sobota, 27 lutego 2016

9. My savior...

 Wielokrotnie słyszałam jak obcy mi ludzie powtarzają słowa, iż życie zatacza kręgi,
a ludzie, których kochamy, czy też kochaliśmy staną na naszej drodze jeszcze nie raz.
Nigdy tak naprawdę nie przywiązywałam do ów powiedzeń większej wagi, zwykłam twierdzić, iż jest to tylko mylne i nikomu niepotrzebne gadanie, a jednak po wczorajszym spotkaniu siła owego twierdzenia jakby...
...zmalała...
 Wypuszczając wszelkie pokłady zalegającego w płucach powietrza, potarłam twarz wychłodzonymi rękoma i rozchyliwszy powieki, rozejrzałam się dookoła.

 - Co jest...?
Mruknęłam chrapliwie, gorączkowo poczynając wertować karty pamięci w poszukiwaniu przyczyny, dla której teraz byłam tutaj, opatulona białym, aksamitnym kocem na wygodnym, białym narożniku w zupełnie obcym sobie domu.

 Zatopiona w, ów rozmyślaniach jeszcze przez dłuższą chwilę nie zarejestrowałam na sobie zaciekawionego wzroku głębokich, kawowych źrenic.

  - Jak się czujesz ?
 Zagadnął głos za moimi plecami, a ja niczym zwierze w amoku uskoczyłam na środek kanapy, a odwróciwszy wzrok objęłam spojrzeniem sylwetkę chłopaka, który teraz począł przyglądać mi się z jeszcze większą dociekliwością....- Umm...wybacz nie chciałem cię...
Zaczął skruszony, lecz zanim dokończył, ów zdanie wpuszczając na usta niewinny uśmieszek, zaprzeczyłam w ciszy,delikatnie kręcąc głową.

 - W porządku...
 Odparłam cicho, a w następnej chwili przyszło mi do głowy by, zapytać go, o wczorajszy wieczór.
 Co się wtedy stało ?
Ilekroć  zadawałam sobie to pytanie w mojej głowie szerzyła się tylko i wyłącznie złośliwa, nieprzenikniona pustka...
 Brązowooki jeszcze przez chwilę przyglądał mi się uważnie by, następnie przeczesując palcami idealnie czarne, ułożone włosy, niespiesznie ruszyć ku niewielkiej kuchni.-...jak wyjęta z niszczarki.
Dodałam, po chwili uświadamiając sobie iż jakiś czas temu zadał pytanie, o moje samopoczucie.
Słysząc te słowa brunet przystanął w pól kroku, a obdarzając mnie raz jeszcze ciepłym, zabawnie figlarnym spojrzeniem, zapytał.

- Co takiego ?

- Czuję się jak wyjęta z niszczarki.
 Powtórzyłam, pełnym zdaniem na co chłopak mimowolnie zaniósł się śmiechem, a ów śmiech w dziwny sposób wydał mi się...
...przyjemny.

 - Więc co powiesz na coś, co poskłada cię do kupy ?

 Zapytał, nieprzerwanie się uśmiechając, zaraźliwym uśmiechem, od którego nawet pomimo uciążliwego bólu głowy, kąciki moich warg delikatnie uniósł ku górze pierwszy od kilku dni, szczery uśmiech.
                                                           *      *      *

  - Dlaczego ?
 Zapytałam zmieszana, bowiem tylko to jedno słowo zdołało przejść mi przez usta po skróconym przebiegu wczorajszej nocy, jakiego udzielił mi Mulat.

 - Ponieważ... nie chciałem byś...
Zaczął, ale zamiast dokończyć wziął niewielkiego łyka aromatycznej kawy i zacisnąwszy wargi, począł z zainteresowaniem wypatrywać, czegoś za krystalicznie czystym szkłem, pokrywającej przeciwległą ścianę szyby.

 - No...dobrze,to może chociaż zdradzisz mi swoje imię ? Chciałabym wiedzieć, kto przyszedł mi z odsieczą.
 Zapytałam żartobliwie i ku mojej cichej uciesze te kilka słów przywróciło na jego wargi ten sam , zaraźliwie pogodny uśmiech.

  - Bruno.
Odparł po chwili, odwracając wzrok i zatapiając mnie w głębi czekolady, pod swoimi powiekami.
Niepostrzeżenie na moje ramiona wkradło się kilka przyjemnych dreszczy, a przez głowę przebiegła uwaga o atrakcyjności jaką mógł się pochwalić...
 STOP !
 Znałam jego imię od niespełna dwóch minut- to niedorzeczne...

 - Tja, wypadało by, zdradzić ci imię ofiary losu, którą uratowałeś, co ?
Zaśmiałam się cicho, a Mulat nie odrywając ode mnie wzroku jedynie wzruszył ramionami i bąknął.:

 - Nie obrażę się.

- Jestem Skylar.

 - Piękne imię dla pięknej dziewczyny. Miło mi.
Żachnął się brązowooki, a na moje policzki mimowolnie wystąpiły niewielkie rumieńce, które stłamsiłam pospiesznie, zbywając go pełnym powagi stwierdzeniem.

 - Jeśli próbujesz mnie poderwać, na te bzdurne komplemenciki to coś ci nie wychodzi.
 Bąknęłam, krzyżując ramiona na piersiach i wbijając weń rozbawione spojrzenie.

 - Nie, nie próbuję.
Zaprzeczył bez krępacji co tylko wzmogło skierowaną ku niemu ciekawość.
                                                            *      *      *
  - Jeszcze raz dzięki.
 Mruknęłam, gdy po długim spacerze dookoła miasta zatrzymaliśmy się w końcu przed drzwiami mojego domu. Po czym niewiele myśląc stanęłam z nim twarzą w twarz i nim zdążył choćby mrugnąć postąpiłam krok do przodu i jednym, szybkim muśnięciem pozostawiłam na jego policzku niewidzialny ślad swoich ust.

 - Przestań, cała przyjemność po mojej stronie.
Zbył mnie pospiesznie, a posyłając mi jeszcze jeden uśmiech przytrzymał na moment moje spojrzenie, po czym jakby nigdy nic pożegnał się krótko i ruszył ku powoli szarzejącej w późno-popołudniowym świetle alejce.

 Przekraczając próg mieszkania wnet zdałam sobie sprawę jak bardzo potrzebuję porządnego, orzeźwiającego prysznica, dlatego też zrzucając z ramion delikatny materiał czarnej,skórzanej kurtki ruszyłam pospiesznie ku uchylonym drzwiom przytulnej łazienki. By już piętnaście minut później odświeżona i pachnąca, ubrana w wygodne, jasne jeansy i białą bluzkę w czarne, poziome paski wycieńczona paść na łóżko i przytuliwszy policzek do chłodnego materiału poszewki udać się w podróż do krainy Morfeusza.
                                                             *      *      *
   Pojękując cicho, zrzuciłam z głowy koc, a pocierając wciąż jeszcze  zaspane oczy rzuciłam gniewne spojrzenie na dopominający się, o odrobinę uwagi telefon by, w końcu burcząc pod nosem nacisnąć zieloną słuchawkę i niedbając nawet, o przekonanie się co do tego kim jest naruszająca mój spokój osoba,niechętnie przystawić urządzenie do prawego ucha.

 - Tak,słucham ?
_____________________

   Przepraszam...
 Następny rozdział ukaże się...
Niestety dopiero w środę.
Kocham Was i proszę, o wybaczenie !!
 Ps. Jak myślicie, kto zadzwonił do Sky ??
Pozdrawiam ciepło !
<3

niedziela, 14 lutego 2016

8. Silent suffering...

 To nigdy nie było dobre rozwiązanie i w zasadzie doskonale, o tym wiedziałam.
Ta wiedza jednak nigdy w większym stopniu nie wpłynęła na moją decyzję, o zakończeniu ów nałogu, on po prostu był...

 - Jakie to ma teraz znaczenie ?!

Warknęłam nie siląc się nawet na odwrócenie się w jego kierunku.- Jaki jest sens we wracaniu do tego czego w żaden sposób nie zmienimy ?
Zapytałam choć w rzeczywistości odpowiedź na ów pytanie była ostatnim co w tej chwili chciałam uzyskać.

- A kto powiedział, o jakimkolwiek powrocie ?!
- Ty, zasugerowałeś... Z resztą...ta rozmowa niema większego sensu...

Skwitowałam chłodno, po czym skrywając twarz pod obszernym kapturem na powrót poczęłam niespiesznie kroczyć w głąb budzącego się do życia parku.

- Więc gdybym zaproponował ponowne spotkanie...
- Po co ?
Wychrypiałam chłodno, usilnie walcząc z zaciskającą się u dołu podbrzusza pętlą.
- Skylar...
Zaczął, a podłapując moje spojrzenie posłał mi pełen niewypowiedzianego bólu uśmiech, który już po chwili zmienił się w nieudolnie skrywany grymas.

Wzdychając głęboko jeszcze przez moment podtrzymywałam kontakt wzrokowy by, po chwili odwracając głowę i wsuwając w uszy słuchawki zatonąć w złotawej poświacie jaka roztaczała się teraz w milczących, parkowych zakamarkach..

- Do zobaczenia, Ashton...
Rzuciłam na odchodne, ruszając niespiesznym truchtem i posyłając za siebie jeszcze jedno, szybkie spojrzenie.
                                                  *      *      *
  Przerzucając na bok kaskadę niesfornych, hebanowych pasm wsunęłam stopę w zgrabne, czarne szpilki, a zarzucając na ramiona równie czarną ramoneskę chwyciłam jeszcze niewielką kopertówkę, pożyczoną ( po długich minutach błagania bo, jakżeby inaczej ! ) od Diany i zamykając za sobą czarne, masywne drzwi domu zakluczyłam mieszkanie ruszając ku podstawionej pod samą bramkę, idealnie żółtej niczym w tych wszystkich słynnych na całym świecie filmach, taksówce by, już po chwili wciskając wymęczonemu życiem staruszkowi w dłoń dwa banknoty  i racząc go uprzejmym pozdrowieniem zatrzasnąć za sobą drzwi podstarzałego Mercedesa.
 Podchodząc niespiesznie do dwójki obstawiających drzwi klubu ochroniarzy poczęłam się zastanawiać, czy odważny makijaż i czarna, kusa spódniczka pozwolą mi i tym razem uniknąć wylegitymowania, jednak wszystkie te ciche nadzieje na szybsze dostanie się do klimatycznego wnętrza rozpłynęły się już chwilę później gdy muskularne ciało jednego z nich zagrodziło mi przejście, a w nozdrza uderzył ostry zapach wody kolońskiej.

  - Dowód osobisty, poproszę młoda damo...
Wyburczał szatyn, bezwstydnie taksując mnie od stóp, aż po sam czubek głowy.
Jak na złość w miarę szperania w niewielkiej torebce, złośliwa, laminowana karta wymykała mi się spod palców, co dodatkowo wprawiało obu mężczyzn w niezaprzeczalnie lepszy humor. W końcu jednak ściskając niewielki skrawek laminatu w palcach i uśmiechając się złośliwie podałam jednemu z nich wspomniany wcześniej dowód.- Cóż...
Zaczął barczysty brunet spoglądając przez ramię, podejrzliwemu koledze.- Zdaje się, iż wszystko jest w porządku, a nam pozostaje życzyć panience udanej zabawy.
Skwitował pospiesznie, a zwracając mi drobiazg uśmiechnął się z lekkim zażenowaniem i ustąpił przejścia.

 - Dziękuję.
Odparłam pogodnie, a posyłając obu panom przesłodzony uśmieszek przemknęłam zgrabnie przez zamykające się z wolna drzwi.
...Pieprzone mądrale...

 Rozsiadając się wygodnie na wysokim hokerze tuż przed lśniącą ladą baru jednym, szybkim spojrzeniem omiotłam zaciemnione wnętrze, powoli zapełniającego się roześmianymi imprezowiczami klubu, a zaczepiwszy wysokiego blondwłosego barmana zamówiłam sobie jednego z tych słodkich, kolorowych drinków, którymi wbrew opiniom wielu imprezowiczów szło upić się najłatwiej...

- Hej, słońce...
Wymruczał niski, zmysłowy głos tuż koło mojego ucha, a już chwilę później moje zmysły podrażnił przyjemny zapach męskiego perfum.
Obróciwszy głowę w stronę, z której doszedł głos prześlizgnęłam się wzrokiem po gładkiej twarzy wpatrzonego we mnie niebieskookiego mężczyzny.- ...co taka piękna dziewczyna robi sama przy barze ?
Zadał jedno z klasycznych pytań, przez co moje oczy jak na zawołanie zatoczyły teatralne koło, a opuszki palców prawej dłoni kokieteryjnie zsunęły się po lśniącej nóżce zgrabnego kieliszka.

 - Szuka zapomnienia.
Odparłam zdawkowo, a spoglądając ukradkiem na rozmówcę dostrzegłam jak w jednej z morskich źrenic przemyka nikły, podejrzanie żarliwy blask.

 - W takim bądź razie może mógłbym jakoś jej pomóc ?
Zapytał z rozbawieniem, gestem dłoni przywołując i tak rozchwytywanego barmana.

- Możliwe...
Bąknęłam bez większego entuzjazmu, a widząc jak działa na niego moja obojętna postawa uśmiechnęłam się pod nosem.

- W takim razie, czy pozwolisz mi chociaż na usłyszenie twojego imienia ?
Ciągnął ani trochę nie zrażony moim beznamiętnym tonem, przez co kąciki moich ust nieznacznie podciągnął ku niebu, rozbawiony uśmieszek, który ku mojemu niezadowoleniu niebieskooki zauważył i odwzajemnił, puszczając w niepamięć moją idealną maskę obojętności.

- Skylar, ale mów po prostu Sky.
Odparłam, zaprzestając zabawy szklanym kieliszkiem i wyciągając ku niemu prawą dłoń, którą ten jak na dżentelmena przystało delikatnie ujął w swoje dłonie i musnął przelotnie.

- Miło mi cię poznać ' po prostu Sky ', jestem Alex...
Odparł pogodnym tonem, a gdy podłapał moje spojrzenie, uśmiechnął się szeroko odsłaniając tym samym rzędy śnieżnobiałych zębów,  ten uśmiech wnet uświadomił mi jak bardzo był podobny do znakomitego aktora jakim niegdyś był - Paul Walker.- Co powiesz jeśli zaproponuję ci taniec ?

- Z miłą chęcią...tylko...
Zaczęłam, lecz nim dokończyłam ugryzłam się w język, zdając sobie wnet sprawę jak dziwacznie mógł zabrzmieć ów komentarz. - Z miłą chęcią.
Powtórzyłam ciszej i zsuwając się z wysokiego siedziska pozwoliłam mężczyźnie wprowadzić się niemal na sam środek parkietu.
                                                    *      *      *
 W miarę wlewanych w siebie drinków i przetańczonych razem piosenek czułam, że w mojej głowie stopniowo narasta zagłuszający rzeczywistość szum, dostrzegałam również zmianę w zachowaniu Alex'a, jego ruchy stawały się śmielsze, a opuszki palców coraz częściej zapuszczały się gdzieś w okolice odkrytych części ud. Nie specjalnie mi to jednak przeszkadzało, choć głos w mojej głowie coraz głośniej dopominał się, o opamiętanie...
(...)
 - Mógłbyś mnie zmienić ?
Zagadnął Nate, a zauważając że nie zwracam na niego większej uwagi podszedł bliżej i podążając wzrokiem w miejsce gdzie utkwiłem go dobrą chwilę temu, uśmiechnął się szelmowsko i skinąwszy głową, zapytał.:

 - Znasz tą laskę ?
Zagaił, wskazując dyskretnie na kokieteryjnie uśmiechającą się brunetkę, w której już po pierwszym spojrzeniu rozpoznałem dziewczynę z parku.

 - Można tak powiedzieć.
Bąknąłem niewyraźnie, z trudem znosząc widok perfidnie przystawiającego się do niej blondyna.

Na pierwszy rzut oka widać było, że facet czeka tylko na moment by, zaproponować podpitej dziewczynie spacer w ustronne miejsce, gdzie mógłby, bez większych problemów zabawić się z nie w pełni świadomą laską.
 A ów świadomość w pewien niepojęty dla mnie sposób sprawiała, iż dosięgała mnie potrzeba przeszkodzenia mu w wykonywaniu, ów planu,
potrzeba wybawienia dziewczyny z opresji, w którą mogła popaść jeśli tylko by, mu na to pozwoliła.

  Zerkając na zegar z ulgą stwierdziłem, iż moja zmiana powoli dobiega końca, a dostrzegając iż wątpliwy towarzysz zostawia brunetkę na moment by, skorzystać z toalety pospiesznie obmyśliłem prosty w wykonaniu, a zarazem skuteczny plan...ratunkowy...

 - Nate ?
Mruknąłem do stojącego nieopodal przyjaciela, a rzucając mu pełne prośby spojrzenie, dodałem.: Zrób coś dla mnie.

 - To znaczy ?
- Kryj mnie.
 Odparłem pospiesznie, a nie siląc się na jakiekolwiek dalsze tłumaczenia ruszyłem w stronę niewielkiego zaplecza.

 - Stary, co ty robisz ?
Dopytywał przyjaciel, przypatrując się uważnie jak zabieram z wieszaka skórzaną kurtkę.
 - Po prostu...nie mogę patrzeć jak...
Zacząłem, a zdając sobie sprawę iż Nate nic nie wie, o moich przypadkowych spotkaniach z piękną nieznajomą jedynie machnąłem ręką.: Kiedyś ci wytłumaczę....
Skwitowałem pospiesznie, przedostając się na zaludnioną salę lokalu.
                                                              *      *      *
 - Zatańczysz ?
Wymruczałem zmysłowo, zachodząc ją od tyłu i delikatnie odgarniając jej z ramion niesforne czarne pasma. Zaskoczona dziewczyna odwróciła się zbyt gwałtownie, przez co straciwszy równowagę z uroczą niezdarnością wpadła wprost w moje ramiona. Minęło parę chwil zanim stanęła na własnych nogach, a gdy w końcu jej się to udało przyjrzała mi się uważnie, wyraźnie usiłując odgadnąć skąd może mnie kojarzyć.

- Tak, chętnie.
Odparła z wolna, a uśmiechnąwszy się szeroko pozwoliła bym wprowadził ją w powoli przerzedzającą się ludzką plamę, tańczących.
 Zgodnie z wcześniej obmyślonym planem przetańczyłem z nią kilka wolniejszych piosenek ze zdumieniem stwierdzając, że pomimo szumiącego jej w głowie alkoholu poruszała się niezmiennie, po prostu niesamowicie, po czym obejmując ją w talii umiejętnie poprowadziłem ku wyjściu  z klubu.

 Otwierając kluczami drzwi do mieszkania, pchnąłem je stopą uważając przy tym na łaszącą się do mnie dziewczynę, po czym nawet nie zawracając sobie głowy ściąganiem jej niebotycznie wysokich szpilek, poprowadziłem ją do salonu i najdelikatniej jak potrafiłem usadziłem jej drobne ciałko wśród dużych, ozdobnych poduszek.

 - Więc...zdradzisz mi chociaż swoje imię, czy...
Wymruczała, przesuwając opuszkami po moich kościach policzkowych, tym samym sprawiając iż moje powieki niemal wbrew mojej woli, opadły na moment rozkoszując się, ów nikłą pieszczotą.

 - To niema teraz znaczenia...
Wyszeptałem delikatnie popychając ją na mebel i zmuszając do położenia się na nim.

 - Do prawdy ?
Zachichotała uroczo, nieprzerwanie kokietując mnie swym nieziemsko seksownym spojrzeniem, które jednak zignorowałem, skupiając uwagę na ściąganiu z jej stóp czarnych, zamszowych szpilek.

 - Owszem.
Mruknąłem, posyłając jej ciepły uśmiech i niespiesznie ruszając ku otwartej kuchni w celu nalania dla niej szklanki wody mineralnej, którą chwilę później sam wypiłem.
 Z delikatnym, uśmiechem wpatrując się w spokojną twarzyczkę pogrążonej we śnie brunetki.

 - Kolorowych snów, księżniczko.
Szepnąłem niemal bezgłośnie, odstawiając szklankę do zlewu, przykrywając nastolatkę kocem i z narastającym uczuciem zmęczenia ruszając ku drzwiom
mojej sypialni.
_____________

 Wszystkiego, wszystkiego najlepszego z okazji Walentynek, Kochani !!
Dużo miłości i tego wszystkiego, czego życzy się w dzień Świętego Walentego !
<3
Jak Wam się podoba rozdział ?
Co sądzicie, o zachowaniu Bruna i...
jak Wam się podoba nowy styl zapisywania rozdziału ?
Ułatwia on czytanie ?

Pozdrawiam serdecznie !
Kocham Was i oczywiście zapraszam już za tydzień.:)
Ps. A Wy ?
      Macie swoją walentynkę ?
:*