piątek, 25 marca 2016

12. Devil wears Prada...

   
  Chodzi przecież,  o samą zasadę,
  nie o tworzenie wokół siebie złudnej otoczki ideału czy udawanie, że owym ideałem jest się w istocie lecz, o przyznanie się do słabości, które miewa każdy z nas...

 Z sercem tłukącym się w piersi jakoby, miało się zeń wyrwać lada moment, zacisnąłem w dłoni szesnaście banknotów, każdy o wartości równych stu funtów, nie więcej i nie mniej i rzucając pospieszne spojrzenie ku przymkniętym drzwiom od pokoju Nate'a narzuciłem na ramiona  czarną, skórzaną kurtkę, a wsunąwszy telefon do tylnej kieszeni jeansów wyszedłem z domu.
Bez konkretnego celu, czy nawet przyczyny.
Tak po prostu, 
byle dalej od tych cholernych czterech ścian,  byle dalej od obrazu Skylar...

 Krocząc niespiesznie pośród milczących w swym monumentalnym przepychu, wymalowanych na biało willi, mimowolnie począłem snuć domysły jak wygląda życie tych wszystkich obrzydliwie bogatych nowojorczyków, l przeszło mi wnet przez myśl,  iż musi być ono kompletnie bezstresowym procesem, może nawet wieczną sielanką.
 Nie chodziło, o to że im tego zazdrościłem.
Bowiem nigdy do takich ludzi nie należałem.
Po prostu od czasu do czasu  zastanawiałem się, jak wyglądałby, mój żywot gdybym miał przy duszy kilka groszy..  Zwyczajowo jednak tak szybko jak rozpocząłem, ów rozmyślania tak też szybko je  zakończyłem gdy tylko
moim oczom  ukazał się okazały gmach jedynego w całym stanie Nowy Jork, wiecznie pełnego, tętniącego życiem kasyna.

 Przygryzając wargę uśmiechnąłem się pod nosem, a poprawiwszy poły hebanowego materiału pewnym korkiem podszedłem do obstawiających przeszklone wrota ochroniarzy by, po chwili zaciągając się głęboko przyjemnie podgryzającym gardło, papierosowym dymem przystanąć przy jednym z kątów stołu do Blackjack'a. 

 I gdy przyglądałem się jak jeden z graczy rzuca na stół zwycięską, dwudziestą pierwszą kartę do moich uszu doszedł zniżony,  zmysłowy głos, a już w następnej chwili moje zmysły omotał świeży zapach jej perfum. Mimowolnie przymykając powieki pozwoliłem by, chude ramiona kobiety obróciły mnie ku sobie, a gdy tylko je rozchyliłem moim oczom ukazało się najpiękniejsze z licznych wcieleń diabła.
 Przyglądając się jej idealnie dopieszczonej cerze i seksownie przygryzionej wardze poczułem jak po moich ramionach przelewa się wnet fala gorących dreszczy.

 - Z miłą chęcią.
Wymamrotałem niczym zamroczony i nim zdążyłem chociażby mrugnąć krupier rzucił na stół przetasowane, lśniące karty.

 - Stawiam pięćset. Na dobry początek.
Odparła brązowooka, a zatapiając mnie w swym nieskończenie intrygującym, niebezpiecznie przebiegłym spojrzeniu, jakby od niechcenia rzuciła na stół wcześniej wspomnianą sumę.
 Tak jak przypuszczałem stawka rosła szybko by, niebawem zatrzymać się na niebotycznie wysokim jak na moją kieszeń pułapie niemal dwudziestu tysięcy...
 I gdy w końcu się ocknąłem byłem już na dnie.

- Pas.
Wychrypiałem spoglądając znad własnej talii wprost w te jej niesamowite ślepia...
 Tym samym wpisując się własnym piórem na długą listę, pokonanych przez nią, zagorzałych hazardzistów...
                                                                
                                                                  *      *      *
 - Jesteś ryzykantem. Lubię to.
Wyszeptała przysiadając na hokerze tuż przed oszklonym kontuarem bogato wyposażonego baru i jednym skinieniem przywołując do siebie ubraną na czarno, niewysoką barmankę.- Czego się  napijesz ?

