niedziela, 29 listopada 2015

2. Somewhere in Brooklyn...

     Ból fizyczny ma to do siebie, że w końcu po prostu znika,
 ból psychiczny natomiast jest czymś czego nie zaleczysz, nigdy, żadnym sposobem...nauczysz się z nim żyć, lecz gdy jego źródło da, o sobie znać...
wszystkie twoje wysiłki pójdą na marne, a ty tak jak przed laty zostaniesz z niczym...

  Przecierając po raz ostatni lśniący, szklany kieliszek z rozmachem ująłem w dłonie butelkę złocistego
trunku i z niemrawym uśmiechem wypełniłem nim szkło.

- Proszę uprzejmie.
Odparłem, posylając ku siedzącej za kontuarem szatynce jeden z wyćwiczonych, nieszczerych uśmiechów jakiego wymagało od nas szefostwo i zatapiając spojrzenie w hipnotyzującej głębi jej niebieskich źrenic, źrenic tak łudząco podobnych do tych, za którymi przybyłem do Brooklynu, w których bez pamięci się zakochałem, a przez które w niedalekiej przeszłości tak cholernie cierpiałem...
Potrząsając gwałtownie głową, zamrugałem kilkakrotnie pozwalając by, wszystkie wciąż tak samo bolesne obrazy zasnuły umysł i zagościły na nowo na miejscu dopiero zabliźnionej rany.

 - Dziękuję, Bruno.
Szepnęła szatynka, a na moje ramiona gwałtownie wpełzła gorąca fala, przeszywających dreszczy. Nagła zmiana w moim zachowaniu nie umknęła jej bystremu spojrzeniu, co sprawilo, iż jej pełne usta momentalnie rozciągnęły się w zniewalającym uśmiechu.- Mhhhhm...czyli jednak pamiętasz...
Mruknęła zmyslowo, pochylając się delikatnie i znacząc opuszką szlak na mojej zaciśniętej szczęce. Jak mógłbym zapomnieć...

Niczym oparzony jednym, szybkim ruchem odskoczyłem w tył, a wbijając weń pełne niewypowiedzianej nienawiści spojrzenie, warknąłem chłodno.:

- Po co wróciłaś, Nicole ?
Na te słowa, smukła szatynka pochyliła się nad kontuarem i nieporadnie splatając palce , zerknęła mi w oczy miękkim i pełnym smutku, dopracowanym do perfekcji spojrzeniem, tym samym którym niemal dwa lata temu skradła mi serce, tym samym, za którego sprawą...
..straciłem wszystko...
Po za cierpieniem, które w trudnych chwilach powracało do mnie nawet teraz, nawet po niemal dziewięciuset dniach walki, o zapomnienie, o nowy, lepszy start.- Po co ?
Powtórzyłem niecierpliwie, czując jak każda sekunda jej zwłoki pozbawia mnie wszelkich pokładów cierpliwości, z jaką do tej pory starałem się podchodzić do jej nagłego powrotu.

- Popełnilam błąd...nie powinnam była tak po prostu odejść, nie powinnam była...- zaczęła cicho, a posyłając mi kolejne przepraszające spojrzenie, kontynuowała.- ...nie mialam prawa tak bardzo cię ranić, ale...bałam się, Bruno...bałam się, że jeśli zostanę...zranię cię jeszcze bardziej...- wyszeptała, a ukrywając twarz w niewielkich, delikatnych dłoniach pozwoliła by, jej drobnym ciałem wstrząsnął rozrywający serce szloch.

- Jeszcze bardziej ? Bardziej niż odchodząc bez słowa, niż zostawiając mnie na tej podłodze i bez pożegnania zapadając się pod ziemię ?
Wychrypałem, czując jak każde z jej słów, niczym ostrze noża z łatwością, przebija się w głąb dotychczas zmrożonego, zaleczonym bólem serca.

- Przepraszam...
Jęknęła, a ocierając z policzka samotną, poczerniałą łzę na nowo zatopiła spojrzenie w moich rozbieganych źrenicach.

- Nie masz, za co.
Wymamrotałem z całych sił powstrzymując wszystkie słowa skargi, jakie z trudem tłamsiłem w sobie, od tamtego dnia.- To już nic nie znaczy...
Dodałem słabo, po czym wciskając w ręce zdezorientowanego Nate'a jeszcze wilgotną szmatę, szybkim krokiem opuściłem wypełniony po brzegi lokal.

                                                   *      *      *
...Wspomnienie...

 Wydając z siebie kolejny zduszony jęk osunąłem się na kolana, gdy stalowa pięść szatyna raz jeszcze spotkała się z moim, już i tak opuchniętym policzkiem, a unosząc wzrok spojrzałem zamroczony na smukłą postać szatynki, opartej o przeciwległą ścianę i z przerażeniem popatrującą spod kurtyny gęstych rzęs na całą sytuację. Idąc za moim spojrzeniem barczysty mężczyzna skupił na niej rozżarzone spojrzenie po czym z lekka rozluźniając palce na mojej krtani, warknął.:

- Pytam po raz ostatni, Nicole. Kim on dla ciebie jest ?!
Powtórzył pytanie, po czym w obszernym pokoju zapadła przenikliwa cisza. Oczekując na jej odpowiedź przygotowywałem się psychicznie na kolejny atak szału ze strony jej męża, gdy dowie się prawdy, nie mogłem jednak przygotować się na słowa, które opuściły rozedrgane usta dziewczyny.

