poniedziałek, 4 stycznia 2016

5. Endless nightmare...

                    Uwaga !
Notka pod rozdziałem tylko dla zainteresowanych.
                                       __________________________________________
 
  Życie to  niejako sztuka...
Sztuka wyboru, przetrwania, cierpienia...
Idąc więc, ów tropem możemy stwierdzić iż człowiek jest weń artystą zakreślającym na swym płótnie własne, niepowtarzalne wzory.
Jedni w barwach jasnych i radosnych, inni zaś w stonowanej nostalgii czerni i szarości.
Ja natomiast zawsze jestem gdzieś po środku...

- Oboje wiemy jak wyglądały twoje początki, Słońce i musisz przyznać, że gdyby nie ja nie przetrwałabyś tutaj nawet miesiąca.
Zaczął kąśliwie nie pozwalając mi nawet na odwrócenie wzroku.

- Minął rok Jason, wyprowadziłam się od ciebie, żyję na własną rękę i dobrze wiesz, że nie robisz mi żadnej łaski zatrudniając mnie tutaj.
Wysyczałam chłodno, ze zdenerwowaniem wbijając paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Nienawidziłam gdy do tego wracał, a on poruszał, ów temat zawsze gdy tylko nadażyła się ku temu okazja. Tym sposobem pokazując mi jak bardzo swego czasu byłam od niego zależna i słaba.

- Niby nie, ale...widzisz Skylar, w dzisiejszych czasach nic nie jest za darmo i nawet dobroć ma swoją cenę.
Wymruczał, rozsiadając się wygodnie w swoim skórzanym fotelu i złączając opuszki palców.

- Do rzeczy.
Westchnęłam przewracając oczami i dając upust narastającemu zniecierpliwieniu.

- Posłuchaj, nie chcę od ciebie pieniędzy. Chcę byś mi się odpłaciła w sposób...hmm...emocjonalny.
Słysząc ostatnie słowo moim ciałem gwałtownie wstrząsnął nieznośny dreszcz, a brwi nieufnie ściągnęły się w dwa proste łuki.- Nie musimy pozostać na stopie pracownika i pracodawcy, Skylar.Mogę ci dać wiele więcej.
Wycharczał, zmysłowo zniżając głos i delikatnie muskając opuszką moich drżących palców.

- Chyba nie wiesz, o czym mówisz.
Warknęłam oszołomiona, ciężko przełykając ślinę i mrugając pospiesznie.

- Doskonale wiem, o czym mówię Grey i do prawdy dziwi mnie twoje zaskoczenie.
Wyrywając dłoń spod uścisku bruneta na przemian otwierałam i zaciskałam usta niezdolna do wyartykułowania jakiegokolwiek dźwięku podczas gdy McKhan coraz szerzej się uśmiechając kontynuował swe subtelne tortury...- Czyżbyś już zapomniała jak wieczorami przychodziłaś do mnie ze łzami w oczach, po kolejnych koszmarach ? A może już nie pamiętasz jak długimi godzinami przesiadywałaś w moich ramionach, wypłakując wszystkie te krzywdy, które twój kochany tatuś ci wyrządził ?

Z każdym kolejnym słowem moje oczy coraz silniej zachodziły łzami, a zaleczony ból coraz zuchwalej wdzierał się w każdą z pozornie zabliźnionych ran na przesiąkniętym bólem ciele.- Jeśli tylko chcesz możesz do niego wrócić, droga wolna...

- Przestań !
Jęknęłam w końcu, kryjąc piekącą od łez twarz w rozedrganych dłoniach i z całych sił stawiając czoła mrocznej toni wspomnień, która teraz z nieokiełznaną brutalnością poczęła zalewać każdą z rozbieganych myśli.

- Widzę, że jednak da się z tobą dogadać...
Burknął, układając wargi w triumfalnym uśmiechu i przewiercając moją postać nieznośnie dociekliwym spojrzeniem.

- Nie wrócę.
Syknęłam z trudem przełykając narastającą w gardle gulę i biorąc kolejno, kilka głębokich, orzeźwiających wdechów.

- Na twoim miejscu,  dobrze bym się nad tym zastanowił.
Dodał, a schyliwszy się nieznacznie z jednej z wielu szuflad wydobył niewielką, białą kopertę, którą następnie wymownie przesunął w moją stronę. Rzucając mu kilka niepewnych spojrzeń niespiesznie ujęłam w dłonie plik śliskich zdjęć.

- S-skąd to masz ?
Wyjąkałam,  z przerażeniem oglądając ukazujące mnie w odważnym, wyzywającym negliżu fotografie.

- Tak się składa, że po prostu je mam. Lubię je, jesteś tam taka- przerwał na moment by, biorąc  głęboki wdech podkreślić swoją egzaltację faktem posiadania czegoś co jest dla mnie tak wstydliwe.-...seksowna i zdecydowanie zbyt odważna jak na swój młodziutki wiek. Jak sądzisz...twoi rodzice, którzy są przecież dobrze postawionymi personami w medycynie byliby, zadowoleni jeśli opinii publicznej okazałoby, się coś tak niepoprawnego, co dotyczy ich córeczki, która przecież od paru lat studiuje na jednym z lepszych uniwersytetów medycznych ?
Zapytał retorycznie, doskonale wiedząc jak bardzo, ów kłamstwa, a raczej ich ujawnienie mogłyby zniszczyć reputację nie tylko moją, lecz całej rodziny Grey'ów. Wciąż niezdolna do jakiejkolwiek reakcji zaprzeczyłam jedynie niemrawym skinieniem głowy, przez co zasnute cieniem wieczorowej pory pomieszczenie wypełnił ściskający mi żołądek śmiech mężczyzny.

- Tak też sądziłem...
Mruknął, z zadowoleniem patrząc jak każda kolejna wzmianka, o rodzicach sprawia, iż zapadam się w sobie.- To jak ? Pozwolisz sobie pomóc, czy przez własną głupotę pogrążysz i siebie i rodziców ? Decyzja należy do ciebie, Sky...
Kontynuował, coraz odważniej ściskając moje skostniałe paliczki i niespiesznie badając szczupłe nadgarstki.

- Nie możesz zmusić mnie bym coś do ciebie poczuła, Jason. A już na pewno nie masz prawa mieszać w nasze sprawy mojej rodziny.
Wycharczałam lodowato, spoglądając nań spod byka i ponownie wbijając paznokcie w obolałe już wnętrze dłoni. Nastała cisza, a w powietrzu niczym burza zawisły moje chłodne słowa. Wnet drzwi stanęły otworem, a w nikłym świetle dostrzegłam zarys smukłej sylwetki, młodej szatynki.

- Skylar, tu jesteś...
Zaczęła, a ja rozumiejąc wnet, o co chodzi momentalnie wykorzystałam nadarzającą się okazję. Zsuwając się pospiesznie z wypolerowanego blatu jak wystrzelona z procy ruszyłam ku drzwiom, lecz nim doń dobrnęłam niczym sidła zatrzymały mnie ostatnie, złowrogie słowa.:

- Jeszcze się z tobą rozliczę, Grey...Wszystko w swoim czasie.
(...)

 - To niemożliwe...
Jęknąłem zrezygnowany, ściskając w dłoni zapisany drobnym drukiem świstek papieru- odmowę przyznania mi kontraktu przez jedną z kilku wytwórni do jakich przesłałem niedawno kilka swoich utworów.

 - Stary, to tylko jedna z wielu...To jeszcze nie koniec świata.
Odparł Nate, przyjaźnie poklepując mnie po ramieniu, co jednak wcale nie poprawiło mojego samopoczucia.

- Łatwo ci mówić.
Burknąłem, zbyt ostro, po czym odpychając, ów pocieszenie wróciłem do przerwanej wcześniej czynności.

- Patrz co robisz, debilu !
Rozbrzmiał niezadowolony głos, gdzieś sprzed kontuaru, a podnosząc wzrok dostrzegłem jak niewysoka, młoda brunetka otrzepuje się z odłamków potłuczonego szkła, którego zawartość powoli wsiąka w idealnie czarny zamsz jej delikatnych koturnów.

- Mhhm...Pani wybaczy, ale to nie ja wylałem na panią trunek.
Sapnąłem, poirytowany jej wyniosłym sposobem bycia, a wyciągając ku niej kilka pachnących chusteczek, zająłem się niewielką, czerwoną plamą na dotychczas wypolerowanej podłodze klubu.

- Hernandez...pozwól na słowo.
Na dźwięk znajomego, chłodnego tonu szefa gwałtownie się wyprostowałem, a upewniając się, iż podłoga nie jest klejąca zwróciłem się uprzejmie do młodej kobiety, która teraz bacznie mnie obserwując, sączyła kolejną porcję krwistego napoju.

- Jeszcze raz ogromnie przepraszam, oczywiście tego napoju lokal nie doliczy do rachunku.
Wycedziłem przez zęby z trudem siląc się na uprzejmość, a schylając głowę ruszyłem ku drzwiom prowadzącym do biura szefostwa.
                                                  *     *     *
 - Grabisz sobie, Peter...
Zaczął mężczyzna, gdy tylko zamknąłem za sobą masywne, dźwiękoszczelne drzwi.- Najpierw bez słowa opuszczasz klub w godzinach pracy, nie racząc choćby podać sensownego powodu ku temu, a teraz nienależycie odnosisz się do klientki, której przez własną nieuwagę wylewasz drinka na ubranie. Co się z tobą, do cholery dzieje ?!
Fuknął rozsierdzony, a moje oczy automatycznie zawędrowały do czubków wypolerowanych butów.

 - Umm...ja...
Zacząłem niemrawo, choć doskonale wiedziałem, że mężczyzna za nic ma moje mizerne tłumaczenia.

 - Nie będę tego tolerował, Hernandez. Co więcej chcę byś wiedział, że od teraz jesteś pierwszy na czarnej liście i jeśli usłyszę, o jeszcze jednym tego typu zdarzeniu będziesz mógł zapomnieć, o tej posadzie. Zrozumiano ?
Zapytał ostro na co jedynie twierdząco skinąłem głową.- Pytam, czy zrozumiano ?
Powtórzył rozdrażniony na co unosząc wzrok, mruknąłem niedbale.:

- Tak, szefie. Zrozumiano.

- Dobrze, a teraz wyjdź.
Przyjmując z ulgą zakończenie haniebnej reprymendy, raz jeszcze kiwnąłem głową, przeprosiłem cicho i nie podnosząc wzroku, opuściłem pomieszczenie.Przywołując na twarz nieszczery uśmiech oraz zmuszając do fałszywej, surowo nakazanej uprzejmości. W myślach tylko odliczając godziny do momentu, w którym będę upoważniony do bezkarnego opuszczenia tego cholernego kołchozu.

 Dla jasności, nigdy nie miałem nic do swojej pracy, lubiłem ją. Dobijał mnie tylko przymus bycia fałszywie zadowolonym, nawet wtedy gdy walił się cały świat, a nostalgia była wręcz wskazana...przecież to nieludzkie.
(...)
 Wzdychając cicho dopięłam pasek przy dopasowanych jeansach i narzucając na ramiona jasną bluzę, zasznurowałam wygodne, rozchodzone tenisówki. By, już po chwili kryjąc twarz pod obszernym kapturem niespiesznie kroczyć ku wąskiej ścieżce prowadzącej przez park do domu. Zewsząd otaczało mnie tylko chłodne milczenie późnej pory, dlatego też moje myśli momentalnie uciekły do słów McKhana i nim zdążyłam je zahamować, kryształowe łzy poczęły z wolna znaczyć ścieżkę na rozgrzanym, purpurowym policzku. Oto dopasowana jak ulał maska opadła obnażając całą mnie, tą słabą, tęskniącą do nowego, lepszego życia dziewczynę, która każdej nocy budzi się z kroplami zimnego potu na skroniach i stłumionym krzykiem na rozedrganych wargach. Rozpaczliwie uciekając od zalewającego moje wnętrze bólu, poczęłam niemal na oślep, w zawrotnym tempie przedzierać się przez zasnute cieniem uliczki by, po chwili bez tchu opaść na chłodną powierzchnię pierwszej z brzegu, parkowej ławki i skrywając twarz w dłoniach utonąć w nostalgii kolejnego upokorzenia.
(...)
 Przysiadając na jednym z końców nieprzyjemnie chłodnej ławki objąłem ramionami kształtne pudło rezonansowe gitary i musnąłem palcami parę pierwszych strun, zatapiając się tym samym we własnych przemyśleniach. Posłałem w czerń wieczoru kilka nieśmiałych dźwięków, po chwili dołączając doń także śpiew. Wnet opustoszałą, milczącą okolicę przeszył delikatny chrzęst kroków na żwirowej dróżce, a odwróciwszy wzrok w kierunku, z którego dochodził ujrzałem wpatrzone we mnie bursztynowe ślepia.
...Wróciła...
____________

 Dzień dobry kochani !
 Jak zwykle ogromnie przepraszam za spóźnienie, ale wena naszła mnie dopiero wieczorem i udało mi się skończyć rozdział dopiero dzisiaj...
Aczkolwiek przyznam nieskromnie, że uznaję go za kawałek dobrej roboty, jest taki jaki być powinien. Jednak ocenę jak zawsze pozostawiam Wam.<3
Pod poprzednim rozdziałem Paula zapytała skąd pomysł na imię głównej bohaterki, toteż teraz pozwolę sobie pokrótce objaśnić. Jakiś czas temu czytałam opowiadanie, w którym główna bohaterka miała na imię Skyler, imię od razu przypadło mi do gustu, ale postanowiłam sprawić by, stało się bardziej oryginalne, poprzez zmianę ,,e" na ,,a" i tak oto jest imię Skylar. :)
Kolejną sprawą z jaką się do Was zwracam jest informowanie mnie, o nowych notkach na Waszych blogach do czego oczywiście zachęcam w zakładce : Wasze blogi.
I finalnie pragnę Wam gorąco podziękować za te ponad 1000 wyświetleń- jesteście najlepsi !
Przy okazji, jak minęły Wam święta i sylwester ?
Pochwalcie się w komentarzach i oczywiście wracajcie w niedzielę !
<3

4 komentarze:

  1. Jestem pod wrażeniem, odcinek jest boski. Skylar i Bruno nie mają łatwo i widać, że to nieszczęście ich łączy i wpadają na siebie co jakiś czas. To jest takie tajemnicze, ale zarazem przyciągające i jak tu nie czytać tego świetnego opowiadania? To po prostu niemożliwe. Co do imienia głównej bohaterki to jest naprawdę oryginalne i bardzo mi się podoba. Czekam na next.
    Pozdrawiam :* ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem ci, że ciesze się iż potafisz docenic to jaki kawal dobrej roboty odwalilas. Moim zdaniem odcinek jest fanatstyczny. Koncówka bardzo zacheca do przeczytania kolejnego odcinka. Szkoda tylko, ze pojawi sie on w niedziele.
    Ooo... Jak milo ze odpowiedzialas ba moje pytanie w notce :) Przed przybyciem na tego bloga nie spotkalam sie nawet z imieniem Skyler, wiec imie dla mnie od poczatku bylo zaskakujace i wyjatkowe :)
    Swieta minely mi bardzo rodzinnie. A sylwester choc mial byc inny tez byl okej. A jak ten czas wygladal u ciebie?

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowny <3 Co ten Mckhan sobie myśli?!? No ja nie wiem, jak można być taką świnią. Współczuję Sky i Brunowi. Oboje mają tak wiele kłopotów, a nieszczęście nie chce opuszczać ich na krok. Ale ta końcówka jest słodka <3 Mam nadzieję, że razem proradzą sobie z problemami i będą szczęśliwi. Trzymam za nich kciuki <3
    Czekam na kolejny i serdecznie pozdrawiam :*
    A no i zapraszam cię do siebie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. A powiedziałam sobie, że nie zacznę nowego bloga...
    Jednak musiałam wpaść i zobaczyć, jak się miewasz i kompletnie powaliłaś mnie na kolana! Co za pomysł, co za akcja! Jestem mega ciekawa, co dalej się potoczy. Gdy przeczytałam pierwszy odcinek, czy prolog, podejrzewałam, iż ich pierwsze spotkanie odbędzie się właśnie w klubie. A tu patrz, niespodzianka!
    Czekam na więcej i wpadaj do mnie :)

    OdpowiedzUsuń