 - Daj sobie spokój. Jeśli chcesz mnie jeszcze pogrążyć to świetnie ci to idzie, ale...
 Zacząłem, obruszając się nonszalancją  jaką blondynka zdawała się emanować jednak nim zdołałem dopowiedzieć ostatnie słowa kąśliwego komentarza ta zaśmiała się cichutko  i podsuwając mi pod nos kryształowy kieliszek pełen kusząco chłodnego trunku, dodała.:

 - A więc się nie pomyliłam...

 - Że co ?
Zapytałem, odwracając się do niej twarzą i w oczekiwaniu na jej dalsze słowa poczynając dokładnie śledzić idealnie grube, złociste pasma jej włosów.

 - Zdaje się, że mam dla ciebie propozycję, która istotnie mogłaby, cię zainteresować...ale może najpierw...- przerwała na moment, a wyciągnąwszy ku mnie delikatną, gładką dłoń dodała.: Jestem Savanah, a ty...jesteś największym szczęściarzem w tym kasynie.

 - Nie wydaje mi się.
 Burknąłem zaskoczony, mimowolnie składając na jej drobnej dłoni delikatny pocałunek

 Gdybym tylko wiedział, że to właśnie w najczystszym pięknie egzystuje także  zło o najwyższej próbie...
                                                          
(...)

 Jeszcze tylko moment...
Dziesięć minut...
Pięć...

 Nic z tego...

 Wzdychając cicho pospiesznie wyskoczyłam spod nagrzanej pierzyny i z prędkością światła wpadłam do zasnutej cieniem poranka łazienki by, po chwili padając na kolana po raz kolejny zwrócić wszystko to co zawierało się jeszcze w zaciśniętym mdłościami żołądku

 Oparłszy się , o dopasowaną do pomieszczenia, kwadratową umywalkę w przyjemnym dla oka, piaskowym odcieniu przyjrzałam się dokładnie dziewczynie po drugiej stronie lustra i pocierając oczy westchnęłam niepocieszona.

Nieprzespane noce wyraźnie dały mi się we znaki, zostawiając pod matowymi ślepiami  przeraźliwe cienie, a częste wizyty w łazience z powodów,  o których nieprzyzwoicie jest wspominać wyżłobiły w policzkach nie dodające raczej uroku, sine dołki.
Słowem wyglądałam tak jak się czułam,
niczym na pograniczu życia i śmierci...
A zdając sobie sprawę z czym wiązać się może ów kiepska,  ogólna kondycja przemywając twarz strumieniem chłodnej wody ruszyłam na powrót do swojego pokoju,  gdzie przekopując skrupulatnie każdą z zaskakująco pojemnych w stosunku do wielkości szafek, minimalistycznie zdobionej komody pochwyciłam w dłonie niewielki, granatowy kalendarzyk. I wertując go pospiesznie, szukałam wzrokiem tej jednej, zbawiennej daty, daty która w tym momencie zdawała się ważyć na całym moim dalszym życiu.

 -  Cholera.
Mruknęłam podenerwowana, mimowolnie przeczesując palcami swe ciemne, długie włosy.

 Matka natura wyraźnie zapomniała tym razem, o swym comiesięcznym, krwawym podarku,  to natomiast nigdy nie zwiastowało niczego dobrego.
        Niewiele myśląc związałam nierozczesane włosy w koński ogon, wskoczyłam w pierwsze lepsze jeansy i koszulkę z długim rękawem by, po chwili zaciskając pięści głęboko w kieszeniach jasnej bluzy żwawym krokiem przemierzać wciąż jeszcze otulone poranną ciszą ulice.
                                                                 *      *      *

 Przełykając z trudem, nacisnęłam delikatnie na klamkę podstarzałych, przeszklonych drzwi i gdy tylko przekroczyłam próg niewielkiej, rodzinnej apteki momentalnie uderzył mnie charakterystyczny zapach medykamentów i czegoś co sprawiło, iż mój żołądek skłonny był do wszczęcia kolejnego, opłakanego w skutkach buntu.
Zaciskając więc usta szybkim krokiem podeszła m do otwartego okienka przy ladzie i racząc starszą kobiecinę uprzejmym uśmiech em,  powiedziałam.:

 - Poproszę...- zaczęłam, ale gdy tylko starałam się wypowiedzieć te słowa mój głos bezpowrotnie zamierał gdzieś na wysokości krtani.
Odchrząkując więc krótko, dla dodania sobie animuszu,  zaczęłam ponownie.:

 -  Poproszę test ciążowy.
Wymamrotałam zażenowana, a zastanawiając się jeszcze przez moment, dodałam. :  Albo najlepiej dwa.

 Wsuwając zakupy do kieszeni okrycia pożegnałam się krótko i pospiesznie wyszłam na powoli zaludniający się chodnik, krocząc pewnie usilnie walczyłam z nieprzyjemnym uczuciem jakoby, wszyscy ci doskonale obcy mi ludzie równie dobrze wiedzieli po co odwiedziłam, żadko uczęszczaną, a jednak pomimo licznej konkurencji wciąż jako tako prosperującą aptekę.
Dlatego też chcąc uciec przed wszystkimi tymi spojrzeniami, przyspieszyłam kroku by, już chwilę później zamykając się w łazience i przysiadając na szafce zaraz obok zlewu zagłębić się w lekturze wszelkich przypisów jakie producent zamieścił na niewielkim produkcie.

Układając oba wykonane już testy na rancie  umywalki przełknęłam głośno i czekając w napięciu na wynik  wykończona zsunęłam się po chłodnych, ciemnych drzwiach, modląc się by, i tym razem
 kobieca intuicja zawiodła...
_______________________________
 
   Przepraszam...
Nie będę jednak przytaczać żadnego mdłego powodu, bowiem jest on niepotrzebny. Jedynie ogromnie przepraszam...

Co Wy na to ?
 Jakie wrażenie wywiera na Was Savanah??

Podzielcie się przemyśleniami, a na następny rozdział zapraszam już po świętach !

Ps. Smacznego jajka i bogatego zająca !
<3




sobota, 12 marca 2016

11. Can't remember to forget you...

     Zaciskając szczękę jeszcze przez moment patrzyłem na malującą mi się przed oczami scenę, a gdy ów obraz w niewyjaśniony sposób począł wywierać nieprzyjemny ucisk gdzieś na wysokości klatki piersiowej, mrugając kilkakrotnie odwróciłem się na pięcie i pospiesznie, choć bez celu i kierunku, ruszyłem przed siebie.
Coś w sytuacji, której świadkiem zupełnie przypadkiem się stałem, z nie do końca zrozumiałych dla mnie powodów, w przedziwny sposób mnie...ubodło.
(...)
  Przygryzając wargę, stłumiłam w sobie cichy jęk jaki w imię rozkoszy niemal opuścił moje wargi, gdy dłonie bruneta delikatnie zacisnęły się na wysokości moich pośladków, a moje nogi bezwiednie oplotły jego wąskie biodra.

  - Ashton, dobrze wiesz...
Zaczęłam jednak nim zdążyłam wyrazić na głos jakąkolwiek z zaprzątających moje myśli obaw, uciszyły mnie jego ciepłe wargi, które teraz z uczuciem naparły na moje spragnione usta.

 - Ciiii....wiem.
 Szepnął bezgłośnie, nawet nie rozłączając naszych ust i jedynie pogłębiając nasz pocałunek.
Czułam jak całe moje wnętrze zamiera by, po chwili dać się pochłonąć niepoprawnemu pragnieniu bliskości,  bliskości tego, którego przed laty zostawiłam bez słowa,
bliskości tego, któremu pozwoliłam wkroczyć w moją teraźniejszość bez zbędnych, ani nawet tych przydatnych pytań...
                                                       *      *      *

 I jeśli czas da się cofnąć, tej nocy brunet, w istocie cofnął go do lipcowej nocy, dwa lata temu. Do pierwszej i jednej z lepszych nocy w moim życiu.
Nocy, którą...choć nie każda dziewczyna i kobieta się do tego przyznaje,
każda mimowolnie zachowuje w pamięci...na długo...

 ...Wspomnienie...

 - Są...takie piękne.
Westchnęłam, opierając głowę na obojczyku chłopaka i z rozmarzeniem wpatrując się w rozświetlające granat nocnego nieba gwiazdy, które dzisiejszego wieczoru zdawały się błyszczeć jasno, niczym najczystsza próba srebra.

  - A jednak wciąż nie mogą konkurować z tobą...
Mruknął, składając parę drobnych muśnięć wpierw pośród burzy moich hebanowych włosów, a następnie na delikatnej skórze tuż za prawym uchem, wywołując tym samym falę przyjemnych dreszczy, które teraz poczęły miarowo zalewać drżące w niedoświadczonym dotychczas pieszczotą ciało.
 Intuicyjnie odchylając głowę pozwoliłam by, ciepłe wargi chłopaka zaznaczyły swój szlak także na skórze szyi i obojczyków, a następnie powróciły do spragnionych owego dotyku, rozchylonych warg.- Nie musimy tego...

Doszedł mnie pełen troski głos Ashtona, który teraz zawisnąwszy tuż nade mną spojrzał uważnie,głęboko w moje przymknięte oczy.

 - Chcę...byśmy spróbowali...
Wymruczałam, czując jak na te słowa moje policzki zalewa szkarłat piekącego rumieńca, który jednak udało mi się skryć w gęstniejącym granacie wieczornej pory...
                                                     
                                                        *      *      *
 Czułam jak obcy, a jednak tak nieprzyzwoicie przyjemny ból ustępuje, a na jego miejsce wchodzi doprowadzające mnie niemal do szaleństwa uczucie ścisku, gdzieś na wysokości podbrzusza, stłumione przez kolejne, silniejsze tym razem pchnięcia.
A potem obezwładniające gorąco, zalewające w pośpiechu każdy skrawek ciała, wywabiające z gardła jeszcze jeden, niezrozumiały jęk i w końcu, w swej sile uginające,
 naprężone w ekstazie ciało...

 Nie otwierając oczu pozwoliłam by, brunet przyciskając mnie do siebie szczelnie okrył nas kocem i pieszczotliwie musnął rozpalony do czerwoności policzek.

 - Kocham cię, maleńka...
Szepnął jedynie z lekka odrywając wargi od skóry mojej głowy i silniej przygarniając mnie do siebie.

 - A ja ciebie.
Odparłam, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi i pozwalając by, na wargi wdarł się szeroki, promienny uśmiech...

...Koniec wspomnienia...
(...)
  Wzdychając głęboko, pociągnąłem jeszcze jednego łyka z opróżnionej w połowie butelki, w której towarzystwie spędzałem wieczór.
Siedząc na chłodnych schodach przed domem, patrząc w gwiazdy  i myśląc...
...O niej...

 Czego właściwie oczekiwałem ?

Czego mógłbym oczekiwać od dziewczyny, na którą zdarzyło mi się wpaść zaledwie kilka razy, z resztą przez przypadek...

Jakie nadzieje, mógłbym wiązać z piękną istotą, której imię tak naprawdę znałem zaledwie...
...kilka dni ?

Spoglądając prawdzie w oczy, odpowiedź nasuwała się sama.
Pieprzona, kąśliwa prawda była bowiem taka, iż nie miałem, nie mam i mieć nie będę  okazji, ani możliwości rościć sobie co do niej jakichkolwiek praw...
Bo, przecież nawet się nie znamy...

 Z przytłaczającego wodospadu, ponurych przemyśleń wnet wyrwał mnie przyciszony głos Nate'a tuż za moimi plecami.

 - Wszystko w porządku, stary ?

- Sam nie wiem...widziałem dzisiaj...Skylar, wiesz tę dziewczynę z klubu.

- Mhhm...co u niej ? Zdaje się, że nieźle się dogadujecie.
Szturchnął mnie porozumiewawczo w bok,a  spoglądając w jego stronę zauważyłem jak jego niebieskie ślepia błyskają zawadiacko.

- Właśnie : ,,zdaje się".
Burknąłem niepocieszony, mimowolnie przywołując w pamięci obraz brunetki w objęciach innego.

 Czekając, aż przyjaciel pociągnie rozmowę pociągnąłem z szyjki butelki jeszcze jednego, niewielkiego łyka i z wyczekiwaniem zerknąłem na zamyślona twarz blondyna, który najwyraźniej wyczuwając na sobie moje spojrzenie również przyjrzał mi się uważniej.

 - Więc...ma kogoś ?
Zaczął delikatnie, najwidoczniej zastanawiając się nad każdym z słów jakie chciał wypowiedzieć.

 - Na to wygląda...
Mruknąłem przybity, a chowając twarz w dłoniach, dodałem zgaszony.: Dlaczego wszystko, co robię albo wszystko co wiąże się z kimś na kim mi zależy, musi mieć jakąś pieprzona plakietkę ?!
Wiesz, czasami zastanawiam się czy...

 - Słuchaj...tak się zdarza, z resztą dobrze,że teraz, a nie kiedy...no wiesz...

 - Kiedy bym wyszedł na kompletnego idiotę tak jak przed Nicole, to chciałeś powiedzieć ?
Warknąłem ostro, mimowolnie nań naskakując.

 - Nic takiego nie chciałem powiedzieć...
Po prostu nie chcę byś przez kolejną, młodą suczkę przechodził przez to w co wpędziła cię Nicole.
 Sprostował pospiesznie, a kładąc mi dłoń na łopatce, dodał.: Po prostu, o niej zapomnij. Tak jakby nigdy jej nie było.
Odparł pewnie, a na potwierdzenie swoich słów wzruszył tylko ramionami.

 - Łatwo ci mówić...
Szepnąłem sam do siebie, a spoglądając ku niemu poznałem po jego spojrzeniu, iż doskonale zrozumiał...
(...)
    Czując jak wpadające przez uchylone okno promienie porannego słońca delikatnie osiadają na moich policzkach, uśmiechnęłam się szeroko i westchnąwszy cicho przeciągnęłam się porządnie by, rozchyliwszy powieki przetrzeć jeszcze zaspane oczy , rozejrzeć się po zalanym złotem jutrzenki pokoju.i uświadomić sobie to, co tak naprawdę miało miejsce minionej nocy...

 - Nie...
Jęknęłam niewyraźnie, a wyswabadzając się z objęć bruneta, pospiesznie wyskoczyłam z łóżka, ubrałam się i nie dbając, o to jak wygląda moja fryzura, czy makijaż wyszłam na powoli budzącą się do życia ulicę. Rozejrzawszy się dookoła, dołożyłam starań by, przypomnieć sobie jakim sposobem przywiódł mnie tutaj wczorajszy wieczór, a gdy któraś z rzędu próba nie przyniosła żadnych skutków, popędzana wyrzutami sumienia ruszyłam biegiem przed siebie...
                                                     
                                                         *      *      *
 Oddychając głęboko, z całych sił pchnęłam drzwi niewielkiej kafejki, w której z przyzwyczajenia i zamiłowania do nieporównywalnie najlepszej na świecie, a na pewno w całym Nowym Jorku- Latte bywałam każdego ranka, by po odstaniu swego w nieskończenie długiej kolejce móc rozkoszować się słodkim smakiem ukochanej używki...
 Zajmując miejsce tuż za rosłym szatynem w skrojonym na miarę garniturze, mimowolnie omiotłam wzrokiem wnętrze lokalu, a żołądek niemal podszedł mi do gardła, gdy moje oczy tak jak uprzednio zatonęły w najgłębszym, najbardziej pochłaniającym morzu kawy jakie kiedykolwiek przyszło mi oglądać...

 - Bruno...
Szepnęłam, występując z kolejki i zmierzając ku ustawionemu w rogu stolikowi, przy którym wpatrzony wprost we mnie siedział nie kto inny jak Mulat. - Czy...mogę ?

 Zawahałam się przez moment, zaciskając palce na chłodnym metalu z jakiego wykonane było oparcie eleganckiego krzesła i spoglądając niepewnie we wpatrzone we mnie źrenice.
 Nie doczekałam się jednak odpowiedzi,a jedynie delikatne wzruszenie jego ramion dało mi przyzwolenie na usadowienie się przy niewielkim, eleganckim stoliku.
 Przez moment żadne z nas się nie odzywała, ja ściskając w dłoni tekturowy kubek wypełniony parującym napojem wpatrywałam się w niego, on natomiast zaciskając wargi uporczywie wpatrywał się w okno, gdzieś za moimi plecami.
W zasadzie nie wiedziałam nawet co miałam mu do powiedzenia i czy w ogóle...
Nie miałam się z  czego tłumaczyć...
A jednak nie potrafiłam znieść myśli, że wczoraj wieczorem był w parku, że widział całe to zajście...

  Cisza panująca pomiędzy nami powoli stawała się trudna do zniesienia i widziałam, że nie tylko mnie ciężko jest wysiedzieć, mimo to nie miałam również odwagi tak po prostu wstać i odejść. Tak jakbym obawiała się, iż jeśli teraz wyjdę nie zobaczę go już nigdy...

 - Wybacz...powinienem już się zbierać...
Bąknął w końcu Mulat, po czym dopijając resztkę powoli tracącego swoją temperaturę napoju, podniósł się na równe nogi i wciskając ręce w kieszenie czarnej bluzy odwrócił się na pięcie i począł z wolna zmierzać ku wyjściu.
 Przez moment walczyłam z samą sobą by, pozwolić mu odejść bo, tak byłoby, łatwiej.
Jednak gdy jego palce zacisnęły się na delikatnej klamce z lekkiego, stylizowanego na mosiądz metalu niczym oparzona podniosłam się z miejsca.

 - Zaczekaj !
Słysząc mój głos brązowooki wpierw zastygł na moment i przez ten moment zdawało się, iż po prostu mnie zignoruje, jednak ku mojej nieopisanej uldze ten odwrócił się na pięcie i zaciskając wargi, jedynie zerknął na mnie wyczekująco.- Nie chcę byś pomyślał, że...

 - Nie musisz się tłumaczyć, Sky.
Nie jestem przecież nikim ważnym i najwidoczniej...ahh...nieważne.
Cóż..trzymaj się, księżniczko. Powodzenia...

Powiedział cicho i nim zdążyłam choćby, mrugnąć opuścił kafejkę i odszedł.
Nie patrząc za siebie...
____________________

  Dobry wieczór, Kochani !
Jak tydzień minął ?
Tęskniliście, choć troszkę ?
...
Do rzeczy...
Co sądzicie, o rozdziale ?
Czy Bruno powinien posłuchać Nate'a ?

Podzielcie się swoim zdaniem, a na następny rozdział zapraszam w przyszłą niedzielę !
Pozdrawiam gorąco.
Kocham Was !
<3

niedziela, 6 marca 2016

10. Taste of love from the past...

   Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że kłamstwo jest jak panaceum. Działa dopóki, dopóty sam wierzysz w jego działanie i możesz je stosować teoretycznie na wszystko i względem wszystkich.
 Wszystkich, z wyjątkiem samego siebie...

 - Proszę, pozwól mi na spotkanie. Jedno, jedyne spotkanie, a potem...Potem odejdę...
 Wychrypiał cicho, a po moim ciele wraz z sensem owej prośby przetoczyła się wnet fala paraliżujących dreszczy...
Nie chciałam tego,
nie chciałam tego bardziej niż czegokolwiek innego w moim dotychczasowym życiu, wiedziałam bowiem jak bolesne w skutkach może okazać się ponowne rozdrapywanie niedawno zabliźnionych, świeżo zaleczonych ran.
Zarówno moich jak i jego...
Podświadomie czułam też, że nie przyniesie to ukojenia lecz ból, kolejną falę, zachowanego gdzieś w głębi nas cierpienia.
Prawda jednak była taka, że byłam mu to winna, a to jedno spotkanie w zasadzie nie pokrywało nawet połowy mojego długu wobec niego, tego samego który zaciągnęłam już przed laty, a który pogłębiłam wraz z nagłą, niezapowiedzianą ucieczką...

 - Skylar ? Jesteś tam ?
 Zagadnął niepewnie, tym samym wyrywając mnie gwałtownie z przytłaczającego ciągu przemyśleń i uporczywie napływających do umysłu wspomnień.
 Zaczerpnąwszy powietrza potarłam palcami nasadę nosa, a przymknąwszy powieki zmusiłam się do pociągnięcia niekomfortowej rozmowy.

 - Tak, jestem...

- I...?

- W porządku. Spotkajmy się jutro, w parku, o osiemnastej.
Zarządziłam, wypowiadając wszystkie te słowa na jednym, głębokim tchnieniu i przez pełną milczącego napięcia chwilę wsłuchiwałam się w martwą ciszę po drugiej stronie słuchawki.

 - Będę.
 Odparł w końcu, a wsłuchując się w ton jego głosu pomyślałam, iż prawdopodobnie jego malinowe wargi właśnie w tej chwili rozciągają się w jednym z tych porywająco uroczych uśmieszków, którymi raczył mnie przed laty gdy to po długich sporach, finalnie udawało mu się przekabacić mnie na swoją stronę.

- W takim razie...do zobaczenia.
Wymamrotałam niedbale, a gdy połączenie zostało przerwane jeszcze przez jakiś czas w głębokim zamyśleniu podziwiałam samotną wędrówkę, kryształowej kropli deszczu niespiesznie przemierzającej szklany bezkres elegancko obramowanego okna.
                                                       *      *      *
 - Nie musisz tego robić...

 Doszedł mnie pełen zrozumienia głos Diany, rozprawiwszy się więc ze sznurówkami czarnych trampek wyprostowałam się pospiesznie i zwróciwszy twarz w stronę, z której ów głos dochodził spojrzałam uważnie w przyjazne oczy przyjaciółki.

 Nie rozumiała...
Nie rozumiała po co i dlaczego pozwoliłam na to co miało mieć miejsce podczas tego spotkania, ja natomiast nie chciałam jej tego tłumaczyć bo, prawda była taka, iż sama nie wiedziałam dokładnie czego mam się po nim spodziewać.
Zgodziłam się na nie z poczucia winy, poczucia niewypełnionego zobowiązania jakie niegdyś związałam z Ashtonem, ale ona nie musiała tego wiedzieć
bo, i po co...?

 - Muszę.
Burknęłam pospiesznie, a narzuciwszy na ramiona granatowy polar przekroczyłam próg mieszkania, pozwalając by, pochłonął mnie chłód jaki tego dnia postanowił zaburzyć umiarkowaną egzystencję jaką zazwyczaj zwykł cieszyć się Brooklyn...

 W miarę pokonywanych metrów i wzrastających na sile powiewów jesiennego wiatru zaczynałam żałować, iż w pośpiechu nie pomyślałam nawet, o zarzuceniu na ramiona zalegającej na tyłach wieszaka, zapomnianej  wiatrówki.. Szybko jednak wyzbyłam się, ów trosk, a opatuliwszy szyję granatowo-białym kominem wkroczyłam na zasnuty ponurą szarówką nadciągającego wieczoru park.

 - Więc jednak przyszłaś...

 Usłyszałam za plecami tak dobrze znany sobie głos, przez co na ramiona mimowolnie wdarł się nieznany dotąd dreszcz...  Przełknąwszy z trudem, obróciłam się na pięcie, a uniósłszy wzrok dokładnie przyjrzałam się stojącemu przede mną brunetowi.
 Zdawało się jak gdyby miniony czas nie zdołał w żaden sposób drasnąć go swym zębem. Jego policzki były gładkie, z delikatnym zarysem szczęki i prostym nosem, a wszystko zwieńczone szeroko otwartymi, bystrymi oczami w kolorze stali.
Takimi samymi jakie zdołałam niegdyś zapisać gdzieś w pamięci.
Im dłużej pozostawałam wpatrzona w ową głębię, tym silniej uzmysławiałam sobie jak ogromnym krokiem w tył było samo przyjście na owo spotkanie.

-  Nie powinnam była.

Mruknęłam, wzruszając ramionami.
Tak jakby wszystko to co przyniósł ze sobą jego powrót miało zaledwie znikome znaczenie.

 - Dlatego...dziękuję.
Odparł spokojnie, postąpiwszy jeszcze jeden krok w moją stronę delikatnie zacisnął palce na moim ramieniu, a z tajemniczej głębi jego spojrzenia zdołałam wyczytać jak bardzo mu na tym zależało.
 Zupełnie tak, jakby jednym spojrzeniem próbował nakłonić mnie do myślenia, iż zdołamy przez to przejść, że pokonamy to razem.
Pytanie tylko...
Czy rzeczywiście byłam w stanie zebrać w sobie odpowiednio wiele sił by, raz jeszcze móc zmierzyć się z tym wszystkim co za sobą zostawiłam ?

 - Jak mnie tu znalazłeś ?
 Wychrypiałam, nieznacznie się odeń odsuwając, co ku mojemu zaskoczeniu przyjął z ponurym skinieniem głowy.

 - Kiedy zniknęłaś... długo nie umiałem znaleźć sobie miejsca, Nie potrafiłem i nie chciałem przyjąć do wiadomości, że tak po prostu odeszłaś, że...
Nie potrafiąc przebrnąć przez kolejne słowa, przerwał i przez moment zapatrzył się w punkt, gdzieś ponad moją głową by, następnie obdarzyć mnie jednym ze spojrzeń, które nie potrzebują już więcej wyjaśnień.

 - Nie chciałam być dla ciebie ciężarem. Nie chciałam byś przechodził przez to wszystko, co musiałam znieść ja...
 Wyszeptałam z trudem panując nad łamiącym się głosem.
Potem nastało milczenie podczas którego biorąc kolejne głębokie wdechy analizowałam w skupieniu mimikę jego twarzy. Przyglądając się jak kolejno spływa na nią ból i wściekłość by, w końcu pozostało jedynie cierpienie.

 - Jak w ogóle mogłaś tak pomyśleć ?
 Szepnął, a w jego głosie choć tak usilnie pragnął to stłamsić uwydatniło się skrywane w zacienionych tajemnicą źrenicach oskarżenie.

 I choć obiecałam sobie, że będę silna nie zdołałam skryć wzbierających pod powiekami, piekących łez, które teraz niespiesznie przedzierały się po spąsowiałych policzkach, aż do uwydatnionych w mocnym ścisku kości policzkowych.

 - Ja...
 Zaczęłam słabo, lecz nim zdobyłam się na kolejne słowa, z zaciśniętego gardła dobył się pełen żałości szloch. Toteż gdy silne ramiona bruneta troskliwie zacisnęły się na mojej talii, a policzek przywarł gładko do miękkiego materiału ciemnej bluzy, rozedrgane ramiona bez cienia oporu splotły się na karku trzymającego mnie w objęciach chłopaka.- ...tak bardzo cię przepraszam...

 Zakwiliłam żałośnie, przymykając powieki i pozwalając by, poczerniałe łzy splamiły kolejne centymetry jego rękawa...
                                                      *      *      *

 I wnet pomimo przeszywającego chłodu gęstniejącego mroku, na ramiona wstąpiły kolejne, gorące krople potu,a ciało zadrżało niczym w transie.
 I choć oczy pozostawały szeroko otwarte, traciłam widoczność, a jedyne co zdołałam rozpoznać to zdolny doprowadzić mnie do szaleństwa smak, jego miękkich warg, które teraz zmysłowo sunęły po moich, tak jakby nigdy więcej nie maiły się rozłączyć.
Tak jakby już na zawsze miały pozostać jednością doskonałą.

 - Nie zostawiaj mnie.

 Szepnął chłopak niemal nie rozłączając naszych warg, a ja bez zastanowienia pokiwałam głową twierdząco.

 - Nigdy więcej...

 Wymruczałam niezrozumiale, a odchylając głowę pozwoliłam by, bez większego trudu przyparł mnie do chłodnego pnia rozłożystego dębu, który teraz miał schronić nas przed wzbierającym na sile, chłodnym deszczem...
 Gdybym tylko wcześniej wiedziała, że mimo wszystko nie jest on w stanie schronić nas przed tym jednym, jedynym spojrzeniem...

 I choć było to ostatnim czego teraz potrzebowaliśmy pozwoliłam by, otaczający nas świat pełen niedopowiedzeń i infantylnych wspomnień zniknął, a na jego miejsce wkroczyło to jedno, jedyne, dobre wspomnienie...
 Wspomnienie smaku miłości...
Miłości, która przetrwała nawet heroiczną próbę jakiej poddało ją życie.
Próbę rozłąki,
zapomnienia...
 i wybaczenia...
________________

 Dobry wieczór kochani !
Jak Wam mija weekend ?
A przede wszystkim :
...Co wy na to ?...
Ps. Dziękuję ogromnie za tak liczne grono czytelników, którzy zajrzeli do ostatniego rozdziału !!
 Ze względu na brak rozdziału w zeszłym tygodniu pragnę Wam oznajmić, iż następnego możecie się spodziewać jeszcze przed nadejściem niedzieli.
 Kocham Was !
<3