nie zobaczę go już nigdy...

 - Wybacz...powinienem już się zbierać...
Bąknął w końcu Mulat, po czym dopijając resztkę powoli tracącego swoją temperaturę napoju, podniósł się na równe nogi i wciskając ręce w kieszenie czarnej bluzy odwrócił się na pięcie i począł z wolna zmierzać ku wyjściu.
 Przez moment walczyłam z samą sobą by, pozwolić mu odejść bo, tak byłoby, łatwiej.
Jednak gdy jego palce zacisnęły się na delikatnej klamce z lekkiego, stylizowanego na mosiądz metalu niczym oparzona podniosłam się z miejsca.

 - Zaczekaj !
Słysząc mój głos brązowooki wpierw zastygł na moment i przez ten moment zdawało się, iż po prostu mnie zignoruje, jednak ku mojej nieopisanej uldze ten odwrócił się na pięcie i zaciskając wargi, jedynie zerknął na mnie wyczekująco.- Nie chcę byś pomyślał, że...

 - Nie musisz się tłumaczyć, Sky.
Nie jestem przecież nikim ważnym i najwidoczniej...ahh...nieważne.
Cóż..trzymaj się, księżniczko. Powodzenia...

Powiedział cicho i nim zdążyłam choćby, mrugnąć opuścił kafejkę i odszedł.
Nie patrząc za siebie...
____________________

  Dobry wieczór, Kochani !
Jak tydzień minął ?
Tęskniliście, choć troszkę ?
...
Do rzeczy...
Co sądzicie, o rozdziale ?
Czy Bruno powinien posłuchać Nate'a ?

Podzielcie się swoim zdaniem, a na następny rozdział zapraszam w przyszłą niedzielę !
Pozdrawiam gorąco.
Kocham Was !
<3

2 komentarze:

  1. Ten rozdział wywołał we mnie tyle emocji, że nie potrafię się opanować i zaczekać do niedzieli. Wiem, że muszę, ale strasznie ciężkie. Naprawdę podziwiam to jak opisujesz te wszystkie sytuacje i uczucia bohaterów. Bardzo miło się to czyta. Nasuwa mi się cały czas jedno pytanie. Co dalej? Co zrobi Bruno lub Skylar? Pozdrawiam i czekam z ogromną niecierpliwością na next :D ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Naweet niech nie próbuje sie słuchać Nate'a. Ona ma być ze Skylar i koniec kropka. Ciekawa jestem jak ich losy potoczą się dalej. Oby się spiknęli <3
    A w miedzy czasie zapraszam do mnie jeśli nie widziałaś jeszcze dzisiejszego odcinka :D

    OdpowiedzUsuń