wtorek, 26 stycznia 2016

7. Back to black...

...Wspomnienie...

  Zaciskając powieki syknęłam cicho gdy wąski pas w jednym, szybkim cięciu zaznaczył w krwawej linii, kolejny dowód nienawiści.

 - Jesteś nikim, rozumiesz ?!

 Warknął mężczyzna brutalnie przyciskając mnie  do swojego ciała.- Nie znaczysz nic, nigdy nie znaczyłaś bo, jesteś tylko małą szmatą, nic nie wartą dziwką, rozumiesz ?!

Krzyknął wściekle, unosząc dłoń z zamiarem obdarzenia mnie jeszcze jednym pasmem bólu, gdy zaciemnione pomieszczenie wypełniło radosne zawołanie matki. Niczym oparzony odskoczył w tył, a popychając mnie ku najdalszej ścianie pokoju, mruknął.: Lepiej, żebyś znalazła dobrą wymówkę, szmato.

 Dodał na odchodne, a spoglądając mi z pogardą w oczy zatrzasnął za sobą drzwi i uśmiechnąwszy się szeroko ruszył na spotkanie wymęczonej po całym dniu pracy żonie.
Zsunąwszy się po ścianie, usiadłam na podłodze, a zgiąwszy się w pół zaskamlałam cicho, gdy zarówno kręgosłup jak i żebra objęły stalowe ramiona przeszywającego bólu. Czułam jak po rozpalonym policzku spływają kolejne łzy, lecz nim zakończyły swą drogę w kąciku sinych od przygryzania drżącej wargi ust jednym, szybkim ruchem otarłam je dłonią, z całych sił próbując zapomnieć. Próbując raz jeszcze przekonać samą siebie do tak dobrze znanego mi kłamstwa, przekonać siebie że to nic takiego.
Że tak się zdarza,
że zasłużyłam...
                                                  *      *      *
  - Nie rób tego, Skylar...

Szepnął cicho i choć stał jedynie krok przede mną, ów słowa zdawały się dochodzić z oddali...- Nie zostawiaj mnie tu...
Kontynuował i choć usilnie z tym walczył słyszałam jak jego głos drży, rozdzierając moje serce na miliony drobinek, których już teraz nie próbowałam pozbierać.

 - Ashton ja...nie mogę, nie zostanę...- Zaczęłam, lecz nim ów słowa przemknęły przez zaciśnięte gardło spod ciężkich powiek wytoczyły się kolejne, palące łzy.- Wybacz...

 Dodałam bezgłośnie, a wyrywając palce spod delikatnego uścisku jego przyjemnie chłodnej dłoni odwróciłam się na pięcie i poprawiając ramiączko szarego plecaka zanurzyłam się w hebanowej toni milczącego miasta.
I choć wiedziałam, że tam stoi nie odwróciłam się w obawie przed tym co stanęłoby, przed moimi oczami. Ashton nie zasługiwał na ból jaki przysporzyłabym mu ja, a ja nie zasługiwałam na wszystko to czym on chciał mnie obdarzyć.
Musiałam więc zniknąć...
...raz na zawsze...

...Koniec wspomnienia...

  Otwierając szeroko oczy, desperacko wpuściłam do płuc spore pokłady chłodnego powietrza jakim wczesna pora spowiła, zatopiony w szarówce jutrzenki pokój, a mrugając parokrotnie pospiesznie odpędziłam od siebie zrozpaczone spojrzenie przenikliwych stalowo-szarych źrenic. Nie było już mowy, o zmrużeniu oka...
Nie kiedy niczym burza nad miastem spozierała na mnie z góry przestroga, o ponownym powrocie do tamtego dnia. Leżąc więc w bezruchu poczęłam nasłuchiwać, czy aby napewno niepostrzeżone wyjście z domu jest możliwe i gdy upewniłam się, iż Diana smacznie śpi w swoim łóżku jednym szybkim ruchem zrzuciłam z siebie kołdrę i stanęłam na równe nogi by, już chwilę później skrywając twarz pod ocieplonym kapturem ile sił w nogach pospiesznie przecinać uśpione zaułki, pogrążonego w ciszy Brooklynu.
                                                       *      *      *
  Czułam jak z każdym kolejnym krokiem moje płuca spowija nieznośny ogień bezdechu, wiedziałam, że czas się zatrzymać, ale nie chciałam się poddać. Nie teraz gdy nogi dzielnie niosły przez szafirową zieleń zroszonej rosą trawy, nie teraz gdy chłodny, rześki wiatr odpędzał ode mnie jeden  z tysiąca koszmarów, nie teraz gdy ból zastępowało przyspieszone bicie serca...
Nie teraz...
Biorąc głęboki wdech i napinając wszystkie mięśnie przyspieszyłam kroku, lecz nim pokonałam choćby kilometr ogarnięte palącym bólem ciało odmówiło posłuszeństwa, a ja niczym porzucone przez wiatr kolorowe pióro padłam na chłodny, miękki dywan trawy i nim zdążyłam je powstrzymać spod ciężkich powiek wypłynęły kolejne kryształowe łzy, a z gardła wyrwał się pełen przeraźliwej skargi krzyk.:

- Nigdy niczego nie widziałaś !
 Zapłakałam, a moje słowa porwał świszczący w koronach wiatr. - Nigdy cię nie było, myślałaś że odpycham pomoc bo, jestem silna, nie widziałaś jak bardzo cię potrzebowałam, zawsze liczył się tylko on !
Jęczałam, pozwalając by, kolejne spazmy chisterycznego płaczu wstrząsały rozpalonym ciałem.- Tyle razy chciałam ci powiedzieć...

Szeptałam, choć doskonale wiedziałam, że ona tego nie słyszy...
Bo, skoro nie słyszała, gdy krzyczałam zza jej pleców,
nie usłyszy i teraz gdy bezsilnie szepczę, gdzieś z pokaźnej dzielnicy Nowego Jorku...

Mijały kolejne minuty podczas których szczypiący chłod dawał się we znaki, kolejne godziny które przyszło mi spędzić na czekaniu,
czekaniu na choćby nikłe wybawienie.
Wybawienie, które dla mnie nie miało nadejść...
...Nigdy...

 Poczułam jak czyjeś palce zaciskają się mocno na moich skostniałych ramionach,  a w następnej chwili ciszę niebytu przerwał delikatny, pełen przerażenia głos.

- Obudź się...
Szeptał raz za razem, a jego ramiona co rusz potrząsały mną bezradnie. Rozchyliwszy powieki, zamrugałam szybko bo, oto wpatrywałam się w jedyną w swoim rodzaju stal. Tak szybko jak je otworzyłam ponownie zacisnęłam chcąc wierzyć że przy ponownym ich rozchyleniu ujrzę niedbale zasłoniętą szybę obszernego okna w swoim pokoju.

 Jaki więc nieprzyjemny okazał się być moment, w którym po ponownym uniesieniu powiek moje oczy zatonęły w przenikliwej, stalowej otchłani, dużych, przerażonych źrenic.
Wnet uderzyło mnie także wspomnienie chłopaka ze snu.
Był identyczny...
Nim jednak pozwoliłam, ów myśli zagościć w mojej głowie, gęstą ciszę przerwał ten sam troskliwy głos.

-  Wszystko w porządku ?
Zapytał poruszony, a wyrywając mnie gwałtownie z fali niezrozumiałych obrazów i sytuacji począł dokładnie analizować każdy  centymetr mojej twarzy by, finalnie siadając obok mnie na złoconej rosą trawie ukryć twarz w drżących ramionach.
Przełykając głośno otarłam twarz dłonią i odważyłam się raz jeszcze zerknąć na skuloną u mojego boku postać bruneta.
Ten jak gdyby czując na sobie ciężar mojego spojrzenia zwrócił ku mnie twarz, nasze spojrzenia się spotkały, a moje serce tak jak przed laty pękło na miliony przesiąkniętych bólem drobinek...

 Zaciskając usta wzięłam głęboki oddech i ignorując ogień w mięśniach narastający z każdym kolejnym ruchem puściłam się biegiem przez zacienioną, parkową alejkę, nim jednak zdążyłam przed nim uciec przez falę chaotycznych myśli przedarł się raz jeszcze jego głos.:

-  Uciekając przed przeszłością nie zdołasz sprawić, że przestanie ona
istnieć, Skylar...
Wycharczał gardłowo i choć usilnie z tym walczyłam, wiedziałam że tym razem nie dane mi będzie tak po prostu odejść...

niedziela, 10 stycznia 2016

6. For both of us...

  Zanim zaczniecie czytać, pragnę bardzo serdecznie powitać nową obserwatorkę !
Miło znów Cię gościć Zuza.^^
                                                         ___________________________

   Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie, lecz najlepszych towarzyszy odnajdujemy w milczeniu...

 - Przyglądałaś się kiedyś gwiazdom ?
Zagadnął brązowooki na moment odwracając wzrok i zatapiając się w bezkresnym granacie nocnego nieba, na dźwięk jego głosu na moje ramiona gwałtownie wdarł się gorący, przyjemny dreszcz, a ciężkie od łez powieki opadły...- To pewnie zabrzmi dziwnie, ale...czasami kiedy tak siedzę zastanawiam się ile te perełki kryją w sobie bólu...
Szepnął jakby do siebie, ponownie posyłając mi krótkie, głębokie spojrzenie. Tak jakby chwytając mój wzrok na moment czytał zeń jak uczony z otwartej księgi.

 - Bólu ?
Zacharczałam nieśmiało, próbując stłamsić w sobie kolejne spazmy cichego łkania, jakie dotychczas trawiły z wolna rozedrgane ciało i zatapiając spojrzenie w tajemniczym cieniu jaki teraz niczym kurtyna skrywał rysy zadumanej twarzy chłopaka.

 - Tak bo, widzisz...- zaczął, a chichocząc z cicha, dodał.-...kiedyś ktoś powiedział mi, że to gwiazdy zatrzymują w sobie wszelki ból i troski, jakie ludzie doń kierują chociażby się weń wpatrując tak jak my teraz...
 Urwał gwałtownie, a rzucając mu szybkie spojrzenie dostrzegłam jak intensywnie wpatrują się we mnie jego piękne, czekoladowe źrenice.

 - Jeśli tak ta, która słucha moich zażaleń jest najjaśniejsza wśród całego gwiazdozbioru.
Zadrwiłam lekko, choć w tym samym czasie poczęłam także baczniej studiować rozległą głębię nieboskłonu.

 - W takim razie twoją gwiazdą zdecydowanie jest ta po prawej.
Zauważył mój towarzysz, a idąc wzrokiem w kierunku, o którym wspomniał ujrzałam niewielki, jaśniejący  gdzieś w samotności punkt.
...Moją gwiazdę...

 - A co z twoją spowiedniczką ?
Zapytałam szeptem i choć nie patrzyłam ku niemu czułam na policzku jego ciepły, jednocześnie tak
...odległy wzrok.
 Tak jakby będąc ze mną tutaj, w rzeczywistości znajdował się gdzieś w miejscu oddalonym stąd, o miliony, miliardy kilometrów.
Ciszę wieczoru na chwilę przerwał jego dźwięczny, przytłumiony śmiech, a już w następnym momencie mój słuch przyjemnie podrażnił zachrypnięty, męski głos.:

 - Moja...pewnie jest gdzieś tam i z trudem podtrzymuje ciężar moich trosk.
Odparł, pół żartem-pół serio, lecz patrząc dłużej na jego twarz z łatwością mogłam odczytać, iż do śmiechu było mu tak blisko jak i mnie...
 Pomiędzy nas na nowo wdarła się cisza, którą wykorzystałam by, minimalnie zmniejszyć dzielącą nasze ciała odległość, gwałtownie zalało mnie pragnienie by, przejąć od niego choćby część targających nim smutków, chociaż raz móc ujrzeć jak jego zaciśnięte wargi układają się w uśmiech, jednak tak szybko jak ów myśl nawiedziła moją głowę, tak też szybko ją stamtąd wygnałam. Karcąc siebie za niedorzeczność własnych zachcianek.
Przecież nawet nie znałam jego imienia...
                                                  *      *      *
 Niewiele myśląc, nieodrywając wzroku od poczerniałego nieba, nieśmiało wyciągnęłam dłoń ku spoczywającej na gitarze ręce brązowookiego, jednak zauważając na sobie jego wzrok pospiesznie ją cofnęłam i speszona niczym dzieciak przyłapany na gorącym uczynku odwróciłam spojrzenie, skupiając całą uwagę na cyrkoniowym gwiazdozbiorze.
Ponownie tonąc w odmętach przytłaczających, bolesnych wspomnień, wzdrygnęłam się zaskoczona gdy czyjaś ciepła dłoń, subtelnie pokryła moje zziębnięte paliczki.Przełykając ciężko poczułam jak po moich
policzkach spływają kolejne, kryształowe łzy, a zaciskając powieki uśmiechnęłam się niepewnie, gdy ta sama ciepła dłoń, która wcześniej potarła moją zacisnęła się w delikatnym, pełnym otuchy uścisku.

 - Czasami zastanawiam się...
Zaczęłam, czując jak na usta ciśnie mi się kolejny wachlarz ciążących mi na sercu zażaleń, z którymi nigdy, z nikim nie miałam szans, ani zamiaru się podzielić.
Jednak on...
Z nim było jakoś inaczej...
Będąc obok i patrząc w jego oczy, tak samo przygaszone jak moje czułam, że choć się nie znamy, on rozumie i w jakiś niewytłumaczalny sposób to sprawiało, iż u jego boku czułam się spokojna,
 może nawet...bezpieczna...
A co najważniejsze nie czułam się samotna.-...zastanawiam się co by, było gdybym kiedyś...wybrała inną drogę.
Wyrzuciłam z siebie na jednym wdechu, a zdając sobie sprawę z wypowiedzianych właśnie słów, z pokorą skryłam twarz głębiej pod jasnym kapturem.

- Też czasami nad tym myślę, tylko...jaki to w zasadzie ma sens ?
Bąknął, znów bardziej do siebie niż do mnie, uśmiechnąwszy się pod nosem subtelnie odwzajemniłam jego uścisk.

 - Dlaczego wszystko w życiu musi mieć sens ?
Żachnęłam się, na co jego brwi na moment ściągnęły się w dwa idealnie proste łuki.

 - Nie musi i niema.
Odparł zdawkowo, a posyłając mi ukradkowe spojrzenie, dodał.: Na przykład miłość, ona niema żadnego sensu, a jednak jest...
Szepnął, co mimowolnie przywołało na moje wargi delikatny uśmiech.

 - Niby tak...
Bąknęłam, a w następnej chwili oboje pławiliśmy się w upojnej chwili ogarniającej nas ciszy, którą finalnie przerwały tak jak poprzednio subtelne, nieśmiałe dźwięki gitary. Rzuciwszy mu jeszcze jedno spojrzenie ponownie uśmiechnęłam się niepewnie i ocierając wierzchem dłoni łzy osiadłe w kącikach oczu oparłam się wygodniej ( na tyle na ile było to możliwe ) na chłodnym, niedawno malowanym drewnie ciemnej, parkowej ławki.
(...)
 Mijały sekundy, minuty i może nawet godziny, a moje palce nieprzerwanie pieściły napięte, srebrzące się dumnie w ulotnej poświacie księżyca struny, lecz ilekroć pragnąłem wydobyć z gardła choćby najcichszy dźwięk, głos jakby zamierał, ginął gdzieś w krtani...
Tak jakby poświata ideału jaką roztaczała wokół siebie piękna nieznajoma w swoim świetle kryła wszystko inne co tak, czy inaczej przy niej zdawało się być jakby wyblakłe...

Z przyjemnego stanu błogiego bezruchu wnet wyrwało mnie silne, chłodne powietrze które teraz niestrudzenie poczęło hulać pod czarną wiatrówką, którą w pośpiechu narzuciłem na siebie,
wychodząc z klubu. Wypuszczając z płuc kolejny obłok pary przerzuciłem instrument ponownie na plecy, a podnosząc się na równe nogi zmierzyłem pytającym spojrzeniem skuloną na wychłodzonym siedzisku postać brunetki. Ta jakby rozumiejąc moje nieme zaproszenie pospiesznie się pozbierała i już po chwili ramię w ramię, opleceni mówiącym więcej niż tysiąc słów milczeniem kroczyliśmy niespiesznie po zalanych granatem alejkach drzemiącego parku.
(...)
 Zaciągając się głęboko rześkim, nocnym powietrzem przywołałam na wargi delikatny uśmiech. W pewien niezrozumiały dla mnie sposób jego obecność mnie uspakajała, koiła. Nie potrzebowałam rozmowy, ani dotyku, a wystarczająco wiele otuchy dawały mi krótkie spojrzenia w jego zagadkowe, czekoladowe źrenice.

Zakochanie ?
Nie, zdecydowanie nie wchodziło ono w grę.
Nim się spostrzegłam znaleźliśmy się niedaleko mojego domu, dlatego też szczędząc jakichkolwiek, zbędnych słów delikatnie pociągnęłam chłopaka za sobą by, już chwilę później wpatrując się w ciszy w głębię doskonałą, szeptać to jedno, jedyne słowo jakie zdołało przebrnąć przez zaciśnięte gardło.:

 - Dziękuję...
Mruknęłam, wnet przypominając sobie iż nie mam nawet pojęcia jak się do niego zwrócić.

- Nie muszisz znać mojego imienia....
Szepnął, jakby czytając mi w myślach, a na jego ustach po raz pierwszy tego wieczoru zamajaczył figlarny uśmieszek.

- Ale...
Zaprotestowałam, jednak nim zdobyłam się na jakikolwiek argument ten posłal mi ostatnie spojrzenie, po czym odwróciwszy się na pięcie jakby nigdy nic począł zanurzać się w głąb uśpionej uliczki.- Czekaj !
Wychrypałam, jakby obcym dla siebie głosem na co Mulat odwróciwszy się raz jeszcze i zmierzywszy mnie badawczym spojrzeniem, dodał.:

- Do zobaczenia, księżniczko...
Po czym tak jak uprzednio rozpłynął się w cieniu panującym nad Brooklynem...

 - Do zobaczenia...
Wymamrotałam do siebie, czując wnet jak moje wnętrze na moment ogarnia przyjemne,
mrowiące ciepło...
___________________

 Dobry wieczór !!!
 Oto za nami kolejny rozdział, kolejne spotkanie naszych bohaterów.
Co prawda nie jest on zbyt długi, ale mimo wszystko mam nadzieję, że Wam przypadł do gustu...
Piszcie proszę co sądzicie i jak Wam mija druga niedziela nowego roku.:)
Na następny rozdział oczywiście zapraszam już za tydzień !
<3


poniedziałek, 4 stycznia 2016

5. Endless nightmare...

                    Uwaga !
Notka pod rozdziałem tylko dla zainteresowanych.
                                       __________________________________________
 
  Życie to  niejako sztuka...
Sztuka wyboru, przetrwania, cierpienia...
Idąc więc, ów tropem możemy stwierdzić iż człowiek jest weń artystą zakreślającym na swym płótnie własne, niepowtarzalne wzory.
Jedni w barwach jasnych i radosnych, inni zaś w stonowanej nostalgii czerni i szarości.
Ja natomiast zawsze jestem gdzieś po środku...

- Oboje wiemy jak wyglądały twoje początki, Słońce i musisz przyznać, że gdyby nie ja nie przetrwałabyś tutaj nawet miesiąca.
Zaczął kąśliwie nie pozwalając mi nawet na odwrócenie wzroku.

- Minął rok Jason, wyprowadziłam się od ciebie, żyję na własną rękę i dobrze wiesz, że nie robisz mi żadnej łaski zatrudniając mnie tutaj.
Wysyczałam chłodno, ze zdenerwowaniem wbijając paznokcie w wewnętrzną stronę dłoni. Nienawidziłam gdy do tego wracał, a on poruszał, ów temat zawsze gdy tylko nadażyła się ku temu okazja. Tym sposobem pokazując mi jak bardzo swego czasu byłam od niego zależna i słaba.

- Niby nie, ale...widzisz Skylar, w dzisiejszych czasach nic nie jest za darmo i nawet dobroć ma swoją cenę.
Wymruczał, rozsiadając się wygodnie w swoim skórzanym fotelu i złączając opuszki palców.

- Do rzeczy.
Westchnęłam przewracając oczami i dając upust narastającemu zniecierpliwieniu.

- Posłuchaj, nie chcę od ciebie pieniędzy. Chcę byś mi się odpłaciła w sposób...hmm...emocjonalny.
Słysząc ostatnie słowo moim ciałem gwałtownie wstrząsnął nieznośny dreszcz, a brwi nieufnie ściągnęły się w dwa proste łuki.- Nie musimy pozostać na stopie pracownika i pracodawcy, Skylar.Mogę ci dać wiele więcej.
Wycharczał, zmysłowo zniżając głos i delikatnie muskając opuszką moich drżących palców.

- Chyba nie wiesz, o czym mówisz.
Warknęłam oszołomiona, ciężko przełykając ślinę i mrugając pospiesznie.

- Doskonale wiem, o czym mówię Grey i do prawdy dziwi mnie twoje zaskoczenie.
Wyrywając dłoń spod uścisku bruneta na przemian otwierałam i zaciskałam usta niezdolna do wyartykułowania jakiegokolwiek dźwięku podczas gdy McKhan coraz szerzej się uśmiechając kontynuował swe subtelne tortury...- Czyżbyś już zapomniała jak wieczorami przychodziłaś do mnie ze łzami w oczach, po kolejnych koszmarach ? A może już nie pamiętasz jak długimi godzinami przesiadywałaś w moich ramionach, wypłakując wszystkie te krzywdy, które twój kochany tatuś ci wyrządził ?

Z każdym kolejnym słowem moje oczy coraz silniej zachodziły łzami, a zaleczony ból coraz zuchwalej wdzierał się w każdą z pozornie zabliźnionych ran na przesiąkniętym bólem ciele.- Jeśli tylko chcesz możesz do niego wrócić, droga wolna...

- Przestań !
Jęknęłam w końcu, kryjąc piekącą od łez twarz w rozedrganych dłoniach i z całych sił stawiając czoła mrocznej toni wspomnień, która teraz z nieokiełznaną brutalnością poczęła zalewać każdą z rozbieganych myśli.

- Widzę, że jednak da się z tobą dogadać...
Burknął, układając wargi w triumfalnym uśmiechu i przewiercając moją postać nieznośnie dociekliwym spojrzeniem.

- Nie wrócę.
Syknęłam z trudem przełykając narastającą w gardle gulę i biorąc kolejno, kilka głębokich, orzeźwiających wdechów.

- Na twoim miejscu,  dobrze bym się nad tym zastanowił.
Dodał, a schyliwszy się nieznacznie z jednej z wielu szuflad wydobył niewielką, białą kopertę, którą następnie wymownie przesunął w moją stronę. Rzucając mu kilka niepewnych spojrzeń niespiesznie ujęłam w dłonie plik śliskich zdjęć.

- S-skąd to masz ?
Wyjąkałam,  z przerażeniem oglądając ukazujące mnie w odważnym, wyzywającym negliżu fotografie.

- Tak się składa, że po prostu je mam. Lubię je, jesteś tam taka- przerwał na moment by, biorąc  głęboki wdech podkreślić swoją egzaltację faktem posiadania czegoś co jest dla mnie tak wstydliwe.-...seksowna i zdecydowanie zbyt odważna jak na swój młodziutki wiek. Jak sądzisz...twoi rodzice, którzy są przecież dobrze postawionymi personami w medycynie byliby, zadowoleni jeśli opinii publicznej okazałoby, się coś tak niepoprawnego, co dotyczy ich córeczki, która przecież od paru lat studiuje na jednym z lepszych uniwersytetów medycznych ?
Zapytał retorycznie, doskonale wiedząc jak bardzo, ów kłamstwa, a raczej ich ujawnienie mogłyby zniszczyć reputację nie tylko moją, lecz całej rodziny Grey'ów. Wciąż niezdolna do jakiejkolwiek reakcji zaprzeczyłam jedynie niemrawym skinieniem głowy, przez co zasnute cieniem wieczorowej pory pomieszczenie wypełnił ściskający mi żołądek śmiech mężczyzny.

- Tak też sądziłem...
Mruknął, z zadowoleniem patrząc jak każda kolejna wzmianka, o rodzicach sprawia, iż zapadam się w sobie.- To jak ? Pozwolisz sobie pomóc, czy przez własną głupotę pogrążysz i siebie i rodziców ? Decyzja należy do ciebie, Sky...
Kontynuował, coraz odważniej ściskając moje skostniałe paliczki i niespiesznie badając szczupłe nadgarstki.

- Nie możesz zmusić mnie bym coś do ciebie poczuła, Jason. A już na pewno nie masz prawa mieszać w nasze sprawy mojej rodziny.
Wycharczałam lodowato, spoglądając nań spod byka i ponownie wbijając paznokcie w obolałe już wnętrze dłoni. Nastała cisza, a w powietrzu niczym burza zawisły moje chłodne słowa. Wnet drzwi stanęły otworem, a w nikłym świetle dostrzegłam zarys smukłej sylwetki, młodej szatynki.

- Skylar, tu jesteś...
Zaczęła, a ja rozumiejąc wnet, o co chodzi momentalnie wykorzystałam nadarzającą się okazję. Zsuwając się pospiesznie z wypolerowanego blatu jak wystrzelona z procy ruszyłam ku drzwiom, lecz nim doń dobrnęłam niczym sidła zatrzymały mnie ostatnie, złowrogie słowa.:

- Jeszcze się z tobą rozliczę, Grey...Wszystko w swoim czasie.
(...)

 - To niemożliwe...
Jęknąłem zrezygnowany, ściskając w dłoni zapisany drobnym drukiem świstek papieru- odmowę przyznania mi kontraktu przez jedną z kilku wytwórni do jakich przesłałem niedawno kilka swoich utworów.

 - Stary, to tylko jedna z wielu...To jeszcze nie koniec świata.
Odparł Nate, przyjaźnie poklepując mnie po ramieniu, co jednak wcale nie poprawiło mojego samopoczucia.

- Łatwo ci mówić.
Burknąłem, zbyt ostro, po czym odpychając, ów pocieszenie wróciłem do przerwanej wcześniej czynności.

- Patrz co robisz, debilu !
Rozbrzmiał niezadowolony głos, gdzieś sprzed kontuaru, a podnosząc wzrok dostrzegłem jak niewysoka, młoda brunetka otrzepuje się z odłamków potłuczonego szkła, którego zawartość powoli wsiąka w idealnie czarny zamsz jej delikatnych koturnów.

- Mhhm...Pani wybaczy, ale to nie ja wylałem na panią trunek.
Sapnąłem, poirytowany jej wyniosłym sposobem bycia, a wyciągając ku niej kilka pachnących chusteczek, zająłem się niewielką, czerwoną plamą na dotychczas wypolerowanej podłodze klubu.

- Hernandez...pozwól na słowo.
Na dźwięk znajomego, chłodnego tonu szefa gwałtownie się wyprostowałem, a upewniając się, iż podłoga nie jest klejąca zwróciłem się uprzejmie do młodej kobiety, która teraz bacznie mnie obserwując, sączyła kolejną porcję krwistego napoju.

- Jeszcze raz ogromnie przepraszam, oczywiście tego napoju lokal nie doliczy do rachunku.
Wycedziłem przez zęby z trudem siląc się na uprzejmość, a schylając głowę ruszyłem ku drzwiom prowadzącym do biura szefostwa.
                                                  *     *     *
 - Grabisz sobie, Peter...
Zaczął mężczyzna, gdy tylko zamknąłem za sobą masywne, dźwiękoszczelne drzwi.- Najpierw bez słowa opuszczasz klub w godzinach pracy, nie racząc choćby podać sensownego powodu ku temu, a teraz nienależycie odnosisz się do klientki, której przez własną nieuwagę wylewasz drinka na ubranie. Co się z tobą, do cholery dzieje ?!
Fuknął rozsierdzony, a moje oczy automatycznie zawędrowały do czubków wypolerowanych butów.

 - Umm...ja...
Zacząłem niemrawo, choć doskonale wiedziałem, że mężczyzna za nic ma moje mizerne tłumaczenia.

 - Nie będę tego tolerował, Hernandez. Co więcej chcę byś wiedział, że od teraz jesteś pierwszy na czarnej liście i jeśli usłyszę, o jeszcze jednym tego typu zdarzeniu będziesz mógł zapomnieć, o tej posadzie. Zrozumiano ?
Zapytał ostro na co jedynie twierdząco skinąłem głową.- Pytam, czy zrozumiano ?
Powtórzył rozdrażniony na co unosząc wzrok, mruknąłem niedbale.:

- Tak, szefie. Zrozumiano.

- Dobrze, a teraz wyjdź.
Przyjmując z ulgą zakończenie haniebnej reprymendy, raz jeszcze kiwnąłem głową, przeprosiłem cicho i nie podnosząc wzroku, opuściłem pomieszczenie.Przywołując na twarz nieszczery uśmiech oraz zmuszając do fałszywej, surowo nakazanej uprzejmości. W myślach tylko odliczając godziny do momentu, w którym będę upoważniony do bezkarnego opuszczenia tego cholernego kołchozu.

 Dla jasności, nigdy nie miałem nic do swojej pracy, lubiłem ją. Dobijał mnie tylko przymus bycia fałszywie zadowolonym, nawet wtedy gdy walił się cały świat, a nostalgia była wręcz wskazana...przecież to nieludzkie.
(...)
 Wzdychając cicho dopięłam pasek przy dopasowanych jeansach i narzucając na ramiona jasną bluzę, zasznurowałam wygodne, rozchodzone tenisówki. By, już po chwili kryjąc twarz pod obszernym kapturem niespiesznie kroczyć ku wąskiej ścieżce prowadzącej przez park do domu. Zewsząd otaczało mnie tylko chłodne milczenie późnej pory, dlatego też moje myśli momentalnie uciekły do słów McKhana i nim zdążyłam je zahamować, kryształowe łzy poczęły z wolna znaczyć ścieżkę na rozgrzanym, purpurowym policzku. Oto dopasowana jak ulał maska opadła obnażając całą mnie, tą słabą, tęskniącą do nowego, lepszego życia dziewczynę, która każdej nocy budzi się z kroplami zimnego potu na skroniach i stłumionym krzykiem na rozedrganych wargach. Rozpaczliwie uciekając od zalewającego moje wnętrze bólu, poczęłam niemal na oślep, w zawrotnym tempie przedzierać się przez zasnute cieniem uliczki by, po chwili bez tchu opaść na chłodną powierzchnię pierwszej z brzegu, parkowej ławki i skrywając twarz w dłoniach utonąć w nostalgii kolejnego upokorzenia.
(...)
 Przysiadając na jednym z końców nieprzyjemnie chłodnej ławki objąłem ramionami kształtne pudło rezonansowe gitary i musnąłem palcami parę pierwszych strun, zatapiając się tym samym we własnych przemyśleniach. Posłałem w czerń wieczoru kilka nieśmiałych dźwięków, po chwili dołączając doń także śpiew. Wnet opustoszałą, milczącą okolicę przeszył delikatny chrzęst kroków na żwirowej dróżce, a odwróciwszy wzrok w kierunku, z którego dochodził ujrzałem wpatrzone we mnie bursztynowe ślepia.
...Wróciła...
____________

 Dzień dobry kochani !
 Jak zwykle ogromnie przepraszam za spóźnienie, ale wena naszła mnie dopiero wieczorem i udało mi się skończyć rozdział dopiero dzisiaj...
Aczkolwiek przyznam nieskromnie, że uznaję go za kawałek dobrej roboty, jest taki jaki być powinien. Jednak ocenę jak zawsze pozostawiam Wam.<3
Pod poprzednim rozdziałem Paula zapytała skąd pomysł na imię głównej bohaterki, toteż teraz pozwolę sobie pokrótce objaśnić. Jakiś czas temu czytałam opowiadanie, w którym główna bohaterka miała na imię Skyler, imię od razu przypadło mi do gustu, ale postanowiłam sprawić by, stało się bardziej oryginalne, poprzez zmianę ,,e" na ,,a" i tak oto jest imię Skylar. :)
Kolejną sprawą z jaką się do Was zwracam jest informowanie mnie, o nowych notkach na Waszych blogach do czego oczywiście zachęcam w zakładce : Wasze blogi.
I finalnie pragnę Wam gorąco podziękować za te ponad 1000 wyświetleń- jesteście najlepsi !
Przy okazji, jak minęły Wam święta i sylwester ?
Pochwalcie się w komentarzach i oczywiście wracajcie w niedzielę !
<3