niedziela, 6 grudnia 2015

3. Never say never...

  I kiedy przestajesz już wierzyć w to jedno słowo, ona nadchodzi...
nie pyta,czy jesteś gotów,
czy chcesz,
czy potrzebujesz...
Po prostu jest...

Zdając sobie wnet sprawę z upływu czasu, speszona pospiesznie odwróciłam wzrok, a wpychając do uszu słuchawki szybkim krokiem, zgrabnie go wyminęłam

 - Ehmm...czas na mnie...
Rzuciłam przez ramię i nim toń jego źrenic pochłonęła mnie do końca, narzuciwszy na głowę obszerny kaptur polarowej bluzy, ruszyłam truchtem w głąb budzącej się alejki tocząc wewnętrzną walkę z samą sobą by, nie posłać mu jeszcze jednego spojrzenia.
(...)
 Jeszcze przez moment patrzyłem jak smukła sylwetka  ślicznej nieznajomej miarowo rozmywa się w mlecznej poświacie nadchodzącej jutrzenki po czym uśmiechając się pod nosem na powrót podjąłem marsz. Nim jednak zdążyłem ujść choćby kilkaset metrów, poczułem jak po kieszeni spodni rozchodzi się delikatna wibracja świadcząca, o nadejściu nowego połączenia. Nawet się nie zatrzymując wydobyłem urządzenie i nie spoglądając na wyświetlacz rozpocząłem połączenie.

- Bruno !
Krzyknął Nate prosto do słuchawki, przez co krzywiąc się z niezadowoleniem na moment odsunąłem aparat od ucha.- Gdzie ty się, do cholery, podziewasz ?
Zabrzmiały kolejne wzburzone słowa, co mimowolnie przywołało na moje wargi nikły uśmieszek.

- Przepraszam, ja po prostu...nie mogłem tam zostać, nie kiedy była tam Nicole.
Wymamrotałem, z trudem odpychając od siebie lawinę wspomnień jakie przywołał jej nagły, nieproszony  powrót.

- Mhhhm...jasne, gdzie jesteś ?

- Na...
Przerwałem na moment, rozglądając się dookoła i podejmując próby ustalenia swojej lokalizacji.- ...gdzieś na obrzeżach Sunset Park.
Dodałem w końcu, z zaskoczeniem rejestrując fakt, iż podczas wędrówki niemal na oślep dotarłem na zamieszkiwaną przez siebie część miasta.

- Dobrze.
Mruknął niewyraźnie blondyn i wzdychając z ulgą zakończył rozmowę. Odsuwając telefon od ucha pokręciłem głową z rozbawieniem, a przyspieszając kroku wszedłem w wąską uliczkę, przy której mieścił się dom przyjaciela.
                                                   *      *      *
 Wycierając niedbale włosy w niewielki, turkusowy ręcznik narzuciłem na siebie spraną, siwą koszulkę i popychając delikatnie drzwi od łazienki wolnym krokiem ruszyłem do kuchni, gdzie zasypując kubek aromatycznym kakaem oparłem się plecami, o blat wysepki i zawieszając wzrok gdzieś za krystalicznie czystą szybą raz jeszcze z uśmiechem na ustach przywołałem w głowie obraz dużych, karmelowych oczu oraz delikatnego rumieńca zdobiącego śliczną twarzyczkę napotkanej kilka godzin temu dziewczyny, przez co słysząc głos Nate'a podskoczyłem przerażony...

- Cholera...
Jęknąłem z niezadowoleniem popatrując przemiennie na twarz blondyna i piekącą plamę kakaa na jasnym materiale.

- Musimy pogadać, stary...
Mruknął chłopak, skupiając na sobie całą moją uwagę.
 Przełknąwszy ciężko ślinę raz jeszcze wytarłem poplamiony kubek, o i tak zabrudzoną koszulkę po czym z trudem skupiłem wzrok w pełnym napięcia spojrzeniu rozmówcy, gwałtownie zdając sobie sprawę czego ów wymiana zdań będzie dotyczyła.
(...)
 Opadając ciężko na zroszoną kroplami porannej rosy ławkę wydobyłam z przepastnej kieszeni bluzy dokładnie poskładaną, zapisaną kartkę i drżącymi palcami rozłożyłam ją sobie na kolanach.
Oto trzymałam między palcami trzydzieści linijek prawdy,
trzydzieści linijek streszczających w dużym skrócie, skrojonym na miarę rozsądku ostatnie tysiąc dni mojego życia i upadku,
pierwsze od dwóch lat słowa jakie zdecydowałam się skierować do rodziny po tym jak pewnego chłodnego wieczoru z torbą na ramieniu,
bez środków do życia i planów na przyszłość wsiadłam do ostatniego samolotu lecącego w nieznane,
 z przesiadką na Brooklynie..
.z przesiadką, której nigdy nie dokonałam.

Biorąc głęboki wdech umieściłam papier na powrót w białej, opisanej kopercie i ukrywając ją w materiale okrycia, tłamsząc w sobie wszelkie emocje ruszyłam biegiem wzdłuż skrzącego się złotem pasa zieleni by, kilka minut później z zaciśniętymi wargami i przymkniętymi powiekami puścić rękopis w drogę...
...do domu...

Rozchyliwszy powieki zamrugałam szybko, dzięki czemu szklista mgiełka łez opadła pozostawiając w sercu jedynie pustkę, w której co noc przelewała się fala tak poniżających,
niechcianych,
nierzadko krzywdzących
lecz wciąż tak cholernie żywych i wyraźnych wspomnień...
Z odmętów przytłaczającej przeszłości wyrwało mnie wnet nagłe pojawienie się w umyśle obrazu hipnotyzujących, kawowych ślepiów...
Pustka jakby zaczęła się wypełniać, zaciśnięte wargi mimowolnie rozciągnęły się w promiennym uśmiechu, a gdzieś w środku narosło pragnienie by, raz jeszcze móc zatonąć w porywającej głębi...
Miłość od pierwszego wejrzenia ?

- Ona nie istnieje...
Mruknęłam do siebie, za wszelką cenę próbując przywrócić samą siebie do chłodnej rzeczywistości, dzięki której przez ostatnie lata tak umiejętnie wypierałam z życia ewentualne cierpienie...
Kolejne razy, jakie mogłoby, złożyć na moim sercu wymagające życie, jeśli okazałabym wobec niego jakąkolwiek słabość.
(...)
 - Bruno...jeśli ty, wróciłeś do tego burdelu...
Zaczął niebieskooki z trudem przekrzykując rozdzierającą powietrze ciszę i wbijając we mnie jedno z najbardziej nieznośnych, najcięższych spojrzeń.

 - Nie.
Uciąłem krótko, nie umiejąc nawet podnieść ku niemu wzroku...

- Nie kłam.
Mruknął ze złością, która finalnie pozbawiła mnie wszelkich oporów przed wyznaniem mu prawdy.

- Nie, nie wróciłem do hazardu, zadowolony ?!
Syknąłem z jadem, odwzajemniając mu się tak samo przeszywającym spojrzeniem jak to, którym od dobrych kilku minut przewiercały mnie głębokie, szafirowe  źrenice.

- Ach tak, więc co do kurwy nędzy, stało się z tymi pieniędzmi ?!
Ryknął, a po moim karku przebiegło parę chłodnych dreszczy. Rozchylając wargi począłem rozpaczliwie poszukiwać kolejnego, wiarygodnego kłamstwa.- Wyparowały, czy może podarowałeś je tej...

- Spłaciłem nimi długi...
Wymamrotałem w końcu, pozwalając by, z płuc uszło wszelkie wstrzymywane weń dotychczas
powietrze.- Teraz...jestem czysty, zaczynam...od nowa.
Dodałem widząc jak chłopak walczy z cisnącymi się na jego usta słowami.

- Czysty ?
Wychrypał, rzucając mi kolejne ostre spojrzenia.Nie widząc potrzeby by, wypowiadać ów słowa raz jeszcze tylko kiwnąłem głową twierdząco, a wzruszając obojętnie ramionami odwróciłem się na pięcie i ruszyłem pospiesznie do swojego pokoju by, po chwili zatrzaskując za sobą drzwi opaść na materac niewielkiej, narożnikowej kanapy i ujmując w ramiona czarną, lśniącą gitarę akustyczną oddać się tej, która była ze mną od zawsze,
 już na zawsze.- Muzyce...
 _____________________
  Ho, ho, ho !
Witam Was cieplutko, w tę Mikołajkową niedzielę !
Jak się podoba rozdział ?
Jak wyobrażałyście sobie ich pierwsze spotkanie ?
Podzielcie się swoimi opiniami i wracajcie w przyszłym tygodniu.
<3

7 komentarzy:

  1. No miłości od pierwszego wejrzenia się nie spodziewałam. Ale powiem ci, że nie mogę się doczekać ich kolejnego spotkania :D
    Pozdrawiam cieplutko kochana, życzę dużo weny i zapraszam do mnie <3 :* :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Nareszcie nowy rozdział! Zaskakujesz, oj zaskakujesz. :D Czekam jak nadal rozwinie się akcja, bardzo fajnie zaczynasz. Masz rewelacyjny temat, nie spotkałam się jeszcze z takim opowiadaniem! :)

    www.magical-history.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Hejka,zapraszam Cię do mnie na #9 :) :*
    http://runawayrunawayrunawaybaby.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. No no no, się rozkręcaszz. Super.
    To będzie miłość, ciekawe jak los ich połączy :D
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ho ho ho! Witam :) Jesli mam byc szczera to myslalam, ze spotkaja soe w jakims klubie czy cos w tym stylu, ale dobrze ze i tak sie stalo. Hm... Milosc od pierwszego wejrzenia, a to ciekawe. Oby ich losy sie dalej ze soba skrzyzowaly. No i oczywiscie bede tego wyczekiwac w kolejnym odcinku. Za to ciebie zapraszam na mojego bloga. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Rozdział jak zawsze cudowny nic tylko czytać i pragnąć więcej twoich wspaniałych cudów. Miłość od pierwszego wejrzenia hmmm.... bardzo ciekawie, więc mam nadzieję, że się jeszcze spotkają i to jak najszybciej. Czekam na następny, Pozdrawiam i dużo weny ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapraszam na 9 rozdział opowiadania. Jak na razie najdłuższy! Mam nadzieję, że równie ciekawy. :)
    www.magical-history.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń