niedziela, 10 stycznia 2016

6. For both of us...

  Zanim zaczniecie czytać, pragnę bardzo serdecznie powitać nową obserwatorkę !
Miło znów Cię gościć Zuza.^^
                                                         ___________________________

   Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, lecz najlepszych towarzyszy odnajdujemy w milczeniu...

 - Przyglądałaś się kiedyś gwiazdom ?
Zagadnął brązowooki na moment odwracając wzrok i zatapiając się w bezkresnym granacie nocnego nieba, na dźwięk jego głosu na moje ramiona gwałtownie wdarł się gorący, przyjemny dreszcz, a ciężkie od łez powieki opadły...- To pewnie zabrzmi dziwnie, ale...czasami kiedy tak siedzę zastanawiam się ile te perełki kryją w sobie bólu...
Szepnął jakby do siebie, ponownie posyłając mi krótkie, głębokie spojrzenie. Tak jakby chwytając mój wzrok na moment czytał zeń jak uczony z otwartej księgi.

 - Bólu ?
Zacharczałam nieśmiało, próbując stłamsić w sobie kolejne spazmy cichego łkania, jakie dotychczas trawiły z wolna rozedrgane ciało i zatapiając spojrzenie w tajemniczym cieniu jaki teraz niczym kurtyna skrywał rysy zadumanej twarzy chłopaka.

 - Tak bo, widzisz...- zaczął, a chichocząc z cicha, dodał.-...kiedyś ktoś powiedział mi, że to gwiazdy zatrzymują w sobie wszelki ból i troski, jakie ludzie doń kierują chociażby się weń wpatrując tak jak my teraz...
 Urwał gwałtownie, a rzucając mu szybkie spojrzenie dostrzegłam jak intensywnie wpatrują się we mnie jego piękne, czekoladowe źrenice.

 - Jeśli tak ta, która słucha moich zażaleń jest najjaśniejsza wśród całego gwiazdozbioru.
Zadrwiłam lekko, choć w tym samym czasie poczęłam także baczniej studiować rozległą głębię nieboskłonu.

 - W takim razie twoją gwiazdą zdecydowanie jest ta po prawej.
Zauważył mój towarzysz, a idąc wzrokiem w kierunku, o którym wspomniał ujrzałam niewielki, jaśniejący  gdzieś w samotności punkt.
...Moją gwiazdę...

 - A co z twoją spowiedniczką ?
Zapytałam szeptem i choć nie patrzyłam ku niemu czułam na policzku jego ciepły, jednocześnie tak
...odległy wzrok.
 Tak jakby będąc ze mną tutaj, w rzeczywistości znajdował się gdzieś w miejscu oddalonym stąd, o miliony, miliardy kilometrów.
Ciszę wieczoru na chwilę przerwał jego dźwięczny, przytłumiony śmiech, a już w następnym momencie mój słuch przyjemnie podrażnił zachrypnięty, męski głos.:

 - Moja...pewnie jest gdzieś tam i z trudem podtrzymuje ciężar moich trosk.
Odparł, pół żartem-pół serio, lecz patrząc dłużej na jego twarz z łatwością mogłam odczytać, iż do śmiechu było mu tak blisko jak i mnie...
 Pomiędzy nas na nowo wdarła się cisza, którą wykorzystałam by, minimalnie zmniejszyć dzielącą nasze ciała odległość, gwałtownie zalało mnie pragnienie by, przejąć od niego choćby część targających nim smutków, chociaż raz móc ujrzeć jak jego zaciśnięte wargi układają się w uśmiech, jednak tak szybko jak ów myśl nawiedziła moją głowę, tak też szybko ją stamtąd wygnałam. Karcąc siebie za niedorzeczność własnych zachcianek.
Przecież nawet nie znałam jego imienia...
                                                  *      *      *
 Niewiele myśląc, nieodrywając wzroku od poczerniałego nieba, nieśmiało wyciągnęłam dłoń ku spoczywającej na gitarze ręce brązowookiego, jednak zauważając na sobie jego wzrok pospiesznie ją cofnęłam i speszona niczym dzieciak przyłapany na gorącym uczynku odwróciłam spojrzenie, skupiając całą uwagę na cyrkoniowym gwiazdozbiorze.
Ponownie tonąc w odmętach przytłaczających, bolesnych wspomnień, wzdrygnęłam się zaskoczona gdy czyjaś ciepła dłoń, subtelnie pokryła moje zziębnięte paliczki.Przełykając ciężko poczułam jak po moich
policzkach spływają kolejne, kryształowe łzy, a zaciskając powieki uśmiechnęłam się niepewnie, gdy ta sama ciepła dłoń, która wcześniej potarła moją zacisnęła się w delikatnym, pełnym otuchy uścisku.

 - Czasami zastanawiam się...
Zaczęłam, czując jak na usta ciśnie mi się kolejny wachlarz ciążących mi na sercu zażaleń, z którymi nigdy, z nikim nie miałam szans, ani zamiaru się podzielić.
Jednak on...
Z nim było jakoś inaczej...
Będąc obok i patrząc w jego oczy, tak samo przygaszone jak moje czułam, że choć się nie znamy, on rozumie i w jakiś niewytłumaczalny sposób to sprawiało, iż u jego boku czułam się spokojna,
 może nawet...bezpieczna...
A co najważniejsze nie czułam się samotna.-...zastanawiam się co by, było gdybym kiedyś...wybrała inną drogę.
Wyrzuciłam z siebie na jednym wdechu, a zdając sobie sprawę z wypowiedzianych właśnie słów, z pokorą skryłam twarz głębiej pod jasnym kapturem.

- Też czasami nad tym myślę, tylko...jaki to w zasadzie ma sens ?
Bąknął, znów bardziej do siebie niż do mnie, uśmiechnąwszy się pod nosem subtelnie odwzajemniłam jego uścisk.

 - Dlaczego wszystko w życiu musi mieć sens ?
Żachnęłam się, na co jego brwi na moment ściągnęły się w dwa idealnie proste łuki.

 - Nie musi i niema.
Odparł zdawkowo, a posyłając mi ukradkowe spojrzenie, dodał.: Na przykład miłość, ona niema żadnego sensu, a jednak jest...
Szepnął, co mimowolnie przywołało na moje wargi delikatny uśmiech.

 - Niby tak...
Bąknęłam, a w następnej chwili oboje pławiliśmy się w upojnej chwili ogarniającej nas ciszy, którą finalnie przerwały tak jak poprzednio subtelne, nieśmiałe dźwięki gitary. Rzuciwszy mu jeszcze jedno spojrzenie ponownie uśmiechnęłam się niepewnie i ocierając wierzchem dłoni łzy osiadłe w kącikach oczu oparłam się wygodniej ( na tyle na ile było to możliwe ) na chłodnym, niedawno malowanym drewnie ciemnej, parkowej ławki.
(...)
 Mijały sekundy, minuty i może nawet godziny, a moje palce nieprzerwanie pieściły napięte, srebrzące się dumnie w ulotnej poświacie księżyca struny, lecz ilekroć pragnąłem wydobyć z gardła choćby najcichszy dźwięk, głos jakby zamierał, ginął gdzieś w krtani...
Tak jakby poświata ideału jaką roztaczała wokół siebie piękna nieznajoma w swoim świetle kryła wszystko inne co tak, czy inaczej przy niej zdawało się być jakby wyblakłe...

Z przyjemnego stanu błogiego bezruchu wnet wyrwało mnie silne, chłodne powietrze które teraz niestrudzenie poczęło hulać pod czarną wiatrówką, którą w pośpiechu narzuciłem na siebie,
wychodząc z klubu. Wypuszczając z płuc kolejny obłok pary przerzuciłem instrument ponownie na plecy, a podnosząc się na równe nogi zmierzyłem pytającym spojrzeniem skuloną na wychłodzonym siedzisku postać brunetki. Ta jakby rozumiejąc moje nieme zaproszenie pospiesznie się pozbierała i już po chwili ramię w ramię, opleceni mówiącym więcej niż tysiąc słów milczeniem kroczyliśmy niespiesznie po zalanych granatem alejkach drzemiącego parku.
(...)
 Zaciągając się głęboko rześkim, nocnym powietrzem przywołałam na wargi delikatny uśmiech. W pewien niezrozumiały dla mnie sposób jego obecność mnie uspakajała, koiła. Nie potrzebowałam rozmowy, ani dotyku, a wystarczająco wiele otuchy dawały mi krótkie spojrzenia w jego zagadkowe, czekoladowe źrenice.

Zakochanie ?
Nie, zdecydowanie nie wchodziło ono w grę.
Nim się spostrzegłam znaleźliśmy się niedaleko mojego domu, dlatego też szczędząc jakichkolwiek, zbędnych słów delikatnie pociągnęłam chłopaka za sobą by, już chwilę później wpatrując się w ciszy w głębię doskonałą, szeptać to jedno, jedyne słowo jakie zdołało przebrnąć przez zaciśnięte gardło.:

 - Dziękuję...
Mruknęłam, wnet przypominając sobie iż nie mam nawet pojęcia jak się do niego zwrócić.

- Nie muszisz znać mojego imienia....
Szepnął, jakby czytając mi w myślach, a na jego ustach po raz pierwszy tego wieczoru zamajaczył figlarny uśmieszek.

- Ale...
Zaprotestowałam, jednak nim zdobyłam się na jakikolwiek argument ten posłal mi ostatnie spojrzenie, po czym odwróciwszy się na pięcie jakby nigdy nic począł zanurzać się w głąb uśpionej uliczki.- Czekaj !
Wychrypałam, jakby obcym dla siebie głosem na co Mulat odwróciwszy się raz jeszcze i zmierzywszy mnie badawczym spojrzeniem, dodał.:

- Do zobaczenia, księżniczko...
Po czym tak jak uprzednio rozpłynął się w cieniu panującym nad Brooklynem...

 - Do zobaczenia...
Wymamrotałam do siebie, czując wnet jak moje wnętrze na moment ogarnia przyjemne,
mrowiące ciepło...
___________________

 Dobry wieczór !!!
 Oto za nami kolejny rozdział, kolejne spotkanie naszych bohaterów.
Co prawda nie jest on zbyt długi, ale mimo wszystko mam nadzieję, że Wam przypadł do gustu...
Piszcie proszę co sądzicie i jak Wam mija druga niedziela nowego roku.:)
Na następny rozdział oczywiście zapraszam już za tydzień !
<3


5 komentarzy:

  1. Ach... Ten odcinek jest fenomenalny. Czytajac twoje opowiadanie widze jak duzo musze sie jeszcze nauczyc. Uwielbiam to w jaki sposob wszystko opisujesz. Naprawde masz talent. Nie zastanawialas sie moze nad wydaniem ksiazki? Ja na twoim miejscu juz dawno bym o tym rozmyslala.
    Co do tego co sie wydarzylo w tym odcinku musze powiedziec, ze mnie pozytywnie zaskoczylas. Ta cala rozmowa o giazdach -cudo. Z reszta co ja mowie, wszystko tu bylo cudowne. Smuci mnie jednak fakt, ze odcinek byl taki krotki :( Jednak licze na to iz kolejne beda dluzsze :)
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  2. O jejku ...... kocham ♥
    To było...... tak piękne, że nie wiem, co mam napisać. Po prostu kocham, kocham, kochammmm ♥ ich dwójka, gitara, noc, gwiazdy ♥♥♥ ohhhhh coś czuję, że bruno napisze Just the way you are ♥ no i to "do zobaczenia księżniczko" - takie słodkie .....
    Czekammmmmm ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Ooo, a mi miło znowu móc czytac tak wspaniały blog <3
    Ojej, ten odcinek jest wspaniały! Nie pozbawiony emocji i uczuć, melancholijny i spokojny, wprost idealny! Z niecierpliwoscią czekam na więcej i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny jest ten odcinek. To jak opisujesz sceny,emocje i uczucia to po prostu mistrzostwo świata. Tak spokojnie i bardzo chętnie czyta się twoje opowiadanie, że nie sposób się od niego oderwać. Ta magia, te opisy gwiazd, dźwięk gitary i targające nimi tajemnicze emocje to jest genialne. Na końcu jeszcze to *do zobaczenia księżniczko*. Jakie to słodkie, aż już nie mogę się doczekać następnego.
    Pozdrawiam 😍❤

    OdpowiedzUsuń
  5. Usunely sie dwa odcinki :( Szkoda, bo nie zdazylam przeczytac najnowszego wpisu :(

    OdpowiedzUsuń