niedziela, 6 marca 2016

10. Taste of love from the past...

   Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że kłamstwo jest jak panaceum. Działa dopóki, dopóty sam wierzysz w jego działanie i możesz je stosować teoretycznie na wszystko i względem wszystkich.
 Wszystkich, z wyjątkiem samego siebie...

 - Proszę, pozwól mi na spotkanie. Jedno, jedyne spotkanie, a potem...Potem odejdę...
 Wychrypiał cicho, a po moim ciele wraz z sensem owej prośby przetoczyła się wnet fala paraliżujących dreszczy...
Nie chciałam tego,
nie chciałam tego bardziej niż czegokolwiek innego w moim dotychczasowym życiu, wiedziałam bowiem jak bolesne w skutkach może okazać się ponowne rozdrapywanie niedawno zabliźnionych, świeżo zaleczonych ran.
Zarówno moich jak i jego...
Podświadomie czułam też, że nie przyniesie to ukojenia lecz ból, kolejną falę, zachowanego gdzieś w głębi nas cierpienia.
Prawda jednak była taka, że byłam mu to winna, a to jedno spotkanie w zasadzie nie pokrywało nawet połowy mojego długu wobec niego, tego samego który zaciągnęłam już przed laty, a który pogłębiłam wraz z nagłą, niezapowiedzianą ucieczką...

 - Skylar ? Jesteś tam ?
 Zagadnął niepewnie, tym samym wyrywając mnie gwałtownie z przytłaczającego ciągu przemyśleń i uporczywie napływających do umysłu wspomnień.
 Zaczerpnąwszy powietrza potarłam palcami nasadę nosa, a przymknąwszy powieki zmusiłam się do pociągnięcia niekomfortowej rozmowy.

 - Tak, jestem...

- I...?

- W porządku. Spotkajmy się jutro, w parku, o osiemnastej.
Zarządziłam, wypowiadając wszystkie te słowa na jednym, głębokim tchnieniu i przez pełną milczącego napięcia chwilę wsłuchiwałam się w martwą ciszę po drugiej stronie słuchawki.

 - Będę.
 Odparł w końcu, a wsłuchując się w ton jego głosu pomyślałam, iż prawdopodobnie jego malinowe wargi właśnie w tej chwili rozciągają się w jednym z tych porywająco uroczych uśmieszków, którymi raczył mnie przed laty gdy to po długich sporach, finalnie udawało mu się przekabacić mnie na swoją stronę.

- W takim razie...do zobaczenia.
Wymamrotałam niedbale, a gdy połączenie zostało przerwane jeszcze przez jakiś czas w głębokim zamyśleniu podziwiałam samotną wędrówkę, kryształowej kropli deszczu niespiesznie przemierzającej szklany bezkres elegancko obramowanego okna.
                                                       *      *      *
 - Nie musisz tego robić...

 Doszedł mnie pełen zrozumienia głos Diany, rozprawiwszy się więc ze sznurówkami czarnych trampek wyprostowałam się pospiesznie i zwróciwszy twarz w stronę, z której ów głos dochodził spojrzałam uważnie w przyjazne oczy przyjaciółki.

 Nie rozumiała...
Nie rozumiała po co i dlaczego pozwoliłam na to co miało mieć miejsce podczas tego spotkania, ja natomiast nie chciałam jej tego tłumaczyć bo, prawda była taka, iż sama nie wiedziałam dokładnie czego mam się po nim spodziewać.
Zgodziłam się na nie z poczucia winy, poczucia niewypełnionego zobowiązania jakie niegdyś związałam z Ashtonem, ale ona nie musiała tego wiedzieć
bo, i po co...?

 - Muszę.
Burknęłam pospiesznie, a narzuciwszy na ramiona granatowy polar przekroczyłam próg mieszkania, pozwalając by, pochłonął mnie chłód jaki tego dnia postanowił zaburzyć umiarkowaną egzystencję jaką zazwyczaj zwykł cieszyć się Brooklyn...

 W miarę pokonywanych metrów i wzrastających na sile powiewów jesiennego wiatru zaczynałam żałować, iż w pośpiechu nie pomyślałam nawet, o zarzuceniu na ramiona zalegającej na tyłach wieszaka, zapomnianej  wiatrówki.. Szybko jednak wyzbyłam się, ów trosk, a opatuliwszy szyję granatowo-białym kominem wkroczyłam na zasnuty ponurą szarówką nadciągającego wieczoru park.

 - Więc jednak przyszłaś...

 Usłyszałam za plecami tak dobrze znany sobie głos, przez co na ramiona mimowolnie wdarł się nieznany dotąd dreszcz...  Przełknąwszy z trudem, obróciłam się na pięcie, a uniósłszy wzrok dokładnie przyjrzałam się stojącemu przede mną brunetowi.
 Zdawało się jak gdyby miniony czas nie zdołał w żaden sposób drasnąć go swym zębem. Jego policzki były gładkie, z delikatnym zarysem szczęki i prostym nosem, a wszystko zwieńczone szeroko otwartymi, bystrymi oczami w kolorze stali.
Takimi samymi jakie zdołałam niegdyś zapisać gdzieś w pamięci.
Im dłużej pozostawałam wpatrzona w ową głębię, tym silniej uzmysławiałam sobie jak ogromnym krokiem w tył było samo przyjście na owo spotkanie.

-  Nie powinnam była.

Mruknęłam, wzruszając ramionami.
Tak jakby wszystko to co przyniósł ze sobą jego powrót miało zaledwie znikome znaczenie.

 - Dlatego...dziękuję.
Odparł spokojnie, postąpiwszy jeszcze jeden krok w moją stronę delikatnie zacisnął palce na moim ramieniu, a z tajemniczej głębi jego spojrzenia zdołałam wyczytać jak bardzo mu na tym zależało.
 Zupełnie tak, jakby jednym spojrzeniem próbował nakłonić mnie do myślenia, iż zdołamy przez to przejść, że pokonamy to razem.
Pytanie tylko...
Czy rzeczywiście byłam w stanie zebrać w sobie odpowiednio wiele sił by, raz jeszcze móc zmierzyć się z tym wszystkim co za sobą zostawiłam ?

 - Jak mnie tu znalazłeś ?
 Wychrypiałam, nieznacznie się odeń odsuwając, co ku mojemu zaskoczeniu przyjął z ponurym skinieniem głowy.

 - Kiedy zniknęłaś... długo nie umiałem znaleźć sobie miejsca, Nie potrafiłem i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że tak po prostu odeszłaś, że...
Nie potrafiąc przebrnąć przez kolejne słowa, przerwał i przez moment zapatrzył się w punkt, gdzieś ponad moją głową by, następnie obdarzyć mnie jednym ze spojrzeń, które nie potrzebują już więcej wyjaśnień.

 - Nie chciałam być dla ciebie ciężarem. Nie chciałam byś przechodził przez to wszystko, co musiałam znieść ja...
 Wyszeptałam z trudem panując nad łamiącym się głosem.
Potem nastało milczenie podczas którego biorąc kolejne głębokie wdechy analizowałam w skupieniu mimikę jego twarzy. Przyglądając się jak kolejno spływa na nią ból i wściekłość by, w końcu pozostało jedynie cierpienie.

 - Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć ?
 Szepnął, a w jego głosie choć tak usilnie pragnął to stłamsić uwydatniło się skrywane w zacienionych tajemnicą źrenicach oskarżenie.

 I choć obiecałam sobie, że będę silna nie zdołałam skryć wzbierających pod powiekami, piekących łez, które teraz niespiesznie przedzierały się po spąsowiałych policzkach, aż do uwydatnionych w mocnym ścisku kości policzkowych.

 - Ja...
 Zaczęłam słabo, lecz nim zdobyłam się na kolejne słowa, z zaciśniętego gardła dobył się pełen żałości szloch. Toteż gdy silne ramiona bruneta troskliwie zacisnęły się na mojej talii, a policzek przywarł gładko do miękkiego materiału ciemnej bluzy, rozedrgane ramiona bez cienia oporu splotły się na karku trzymającego mnie w objęciach chłopaka.- ...tak bardzo cię przepraszam...

 Zakwiliłam żałośnie, przymykając powieki i pozwalając by, poczerniałe łzy splamiły kolejne centymetry jego rękawa...
                                                      *      *      *

 I wnet pomimo przeszywającego chłodu gęstniejącego mroku, na ramiona wstąpiły kolejne, gorące krople potu,a ciało zadrżało niczym w transie.
 I choć oczy pozostawały szeroko otwarte, traciłam widoczność, a jedyne co zdołałam rozpoznać to zdolny doprowadzić mnie do szaleństwa smak, jego miękkich warg, które teraz zmysłowo sunęły po moich, tak jakby nigdy więcej nie maiły się rozłączyć.
Tak jakby już na zawsze miały pozostać jednością doskonałą.

 - Nie zostawiaj mnie.

 Szepnął chłopak niemal nie rozłączając naszych warg, a ja bez zastanowienia pokiwałam głową twierdząco.

 - Nigdy więcej...

 Wymruczałam niezrozumiale, a odchylając głowę pozwoliłam by, bez większego trudu przyparł mnie do chłodnego pnia rozłożystego dębu, który teraz miał schronić nas przed wzbierającym na sile, chłodnym deszczem...
 Gdybym tylko wcześniej wiedziała, że mimo wszystko nie jest on w stanie schronić nas przed tym jednym, jedynym spojrzeniem...

 I choć było to ostatnim czego teraz potrzebowaliśmy pozwoliłam by, otaczający nas świat pełen niedopowiedzeń i infantylnych wspomnień zniknął, a na jego miejsce wkroczyło to jedno, jedyne, dobre wspomnienie...
 Wspomnienie smaku miłości...
Miłości, która przetrwała nawet heroiczną próbę jakiej poddało ją życie.
Próbę rozłąki,
zapomnienia...
 i wybaczenia...
________________

 Dobry wieczór kochani !
Jak Wam mija weekend ?
A przede wszystkim :
...Co wy na to ?...
Ps. Dziękuję ogromnie za tak liczne grono czytelników, którzy zajrzeli do ostatniego rozdziału !!
 Ze względu na brak rozdziału w zeszłym tygodniu pragnę Wam oznajmić, iż następnego możecie się spodziewać jeszcze przed nadejściem niedzieli.
 Kocham Was !
<3

2 komentarze:

  1. Jestem pod wrażeniem. Ten odcinek jest po prostu boski.
    Czyzby bylo to spojrzenie Bruna? Bardzo ciekawie sie zapowiada :) Zobaczymy co z tego wyniknie. Miejmy nadzieje, ze jednak to będą dobre rzeczy :)
    I oczywiście, że wpadnę tutaj jeszcze przed niedzielą. Nie mogłabym przegapić żadnego odcinka napisanego przez ciebie. Wiec trzymaj sie gorąco i do zobaczenia
    PS. Dużo weny życzę ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Muszę przyznać, że ten rozdział bardzo mnie zadziwił. Zupełnie nie spodziewałam się takiego rozwoju akcji, ale to tylko i wyłącznie plus twojego opowiadania, że potrafisz tak zaskakiwać i wywoływać tyle emocji w czytelniku. Teraz strasznie chciałabym wiedzieć jak dalej się potoczy życie Skylar. Pozdrawiam ♥ :*

    OdpowiedzUsuń