- Nikim. Jest nikim, przysięgam ci...nigdy wcześniej go nie widziałam...pojawił się tak nagle, chciał...próbował mnie zgwałcić, krzyczał...
Szeptała łamiącym się głosem, a jej oczy zaszły mgiełką łez,
grała, grała tak doskonale, że każdy głupi z latwością uwierzyłby, w fałszerstwa, których ostrza teraz wbijała w moją krtań, silniej niż zaciskała się na niej stalowa dłoń zielonookiego.
Rozszerzając źrenice, otwierałem i zamykałem usta niezdolny do wydania z siebie jakiegokolwiek dźwięku, z niewypowiedzianym cierpieniem przyjmowałem kolejne razy, z zamroczeniem poszukując jej spojrzenia.
Potem nie pozostało już nic, powieki zaczęły ciążyć tak silnie, iż gdy opadły, nie byłem w stanie ponownie ich unieść, przeszyte bólem ciało, bezładnie opadło na chłodną podłogę salonu... a jedyną rzeczą jaka pozostała w umyśle były te dwa, zabójcze  słowa...
,,Jest nikim..."
Dwa słowa, które równie dobrze mogły zabrać mój oddech bo, teraz...pozostałem z niczym.

...Koniec wspomnienia...

  Oddałem jej dwa lata życia,
oddałem  wszystko co miałem, wzięła to bez słowa,
oddałem jej całego  siebie,
poszedłem za nią do samego Brooklynu, bez pytań, tylko z jej woli pozostawiając wszystko za sobą, a gdy on zapytał kim jestem bez najmniejszego trudu zrównała mnie z ziemią,
 z nicością i odeszła pozostawiając jedynie ból,
pozostawiając mi oddech, lecz zabierając tlen...
(...)
 Zakręcając wodę wyszłam powoli spod prysznica i owijając się szczelnie opuściłam łazienkę. Mieszkanie pogrążone bylo w ciszy i ciemności, co zamiast działać na mnie kojąco sprawiało, iż czułam niepokój, niepokój przed czychającymi na mnie we śnie koszmarami,
 przeszłością, którą tak bardzo chciałam zostawić za sobą,
 zapomnieć...
Nie potrafiłam...

Biorąc więc głęboki wdech wyciągnęłam z szafy w swoim pokoju pierwsze lepsze szorty, białą koszulkę z krótkim rękawem i polarową bluzę by, po chwili zagłuszając muzyką głosy w głowie, pomimo nocnej pory biegiem przecinać uśpione ulice kryjącego mnie przed nim Brooklynu.
Zatapiając się w delikatnych rytmach przyspieszyłam i przecinając kolejną, mroczną ulicę wbiegłam na szeroki chodnik, podświadomie pragnąc by, wyczerpujący bieg wybawił mnie od nocnych mar...
Nagle pod wpływem uderzenia, niemal bezwładnie upadłam na chłodne płyty chodnika, zaskoczenie zniwelowało ból, dlatego też momentalnie wstając na równe nogi zabójczym wzrokiem spojrzałam na ciemną postać, stojącą krok przede mną.

- Uważaj jak leziesz, palancie !
Warknęłam, a w następnej chwili mój wzrok utonął w najintensywniejszej głębi, w morzu czekolady, w którym z zapartym tchem poczęłam się pławić, nie zdolna wyartykułować kolejne słowa.

- Wybacz nie zauważyłem cię w świetle latarni, z resztą to ty we mnie wbiegłaś, więc po co to wzburzenie ?
Zapytał z nutką rozbawienia, a moje serce na moment stanęło by, już po chwili rozrywać moją pierś ze zdwojoną siłą...

- Mhhhmmm...
Jedno spojrzenie, kilka slów, a cała pewność siebie uszła z kolejnymi, głębokimi oddechami, tak jakby nigdy jej we mnie nie było.- ...przepraszam...ale gdybyś otworzył oczy...uhhh...ta rozmowa niema sensu !
Jęknęłam wciskając pięści w kieszenie i...
wciąż stojąc bez ruchu,
niezdolna by, po prostu zawrócić...
__________________________________
  Dzień dobry kochani !
Dziś dla odmiany rozdział niemal z samego rana.
:)
Jak się podoba ?
Piszcie proszę Wasze opinie w komentarzach i oczywiście wracajcie w przyszłą niedzielę !
Ps. Ogromnie mi miło, iż już po pierwszym rozdziale opowiadanie przyciągnęło tylu odbiorców, dziękuję.
<3

6 komentarzy:

  1. Czytam jak zahipnotyzowana i chcę jeszcze więcej. Kocham to opowiadanie, więc masz to jak w banku, że tu wrócę w niedzielę.
    Dużo weny, Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Oł maj gad, tak cudownie piszesz, że mogła bym czytać twoje twórczości cały dzień bez przerwy <3 <3 <3 :*
    Akcja się rozkręca :D A ta Nicol to zdzira jakich mało, no po prostu jak tak można?
    Czyżby Bruno zahipnotyzował Skylar już przy pierwszym spotkaniu? <3 <3
    Jestem bardzo ciekawa, jak potoczą się ich dalsze losy, tak że tan no czekam na niedziele <3 :*
    A i zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nigdy nie czytałam takiego rodzaju opowiadania! Genialnie piszesz! Fajnie, że tak bawisz się bohaterami. Najpierw piszesz oczami Skylar, potem Bruna. Naprawdę rewelacyjnie się to czyta!
    Zapraszam do siebie na 7 rozdział. www.magical-history.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. No no kobieto powiem ci, że odcinek mnie zaintrygował. Bruno i Skylar. Mrrr. Ciekawe co to będzie dalej.... Czekam na kolejny i zapraszam do mnie :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Super to twoje opowiadanie, czekam na więcej <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Pojawił się 8 rozdział, serdecznie zapraszam. :D Powoli zaczynam zmierzać do "serca" akcji :) www.magical-history.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń