poniedziałek, 14 grudnia 2015

4. Step towards you...

   Przeciągając się leniwie wbiłam wzrok w purpurową poświatę jaką wczesna pora zabarwiła skrawek ściany na przeciwko obszernego, niedbale zasłoniętego granatem zasłony okna, a mrugając parokrotnie rzuciłam okiem na kremową tarczę niewielkiego budzika, którego umiarkowane tykanie niepodzielnie przepełniało zasnutą płowiejącym  cieniem odchodzącej nocy sypialnię. Dochodziła siódma, a to oznaczało iż powrót do krainy Morfeusza definitywnie mijał się z celem, co więcej nim wrota, ów krainy zdążyłyby, się za mną na dobre zatrzasnąć rozbrzmiałaby,
 poranna zmora-budzik- puszczając w niepamięć ulotne strzępy przyjemnie otulającego mnie dotychczas snu...

Leżąc więc na boku zaczęłam z zaciekawieniem przyglądać się grze świateł jaka teraz odprawiała się na jednym ze skrzydeł białych drzwi, prowadzących do salonu będącego centralną częścią przytulnego mieszkania. Mijały kolejne minuty, podczas których mrugając leniwie podejmowalam próby zanurzenia się w nieprzyjemnym chłodzie rzeczywistości, przygotowania  do kolejnych blizn poniżenia jakie po tej nocy miały zaznaczyć się delikatną, cieniutką smugą na ciele i sercu...
                                                  *      *      *
 Zrzucając z głowy obszerny kaptur jasnej bluzy odruchowo przeczesałam palcami swoje ciemno-brązowe włosy upewniając się, iż hulający wiatr i zbytni pośpiech do jakiego zmusiły mnie gorzkie uwagi przyjaciółki nie pozostawiły na mojej głowie ptasiego gniazda, jakie zdarzało mi się widywać w lustrze po długich godzinach bezsennych nocy. Po czym wzdychając z ulgą jak codzień ustawiłam się w sporej kolejce, jaka zwyczajowo obstawiła dojście do lady w niewielkiej kafejce, w której nawiasem mówiąc podawali najlepszą Latte w całym Nowym Jorku. Posuwając się miarowo wraz z niekończącym się sznurem zaspanych klientów, mimowolnie omiotłam spojrzeniem zalane złotem poranka wnętrze lokalu, a mój wzrok momentalnie utkwił w morzu kawy, które topiło mnie, w każdej wolnej chwili od tamtego pamiętnego poranka.
Chłopak jakby mnie rozpoznając przywołał na usta jeden z najjaśniejszych uśmieszków jaki kiedykolwiek widziałam,  kąciki moich warg momentalnie uniosły się ku górze, a na policzkach rozlała się gorąca purpura. Potrząsając głową z roztargnieniem postąpiłam kolejny krok w przód.

 - Cholera jasna ! Uważaj jak chodzisz, dziewucho !
Zagrzmiał rozsierdzony głos pani McLean, a odwróciwszy głowę dostrzegłam jak po jej eleganckiej, białej koszuli brązową strugą spływa moja dzisiejsza dawka kofeiny... Zasłaniając usta dłońmi i z trudem hamując śmiech podniosłam z lady potrącony, papierowy kubek i powstrzymując uśmiech, szepnęłam z zakłopotaniem.:

 - Przepraszam, ja tylko...
Próbowałam się usprawiedliwiać, jednak siwowłosa kobieta, jedynie łypnęła na mnie złowrogo i zaciskając wargi dała mi znak by, cofnąć się na koniec kolejki.- Ale...
Zaprotestowałam słabo, jednak patrząc w jej twarz dałam za wygraną, a spuszczając głowę poczęłam niechętnie sunąć na koniec kolejki, przy okazji rzucając okiem na ozdobny, naścienny zegar.

- Cudownie.
Mruknęłam zdając sobie sprawę, iż nie mam czasu na ponowne wystawanie po jeszcze jedną porcję kawy, co oznaczało że pomimo sprzeciwu całego organizmu musiałam obejść się bez słodkiej używki. Rzucając jeszcze jedno spojrzenie ku obserwującemu mnie brunetowi na powrót narzuciłam na głowę kaptur i wciskając zaciśnięte pięści w przepastne kieszenie okrycia opuściłam kafejkę...
(...)
  Rozpoznając w smukłej brązowookiej dziewczynę z pamiętnego poranka uśmiechnąłem się z rozbawieniem, a gdy zamknęła za sobą szklane drzwi lokalu podniosłem się z miejsca i niewiele myśląc stanąłem na końcu powoli przerzedzającej się rzeki klientów by, już po paru minutach z kubkiem
 koszmarnie słodkiej Latte w dłoni, szybkim krokiem  przemierzać zatłoczony chodnik, przy głównej ulicy Brooklynu i usilnie wypatrywać jasnego materiału jej bluzy.
Przyspieszywszy kroku wyminąłem sprawnie garstkę niespiesznie podążających ku uczelni studentów
i nim zdążyła na nowo rozpłynąć się w poświacie budzącego się dnia złożyłem na jej ramieniu delikatny uścisk, pod którego naciskiem gwałtownie obróciła głowę, uwalniając tym samym kaskadę brunatnych włosów spod kaptura okrycia, pod którym tak  jak uprzednio dokladnie skrywała swą piękną twarzyczkę.

- Zdaje się, że o czymś zapomniałaś...
Powiedziałem z uśmiechem wręczając jej papierowy kubek pełen aromatycznego napoju...
(...)
 Obejmując palcami gorące ścianki kubka przygryzłam wargę z całych sił walcząc z palącym policzki rumieńcem po czym posyłając ku mojemu wybawcy kolejny wdzięczny uśmiech, spuściłam wzrok.

 - Dziękuję...
Szepnęłam, pozwalając by, kawa pod jego powiekami rozpalała moje wnętrze jeszcze przez moment, po upływie którego odwracając się na pięcie, pospiesznie umknęłam w tłum pieszych niespiesznie płynących ku jednej z wielu bocznych uliczek...
                                                     *      *      *
 Pospiesznie dopijając wychłodzone resztki porannej kawy, jednym szybkim pociągnięciem zaznaczyłam okalające moje brązowe oko rzęsy, a oceniając efekt końcowy poczęłam obracać między palcami papierowe naczynie, gdy przyjemną ciszę zaciemnionego pomieszczenia przeciął skrzekliwy głosik jednej ze striptizerek.

- Sky ?
Na dźwięk swojego imienia, gwałtownie skupiłam całą uwagę na smukłej blondynce, która teraz wyzywająco opierając się, o framugę niedomkniętych drzwi pełnym pogardy wzrokiem mierzyła moją twarz  najwyraźniej chcąc z niej wyczytać jakiekolwiek emocje.- Szef chce cię widzieć w swoim biurze.Teraz.
Warknęła chłodno,a wydymając swe krwisto-czerwone wargi,dodała ostro.:

- Czyżby oczko w głowie szefa, coś sobie przeskrobało ?
Zadrwiła kąśliwie, a odrzucając na plecy złocistą kaskadę idealnie falowanych włosów, opuściła pomieszczenie zatrzaskując za sobą drzwi.

- Suka...
Wychrypałam pod nosem,a wrzucając kubek do śmietniczki omiotłam swoje odbicie ostatnim spojrzeniem, które mimowolnie zatrzymało się na tekturowej podstawie opróżnionego opakowania, Schyliwszy się nieznacznie ujęłam w palce pognieciony skrawek tektury, a uśmiechając się szeroko poczęłam podziwiać wymyślne pismo jakim wykaligrafowano to jedno, krótkie słowo, prośbę,
polecenie, pocieszenie,
...marzenie...
 ,,Wróć".
 Cztery znaki dzięki, którym ogarniająca mnie dotychczas niepewność, przestała mieć większe znaczenie. Powracając gwałtownie do nieprzyjemnej rzeczywistości, jednym pewnym, jednak niezwykle delikatnym ruchem, niby z namaszczeniem ustawiłam kubek na ciemnych deskach toaletki, dnem ku górze i przebiegając palcami wśród wodospadu ciemnych włosów ruszyłam ku paszczy lwa...
 
  Pukając z cicha w gładką powierzchnię dębowych drzwi, położyłam drżące palce na chłodnej klamce, a słysząc zaproszenie pewnym krokiem przestąpiłam ich próg.

- Chciałeś mnie widzieć, szefie.
Mruknęłam przybierając na twarz maskę nieczułej, obojętnej szmaty i kołysząc biodrami podchodeszlam do  biurka, po chwili przysiadając na jednym z jego rantów, na przeciwko bruneta.

 - Owszem.
Mruknął McKhan bezwstydnie mierząc spojrzeniem opinającą się wyzywająco na biuście małą czarną.

- Więc ?
Warknęłam oschle, krzyżując ręce na piersi i z premedytacją ucinając głodnemu spojrzeniu mężczyzny obraz odkrytego ciała. Mrugając szybko brązowooki stanął na równe nogi, a zamykając mnie pomiędzy silnymi ramionami znacząco zmniejszył dzielącą nas odległość.

- Mam dla ciebie, propozycję...
Mruknął ochryple, zsuwając dłoń po mojej talii. Kładąc gotową do odepchnięcia pieszczot dłoń na rozbudowanym torsie Jasona i kusicielsko  przygryzając wargę wbiłam w niego niechętny wzrok, pozostawiając słowa w stałym, pozbawionym jakichkolwiek emocji tonie, bąknęłam.:

- Propozycję ?
Nie zrażony moją niechęcią brunet, tylko skinął głową twierdząco, a założywszy za moje ucho niesforny kosmyk podlapał moje spojrzenie celowo przedłużając
pełną wyczekiwania ciszę...
______________________

Dobry wieczór kochani !
 Po pierwsze ogromnie przepraszam za spóźnienie, ale w dniiu wczorajszym po prostu nie miałam do tego głowy, a czas nie był moim sprzymierzeńcem.
Ponadto musiałam się przygotować na dzisiejszy egzamin ustny, przez który powiem Wam w tajemnicy, iż rozważałam ogólne odwołanie rozdziału. Lecz finalnie dodaję go dzisiaj, z przeprosinami...
Po drugie pragnę Wam podziękować za tak liczne przybycie w zeszłym tygodniu na wieść, o nowym rozdziale. Do dzisiaj widząc, ów liczbę uśmiecham 
się jak nienormalna.
<3 Dziękuję !! <3
Po trzecie...
Jak Wam się podoba rozdział ?
Mam nadzieję, iż spełnił on Wasze oczekiwania ?
Piszcie proszę, co Wam w łebkach siedzi i wracajcie w niedzielę !
Ps. Kocham Was...

5 komentarzy:

  1. Powiem ci jedno: Kobieto piszesz najdluzsze zdania jakie kiedykolwiek przeczytalam. :O
    I wracajac do bloga. Oczywiscie ze odcinek mi sie podobal. Jestem ciekawa jaka to bedzie propozycja i kiedy Sky znowu sie spotka z Brunem. Swoja drogą interesuje mnie odpowiedz na jedno pytanie - Skąd wzielas pomysl zeby dac glowniej bohaterce na imie Skylar? I w ogole skad to imie znasz? Mi sie osobiscie bardzo podoba, ale przed przeczytaniem prologu nie znalam go, dlatego to mnie tak interesuje :)
    Caluje i do zobaczenia za tydzien :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku, oni są sobie przeznaczeni. Los spotkał ich już drugi raz(wow). A ten napis na kubku, to mam rozumieć, że Bruno napisał? XD Słodkie. No i co to za propozycja? Trzymasz w napięciu kobieto, oj trzymasz :D
    Czekam na następny i pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniale opisujesz sytuacje i w ogóle twoje opisy są cudowne. Czytam twoje rozdziały z ogromnym uśmiechem na twarzy i nigdy nie mam dość twojej twórczości. Kiedy tylko widzę nowy rozdział to po prostu skaczę ze szczęścia. Ich spotkanie było całkiem słodkie (bardzo słodkie) i ten napis na kubku po prostu cudo, rozpływam się. Ciekawi mnie co to za propozycja, więc pisz jak najszybciej next.
    Pozdrawiam i życzę masy weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Sytuacja z kafejki troszkę mnie rozbawiła. Biedna Sky, na pewno mega się wkurzyła, gdy nie miała czasu by znów stać w długiej kolejce po kawę. No i świetnie, że pojawił się ON. Dał kawę, napisał miłe słówko... Fajnie to rozegrałaś! :)
    Co do Szefa. Wrr, co to za propozycja? Jaki oblech! Rozumiem, że jej praca wymaga wyzywających strojów, ale niech On zachowa jakiś umiar!
    Pisz dalej. :)

    www.magical-history.blogspot.com - ja zapraszam na rozdział 9, wczoraj dodałam. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Zapraszam na jubileuszowy rozdział 10. :D
    www.magical-history.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń