wtorek, 26 stycznia 2016

7. Back to black...

...Wspomnienie...

  Zaciskając powieki syknęłam cicho gdy wąski pas w jednym, szybkim cięciu zaznaczył w krwawej linii, kolejny dowód nienawiści.

 - Jesteś nikim, rozumiesz ?!

 Warknął mężczyzna brutalnie przyciskając mnie  do swojego ciała.- Nie znaczysz nic, nigdy nie znaczyłaś bo, jesteś tylko małą szmatą, nic nie wartą dziwką, rozumiesz ?!

Krzyknął wściekle, unosząc dłoń z zamiarem obdarzenia mnie jeszcze jednym pasmem bólu, gdy zaciemnione pomieszczenie wypełniło radosne zawołanie matki. Niczym oparzony odskoczył w tył, a popychając mnie ku najdalszej ścianie pokoju, mruknął.: Lepiej, żebyś znalazła dobrą wymówkę, szmato.

 Dodał na odchodne, a spoglądając mi z pogardą w oczy zatrzasnął za sobą drzwi i uśmiechnąwszy się szeroko ruszył na spotkanie wymęczonej po całym dniu pracy żonie.
Zsunąwszy się po ścianie, usiadłam na podłodze, a zgiąwszy się w pół zaskamlałam cicho, gdy zarówno kręgosłup jak i żebra objęły stalowe ramiona przeszywającego bólu. Czułam jak po rozpalonym policzku spływają kolejne łzy, lecz nim zakończyły swą drogę w kąciku sinych od przygryzania drżącej wargi ust jednym, szybkim ruchem otarłam je dłonią, z całych sił próbując zapomnieć. Próbując raz jeszcze przekonać samą siebie do tak dobrze znanego mi kłamstwa, przekonać siebie że to nic takiego.
Że tak się zdarza,
że zasłużyłam...
                                                  *      *      *
  - Nie rób tego, Skylar...

Szepnął cicho i choć stał jedynie krok przede mną, ów słowa zdawały się dochodzić z oddali...- Nie zostawiaj mnie tu...
Kontynuował i choć usilnie z tym walczył słyszałam jak jego głos drży, rozdzierając moje serce na miliony drobinek, których już teraz nie próbowałam pozbierać.

 - Ashton ja...nie mogę, nie zostanę...- Zaczęłam, lecz nim ów słowa przemknęły przez zaciśnięte gardło spod ciężkich powiek wytoczyły się kolejne, palące łzy.- Wybacz...

 Dodałam bezgłośnie, a wyrywając palce spod delikatnego uścisku jego przyjemnie chłodnej dłoni odwróciłam się na pięcie i poprawiając ramiączko szarego plecaka zanurzyłam się w hebanowej toni milczącego miasta.
I choć wiedziałam, że tam stoi nie odwróciłam się w obawie przed tym co stanęłoby, przed moimi oczami. Ashton nie zasługiwał na ból jaki przysporzyłabym mu ja, a ja nie zasługiwałam na wszystko to czym on chciał mnie obdarzyć.
Musiałam więc zniknąć...
...raz na zawsze...

...Koniec wspomnienia...

  Otwierając szeroko oczy, desperacko wpuściłam do płuc spore pokłady chłodnego powietrza jakim wczesna pora spowiła, zatopiony w szarówce jutrzenki pokój, a mrugając parokrotnie pospiesznie odpędziłam od siebie zrozpaczone spojrzenie przenikliwych stalowo-szarych źrenic. Nie było już mowy, o zmrużeniu oka...
Nie kiedy niczym burza nad miastem spozierała na mnie z góry przestroga, o ponownym powrocie do tamtego dnia. Leżąc więc w bezruchu poczęłam nasłuchiwać, czy aby napewno niepostrzeżone wyjście z domu jest możliwe i gdy upewniłam się, iż Diana smacznie śpi w swoim łóżku jednym szybkim ruchem zrzuciłam z siebie kołdrę i stanęłam na równe nogi by, już chwilę później skrywając twarz pod ocieplonym kapturem ile sił w nogach pospiesznie przecinać uśpione zaułki, pogrążonego w ciszy Brooklynu.
                                                       *      *      *
  Czułam jak z każdym kolejnym krokiem moje płuca spowija nieznośny ogień bezdechu, wiedziałam, że czas się zatrzymać, ale nie chciałam się poddać. Nie teraz gdy nogi dzielnie niosły przez szafirową zieleń zroszonej rosą trawy, nie teraz gdy chłodny, rześki wiatr odpędzał ode mnie jeden  z tysiąca koszmarów, nie teraz gdy ból zastępowało przyspieszone bicie serca...
Nie teraz...
Biorąc głęboki wdech i napinając wszystkie mięśnie przyspieszyłam kroku, lecz nim pokonałam choćby kilometr ogarnięte palącym bólem ciało odmówiło posłuszeństwa, a ja niczym porzucone przez wiatr kolorowe pióro padłam na chłodny, miękki dywan trawy i nim zdążyłam je powstrzymać spod ciężkich powiek wypłynęły kolejne kryształowe łzy, a z gardła wyrwał się pełen przeraźliwej skargi krzyk.:

- Nigdy niczego nie widziałaś !
 Zapłakałam, a moje słowa porwał świszczący w koronach wiatr. - Nigdy cię nie było, myślałaś że odpycham pomoc bo, jestem silna, nie widziałaś jak bardzo cię potrzebowałam, zawsze liczył się tylko on !
Jęczałam, pozwalając by, kolejne spazmy chisterycznego płaczu wstrząsały rozpalonym ciałem.- Tyle razy chciałam ci powiedzieć...

Szeptałam, choć doskonale wiedziałam, że ona tego nie słyszy...
Bo, skoro nie słyszała, gdy krzyczałam zza jej pleców,
nie usłyszy i teraz gdy bezsilnie szepczę, gdzieś z pokaźnej dzielnicy Nowego Jorku...

Mijały kolejne minuty podczas których szczypiący chłod dawał się we znaki, kolejne godziny które przyszło mi spędzić na czekaniu,
czekaniu na choćby nikłe wybawienie.
Wybawienie, które dla mnie nie miało nadejść...
...Nigdy...

 Poczułam jak czyjeś palce zaciskają się mocno na moich skostniałych ramionach,  a w następnej chwili ciszę niebytu przerwał delikatny, pełen przerażenia głos.

- Obudź się...
Szeptał raz za razem, a jego ramiona co rusz potrząsały mną bezradnie. Rozchyliwszy powieki, zamrugałam szybko bo, oto wpatrywałam się w jedyną w swoim rodzaju stal. Tak szybko jak je otworzyłam ponownie zacisnęłam chcąc wierzyć że przy ponownym ich rozchyleniu ujrzę niedbale zasłoniętą szybę obszernego okna w swoim pokoju.

 Jaki więc nieprzyjemny okazał się być moment, w którym po ponownym uniesieniu powiek moje oczy zatonęły w przenikliwej, stalowej otchłani, dużych, przerażonych źrenic.
Wnet uderzyło mnie także wspomnienie chłopaka ze snu.
Był identyczny...
Nim jednak pozwoliłam, ów myśli zagościć w mojej głowie, gęstą ciszę przerwał ten sam troskliwy głos.

-  Wszystko w porządku ?
Zapytał poruszony, a wyrywając mnie gwałtownie z fali niezrozumiałych obrazów i sytuacji począł dokładnie analizować każdy  centymetr mojej twarzy by, finalnie siadając obok mnie na złoconej rosą trawie ukryć twarz w drżących ramionach.
Przełykając głośno otarłam twarz dłonią i odważyłam się raz jeszcze zerknąć na skuloną u mojego boku postać bruneta.
Ten jak gdyby czując na sobie ciężar mojego spojrzenia zwrócił ku mnie twarz, nasze spojrzenia się spotkały, a moje serce tak jak przed laty pękło na miliony przesiąkniętych bólem drobinek...

 Zaciskając usta wzięłam głęboki oddech i ignorując ogień w mięśniach narastający z każdym kolejnym ruchem puściłam się biegiem przez zacienioną, parkową alejkę, nim jednak zdążyłam przed nim uciec przez falę chaotycznych myśli przedarł się raz jeszcze jego głos.:

-  Uciekając przed przeszłością nie zdołasz sprawić, że przestanie ona
istnieć, Skylar...
Wycharczał gardłowo i choć usilnie z tym walczyłam, wiedziałam że tym razem nie dane mi będzie tak po prostu odejść...

5 komentarzy:

  1. Czytalam 3 razy ten odcinek i wiesz co ci powiem? Jest swietny.
    Tak cos myslalam ze Skylar tata nie byl dla niej zbyt dobry, a nawet ja wykorzystywal :( No niestety musi byc zle zeby w koncu moglo byc dobrze, wiec nie pozostaje mi nic innego jak wyczekwanie tych dobrych dni ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się z Paulą powyżej ojciec Skylar musiał wyrządzić mnóstwo bólu i krzywdy i pewnie biednej było się trudno z tym pogodzić. Ciekawi mnie jeszcze nowa postać, Ashton. Oj dzieje, się dzieje. Już nie mogę się doczekać następnego i Pozdrawiam :*
    Ps, Dziękuje kochana za powiadomienie na fb ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam słów, by skomentować ten odcinek. Wiem, że się powtarzam, ale uwielbiam sposób, jak opisujesz emocje.
    Bardzo współczuję Skylar i domyślałam się, że z jej ojcem było coś nie tak. Natomiast ciekawi mnie ten cały Ashton. Oby akcja się rozwinęła i trzymam kciuki za Sky <3 A jutro zapraszam do mnie ;*

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana już jestem...postaram się być na bieżąco ale czasem ciężko.
    Czy muszę powtarzać moje zdanie? No dobra zrobię to jest MEGA!!!! czekam na ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń
  5. Ojejku, przepraszam cię, że dopiero dzisiaj wpadłam, ale nie miałam dostępu do internetu :/
    Cały ten odcinek czytałam w totalnym szoku naprawdę no i chyba równie jak Zuzi brukuje mi słów do skomentowania tego zaskakującego odcinka <3 Dowiadujemy się tu, że Sky nie miała łatwego życia, jak i teraz nie ma. Biedulka :/ Ja osobiście bardzo cię podziwiam, za wykreowanie tak realistycznej historii. Masz mózg kochana XD
    A no i mnie (chyba jak wszystkich tu zebranych) również ciekawi Ashton, a tak swoją drogą to ładne imię :D
    No to ja czekam na kolejny <3 Dużo weny! :*
    Ps. Może w weekend już wrócę z odcinkiem specjalnym na swojego bloga :D

    OdpowiedzUsuń